• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[29.07.1972] I've taken love heroin, and now I can't ever have it again | Rosie+Alex

[29.07.1972] I've taken love heroin, and now I can't ever have it again | Rosie+Alex
entropy
What if I fall into the abyss?
What if I swing only just to miss?
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Egzorcystka, medium, wróżbitka
Jest w niej pewna nerwowość, którą widać tak samo w gestach jak i odległym spojrzeniu zielonych oczu, pod którymi rozsiane zostały konstelacje piegów. Blond włosy ma zawsze ścięte przed ramiona. Jej drobną, niewielką (160cm) sylwetkę otacza zwykle ciężki zapach kadzideł, który wydaje się wżerać w każdy skrawek jej ciała i noszonych przez nią materiałów, ale kiedy komuś dane jest znaleźć się dostatecznie blisko, spod spodu przebija się pewna o wiele lżejsza nuta, przywodząca na myśl letnią noc, podczas której z łatwością można policzyć na niebie wszystkie gwiazdy.

Ambrosia McKinnon
#2
22.02.2024, 03:19  ✶  
Zawsze będziemy mieli Francję. To była słodka obietnica, którą wcześniej przerzucali się z przekorą, między pocałunkami i uśmiechami, które mogli wyczuć na swoich ustach. Między jednym, a drugim oddechem, który dzielili. Potem jednak wydźwięk tych słów zmienił się i prawdę powiedziawszy, dla niej brzmiał trochę jak niewypowiedziana skarga. Francja była ich, bo trzymała w sobie wspomnienie wszystkiego, co najpiękniejszego ze sobą dzielili. Swobody ciała i duszy. Ich jedności, bo przecież kiedyś wydawali się zachowywać niemal jak jeden organizm. Jak te wszystkie poetycko ubrane istoty z legend, które z jakichś powodów zostały podzielone na pół i potem zmuszone były szukać siebie nawzajem.

Kiedy wracała do Francji, wracała tam bez niego. Celowo rozmijali się, chociaż czy było w czym się rozmijać, kiedy on przez ostatnie lata usilnie koczował w Anglii, a ona uciekała do cygańskich wozów, kiedy tylko mogła? Było tak, jak mówiła jakiś czas temu Morpheusowi, francuskie słońce działało na nią kojąco. Kiedy czuła zapach otaczających ją bezdroży, siedząc na schodkach wozu i ciesząc się promieniami na swojej skórze, miała wrażenie, że napełnia ją nowa siła. Że bez tego już dawno nie byłoby ani Rosie, ani nawet Ambrosi. Najczęściej jechała tam niedługo po tym, jak odwiedzał ją Louvain, zbyt zdenerwowana i poniżona, by być w stanie spędzić dłuższą chwilę na obskurnych uliczkach Nokturnu, który nawet jeśli był jej domem od maleńkości, w tych konkretnych chwilach wydawał się współwiny zdradzie.

Pewnie nie pojechałaby w lipcu do Francji gdyby nie to, co stało się z Donaldem. Jakaś jej część rwała się sama, by spędzić na bezdrożach czas z Alexandrem, jednak ta inna, o wiele bardziej wyraźna, wzbraniała się od tego zawsze, jakby z goryczą przypominając, jak przyjemne wspomnienia mogły zostać zbrukane ich wspólną wycieczką. Nieudany zamach na życie jego brata zmienił jednak te niepisaną zasadę, bo intuicja podpowiadała jej, że coś było nie tak. Bo wysłał jej Kapłankę, a ta z jego talii patrzyła przecież jej oczami. Zwracał jej na ten czas wolność. Specjalnie odsuwał od siebie, jakby na pokaz. Ale ona jak zawsze wiedziała lepiej i zrobiła to, na co miała ochotę. Czyli pokazanie mu, że nie ważne co zrobi, będzie miała na niego oko. Będzie przy nim.

Nie chciała, żeby ją przepraszał. Za wiele razy już to przerabiali, przerzucając się pustymi słowami i tłumaczeniami. Za często mówili kocham cię, tak jakby miało to zawszeć wszystko inne, co chcieli powiedzieć. Tak jakby były to przeprosiny same w sobie. Wcześniej to wystarczało - tak myślała - ale potem uświadomiła sobie, że nawet jeśli brzmiało to ładnie, jak nieprzerwana deklaracja uczuć, nie zmieniało niczego. Te przeprosiny, zarówno z jej strony, jak i jego, nie równały się przecież poprawie, bo gdyby było inaczej, całe ich życie wyglądałoby teraz inaczej.

Przynajmniej jedno pozostawało takie samo, a przynajmniej tak uważała. Nie była w stanie tego zmienić ani Loretta, ani Otto, ani długie miesiące kiedy się do siebie nie odzywali, ani te momenty kiedy spotykali się na nowo, zanim jeszcze wziął ślub. On z resztą też niewiele zmienił w jej głowie, w tym jednym konkretnym sensie, że wciąż byli tym, od czego zaczynali. Zanim skradli sobie pierwsze wspólne pocałunki, albo zakradali się na wieżę astronomiczną w celu innym niż przygotowywania do egzaminów.

