22.02.2024, 06:05 ✶
kończę tańczyć z Brenną i idę za nią do baru, Victoriii, Patricka i Seby
- W sumie to walnęłaś idealnie. Odrobinę mocniej i złamałabyś mi ten nos - uśmiechnął się krzywo, ale w gruncie rzeczy był przecież zadowolony. Okropnie nienawidził, kiedy nastawiano u nos, bo było to wręcz obrzydliwe uczucie.
- Ahh, szkoda. Naprawdę. Ale wiesz, gdyby wypadło cii coś nieoczekującego, to mam otwarty kalendarz. Nie musisz przecież tak od razu się tym też chwalić - wzruszył ramionami, chociaż nie wątpił, że kolejkę chętnych to ona akurat miała faktycznie długą. Już w samym liście, który do niej pisał Erik, trochę osób się nazbierało.
- Nie szkodzi, serio. Znajduję to raczej jako coś zabawnego, niż potrzebującego interwencji - prychnął, bo póki Erik nie był nachalny, faktycznie było u wszystko jedno. Gdyby zabrał się za jakieś potajemne spraszanie ich w to samo miejsce, albo ustawianie dyżurów i spraw, to już było o wiele bardziej niepokojące, ale teraz? Musiał Brennie przynieść książkę i pojawić się na tej potańcówce. No dobrze, nie musiał. Zwyczajnie chciał.
Kiedy muzyka ucichła, uśmiechnął się do niej lekko, kiwając głową. Pora było zejść z parkietu, ale zanim to zrobił, odczepił od koszuli kwiat, który wcześniej wyłowił z koszyka, a który teraz płożył się po materiale na piersi.
- Masz, tobie będzie bardziej pasować - stwierdził, kiedy wyciągnął roślinę w jej stronę tak, żeby przyczepiła się jej sukienki, a potem uśmiechnął się głupio. - Obawiam się też jednak, ze idziemy w tę samą stronę. Ty musisz dać się zamordować, a ja idę się napić - a potem puścił ją przodem, przelotnie spoglądając jeszcze ku górze, za jej słowami, ale już nie komentując spadających gwiazd.
Wsunął dłonie w kieszenie, podążając za Brenną i przelotnie jeszcze rozglądając się dookoła, po zebranych w stodole twarzach. Wokół przed chwilą debiutującej wokalistki zdążył się już zebrać całkiem spory tłumek.
- Cześć - przywitał się ze wszystkimi, w szczególności uśmiechając do Lestrange. - Viictoria, przepięknie śpiewałaś. To jednorazowy pokaz czy można liczyć na więcej? - zapytał, spoglądając na nią trochę zaczepnie, ale też szybko przekierowując swoje zainteresowanie na sam barek i przesuwając się bliżej niego, żeby zamówić kolejnego drinka. Kiedy już go dostał, dosunął się na nowo do grupy, upijając parę łyków.
!magicznydrink
- W sumie to walnęłaś idealnie. Odrobinę mocniej i złamałabyś mi ten nos - uśmiechnął się krzywo, ale w gruncie rzeczy był przecież zadowolony. Okropnie nienawidził, kiedy nastawiano u nos, bo było to wręcz obrzydliwe uczucie.
- Ahh, szkoda. Naprawdę. Ale wiesz, gdyby wypadło cii coś nieoczekującego, to mam otwarty kalendarz. Nie musisz przecież tak od razu się tym też chwalić - wzruszył ramionami, chociaż nie wątpił, że kolejkę chętnych to ona akurat miała faktycznie długą. Już w samym liście, który do niej pisał Erik, trochę osób się nazbierało.
- Nie szkodzi, serio. Znajduję to raczej jako coś zabawnego, niż potrzebującego interwencji - prychnął, bo póki Erik nie był nachalny, faktycznie było u wszystko jedno. Gdyby zabrał się za jakieś potajemne spraszanie ich w to samo miejsce, albo ustawianie dyżurów i spraw, to już było o wiele bardziej niepokojące, ale teraz? Musiał Brennie przynieść książkę i pojawić się na tej potańcówce. No dobrze, nie musiał. Zwyczajnie chciał.
Kiedy muzyka ucichła, uśmiechnął się do niej lekko, kiwając głową. Pora było zejść z parkietu, ale zanim to zrobił, odczepił od koszuli kwiat, który wcześniej wyłowił z koszyka, a który teraz płożył się po materiale na piersi.
- Masz, tobie będzie bardziej pasować - stwierdził, kiedy wyciągnął roślinę w jej stronę tak, żeby przyczepiła się jej sukienki, a potem uśmiechnął się głupio. - Obawiam się też jednak, ze idziemy w tę samą stronę. Ty musisz dać się zamordować, a ja idę się napić - a potem puścił ją przodem, przelotnie spoglądając jeszcze ku górze, za jej słowami, ale już nie komentując spadających gwiazd.
Wsunął dłonie w kieszenie, podążając za Brenną i przelotnie jeszcze rozglądając się dookoła, po zebranych w stodole twarzach. Wokół przed chwilą debiutującej wokalistki zdążył się już zebrać całkiem spory tłumek.
- Cześć - przywitał się ze wszystkimi, w szczególności uśmiechając do Lestrange. - Viictoria, przepięknie śpiewałaś. To jednorazowy pokaz czy można liczyć na więcej? - zapytał, spoglądając na nią trochę zaczepnie, ale też szybko przekierowując swoje zainteresowanie na sam barek i przesuwając się bliżej niego, żeby zamówić kolejnego drinka. Kiedy już go dostał, dosunął się na nowo do grupy, upijając parę łyków.
!magicznydrink