Świadczyły o tym te małe rzeczy, które wciąż robili, a książki były jednymi z nich. Tak samo jak on kontynuował wysyłanie jej znalezionych tytułów, tak ona robiła dokładnie to samo, z pewną ekscytacją wynajdując nowe tomiszcza i tomiki. Niektóre brzmiały mądrze i dotyczyły tematów całkiem naukowych, jednak inne były absurdalnie czasem głupiutkie, czy to dla zwykłego żartu czy też niosące ze sobą jakieś ukryte odniesienie do rzeczy, które rozumieli tylko we dwójkę. Ciężko było w nich znaleźć jednak dedykacje, bo zwykle pojawiały się bez słowa wyjaśnienia. Okazjonalnie może z kartą tarota lub listem, który nawet o podarunku nie wspominał. Czasem, kiedy ciągnęła ją czasem melancholia, albo próbowała usłyszeć niektóre rzeczy, wypowiadane jego głosem w jej głowie, sięgała po książki które dostała od niego dawno, dawno temu i czytała słowa które tam dla niej nabazgrał.

"Puszka Pandory" znajdowała się na liście punktów Londynu, które stale odwiedzała. Wiązały się z nią miłe wspomnienia, ale przede wszystkim - była dobrze zaopatrzona. Zawsze mogła znaleźć w niej interesujące ją tytuły, ale też przyjemne drobiazgi, które zabierała do domu i dołączała do swojej absurdalnej kolekcji durnostojek.

Przez te wszystkie lata, sprzedawca który zastał ich tamtego dnia, kiedy uciekali przed policjantem, pozostał ten sam. Rosie zawsze przyjemnie się z nim rozmawiało, jednak jednej z rzeczy nie mogła przeżyć; pierwszego razu kiedy pojawiła się księgarni po rozstaniu z Alexandrem. Mężczyzna, pamiętając zarówno ją, jak i rzucanie kostkami na określenie miejsca podróży, zapytał ja wtedy zaciekawiony, jak bawili się na swojej wycieczce do Grecji. A ona powiedziała mu to, o czym była święcie przekonana; że Alexander pojechał sam, a ona niestety - nie mogła pojechać z nim. Może chodziło jej sposób w jaki zaintonowała tę wypowiedź, a może o puste spojrzenie, które wtedy posłała mężczyźnie, ale ten już nigdy więcej o Grecję nie pytał.

Zawsze wydawało jej się nieco zabawne to, jak na nią czekał. Jak pies, ale nigdy nie myślała o tym w pejoratywnym znaczeniu, dopatrując się tam raczej pozostałości oddania, albo czegoś czego nie do końca rozumiała. Bo nikt inny tak na nią nie czekał, nieważne jak bardzo się nie spóźniała. Pewnie gdyby któregoś razu przyszło jej pojawić się na umówione spotkanie, a jego by tam nie było, przez głowę przeszłyby jej najgorsze możliwe rzeczy. Nie to, że porzucił ją, a że zwyczajnie nie żyje. To w jej głowie było chyba jedynym, co mogłoby go powstrzymać od stania na swoim miejscu.

Morpheus powiedział jej kiedyś, że niektórzy są zdania, że póki nie wypowiedzą zobaczonej wizji na głos, szczególnie innym, nie jest ona wiążąca. Pokręciła na to wtedy nosem, bo jej zdaniem było to myślenie dość dziwaczne, ale potem zaczęła dopatrywać się interpretacji tego w działaniach Alexandra. On nagminnie ignorował to, co przynosiło ze sobą jego trzecie oko, a ona nie prosiła by opowiedział jej to co widział. Bo dłużej żyła, tym bardziej rozumiała co mógł mieć na myśli kiedy mówił, że dla niego zmieniało to wszystko.

I prosiła, żeby jej też nie mówił tego, co widział na jej temat. Zwyczajnie nie chciała czuć na sobie kolejnego ciężaru, który garbił barki ze zmęczenia. Była też przekonana, że kiedy specjalnie odcinała się od jego wizji o sobie, miała o wiele większą siłę, by się nim sprzeniewierzyć. Wiele razy widziała w jego oczach ten charakterystyczny wyraz, kiedy uświadamiał sobie że już wcześniej widział tę sytuację, a potem ulgę, która przychodziła ze świadomością, że kończyło się to inaczej. A ona wtedy, kiedy zdawała sobie nagle sprawę z tego co mogło mieć miejsce, uśmiechała się do niego psotnie i dalej robiła swoje.

Jedyna przepowiednia w jaką wierzyła to ta, że byli sobie przeznaczeni. Ta z resztą nie była nawet wypowiedziana przez niego, tak samo jak i nie miała pewności czy była prawdziwa, czy może zaledwie przejawem intuicji osoby, która wypowiadała te słowa. Nikt też nigdy nie powiedział jej, w jaki sposób byli ze sobą związani, jednak im dłużej orbitowali wokół siebie, krążąc w jakimś nieprzerwanym tańcu, tym bardziej wierzyła że nie ważne jak, ważne by mogli stać obok siebie. Przyjaciele czy kochankowie - nie robiło to jej różnicy, nawet jeśli słowa o ich trwałości szły w parze z tymi które mówiły o tym, jak ciężka to będzie droga.

Wyminęła jakąś parkę rozchichotanych dziewczyn, które przystanęły na boku chodnika, spojrzeniem szukając jego wysokiej, niemożliwej do przeoczenia sylwetki. A kiedy podchwyciła jego spojrzenie, uśmiechnęła się do niego lekko.
- Dlaczego miałabym nie przyjść? - zapytała, kiedy już znalazła się obok niego, mrużąc przy tym podejrzliwie oczy. - Czyżbyś zaczynał się już nudzić i chodziło ci po głowie znalezienie sobie rozrywki? - uniosła lekko brew, a jej badawcze spojrzenie przesunęło się po jego twarzy, kiedy on również ją mierzył.

Ostatni tydzień naznaczony był silnymi burzami, które chyba co drugi dzień zalewały ulice, nie pozwalając wyjść z domu bez parasolki. Na szczęście jednak, kiedy tylko księżyc zakwitł na niebie w pełni, zapowiedziano trwałe przejaśnienie. Ten dzień był ciepły, pozwalający na założenie lekkiej sukienki, która leżała na niej jak szyta na miarę, połyskując w mszystym kolorze. Tylko że kreacja nie wyglądała, jakby była na miejscu. Owszem, Rosie w całym swoim jestestwie wyglądała w niej cholernie dobrze, ale krój nie był w jej stylu. Bo McKinnon nie nosiła się modnie, mając raczej swój własny, wyrobiony styl, a ta sukienka zwyczajnie śmierdziała Rosierami.

- Kiedy tak na ciebie patrzę, trochę chciałabym, żeby to był sen - powiedziała, kiedy jej dłoń drgnęła ku górze, jakby chciała sięgnąć do jego twarzy i zbadać opuszkami palców wszelkie ślady agresji, które wyglądały spod staranie nałożonych zaklęć. Ale powstrzymała się, zamiast tego wsuwając mu rękę pod ramię. Przynajmniej, pomijając ukryte transmutacją wspomnienia czyichś pięści, wyglądał lepiej niż tych parę dni temu, kiedy widziała go za Dziurawym Kotłem. - Znowu się biłeś - powiedziała, bez nagany, uszczypliwość dodając dopiero w następującym po tym pytaniu. - Czy było chociaż warto?


she was a gentle
sort of horror
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alexander Mulciber (8800), Ambrosia McKinnon (6246)




Wiadomości w tym wątku
[29.07.1972] I've taken love heroin, and now I can't ever have it again | Rosie+Alex - przez Alexander Mulciber - 21.02.2024, 20:37
RE: [29.07.1972] I've taken love heroin, and now I can't ever have it again | Rosie+Alex - przez Ambrosia McKinnon - 22.02.2024, 03:19
RE: [29.07.1972] I've taken love heroin, and now I can't ever have it again | Rosie+Alex - przez Alexander Mulciber - 26.02.2024, 12:54
RE: [29.07.1972] I've taken love heroin, and now I can't ever have it again | Rosie+Alex - przez Ambrosia McKinnon - 27.02.2024, 01:44
RE: [29.07.1972] I've taken love heroin, and now I can't ever have it again | Rosie+Alex - przez Alexander Mulciber - 26.03.2024, 00:03
RE: [29.07.1972] I've taken love heroin, and now I can't ever have it again | Rosie+Alex - przez Ambrosia McKinnon - 26.03.2024, 02:28
RE: [29.07.1972] I've taken love heroin, and now I can't ever have it again | Rosie+Alex - przez Alexander Mulciber - 19.04.2024, 19:18
RE: [29.07.1972] I've taken love heroin, and now I can't ever have it again | Rosie+Alex - przez Ambrosia McKinnon - 20.04.2024, 02:52
RE: [29.07.1972] I've taken love heroin, and now I can't ever have it again | Rosie+Alex - przez Alexander Mulciber - 19.05.2024, 23:59
RE: [29.07.1972] I've taken love heroin, and now I can't ever have it again | Rosie+Alex - przez Ambrosia McKinnon - 20.06.2024, 00:33
RE: [29.07.1972] I've taken love heroin, and now I can't ever have it again | Rosie+Alex - przez Alexander Mulciber - 06.02.2025, 21:59

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa