22.02.2024, 08:20 ✶
Tańczę z Norą
Na co dzień był w miarę opanowanym człowiekiem. Musiał być ze względu na klątwę tętniąca w jego żyłach zielenią.
Tutaj jednak, na tej dziwnej potańcówce, którą Brenna nazywała zwykłą zabawą w remizie, tu jednak poddawał się impulsom, zachęcony magią kolorowych drinków, kufla wina i gwiazd rozwieszonych na niebie. Nie było jednak na tym miejscu gwiazdy piękniejszej od Nory. Była piękna te osiem lat temu, gdy na kilka miesięcy oszukali los i poddali się marzeniom o wspólnej przeszłości. Teraz była jeszcze piękniejsza, dojrzalsza, choć wciąż młoda. Każda rysa zmęczenia na gładkiej skórze, każda ostrość spojrzenia, każdy grymas doświadczeń, które ją spotkały w czasie, w którym nie rozmawiali ze sobą, w oczach Samuela czynił ją jeszcze piękniejszą. Prawdziwszą.
Dlatego w pierwszej chwili, zachłyśnięty wrażenie obcowania z nią tak blisko, nie zrozumiał, że tańczą do piosenki o rozstaniu. Do piosenki, którą mogliby sobie śpiewać wzajemnie. Ona musiała odjechać. Z jej perspektywy, to pewnie on ją porzucił, kiedy pozostał tutaj, "odjechał" na powrót do Kniei, nie mogąc wyjawić, czemu jest związany z tym miejscem i nie może go opuścić.
Czuł wewnętrzny dygot, wolałby, żeby piosenka była szybsza, żeby gwiazdy nie spadały nad ich głowami. Powiedz życzenie – powiedziała mu kiedyś, gdy na sierpniowym niebie oglądali deszcz perseid. Teraz też był sierpień, teraz też gwiazdy spadały, te prawdziwe, poza magicznie wykreowanym niebem. A gdyby tak...
Przełknął ślinę, odwracając głowę, milcząc wciąż, nie mogąc się zebrać na to, by wymyślić, co powiedzieć. Nie mogąc przestać myśleć o delikatnej dłoni skrytej w jego, o tańcu jego rodziców do starego gramofonu, do starych płyt, wykradzionych wspomnień z dawnego życia.
Spokojne kołysanie się, dusza przy duszy... Jak ludzie mogą to robić, tak zwyczajnie, niepomni na bliskość, na intymność, jaką tworzą między sobą?
Spojrzeniem błądził przez jej twarz do ramion, uciekał bezmyślnie ku innym parom, by troszczyć się o to, aby z nikim się nie zderzyli. Milczał jak zaklęty, nie wiedząc, co powiedzieć, z ich dwojga to zawsze Nora była lepsza w mówienie.
Na co dzień był w miarę opanowanym człowiekiem. Musiał być ze względu na klątwę tętniąca w jego żyłach zielenią.
Tutaj jednak, na tej dziwnej potańcówce, którą Brenna nazywała zwykłą zabawą w remizie, tu jednak poddawał się impulsom, zachęcony magią kolorowych drinków, kufla wina i gwiazd rozwieszonych na niebie. Nie było jednak na tym miejscu gwiazdy piękniejszej od Nory. Była piękna te osiem lat temu, gdy na kilka miesięcy oszukali los i poddali się marzeniom o wspólnej przeszłości. Teraz była jeszcze piękniejsza, dojrzalsza, choć wciąż młoda. Każda rysa zmęczenia na gładkiej skórze, każda ostrość spojrzenia, każdy grymas doświadczeń, które ją spotkały w czasie, w którym nie rozmawiali ze sobą, w oczach Samuela czynił ją jeszcze piękniejszą. Prawdziwszą.
Dlatego w pierwszej chwili, zachłyśnięty wrażenie obcowania z nią tak blisko, nie zrozumiał, że tańczą do piosenki o rozstaniu. Do piosenki, którą mogliby sobie śpiewać wzajemnie. Ona musiała odjechać. Z jej perspektywy, to pewnie on ją porzucił, kiedy pozostał tutaj, "odjechał" na powrót do Kniei, nie mogąc wyjawić, czemu jest związany z tym miejscem i nie może go opuścić.
Czuł wewnętrzny dygot, wolałby, żeby piosenka była szybsza, żeby gwiazdy nie spadały nad ich głowami. Powiedz życzenie – powiedziała mu kiedyś, gdy na sierpniowym niebie oglądali deszcz perseid. Teraz też był sierpień, teraz też gwiazdy spadały, te prawdziwe, poza magicznie wykreowanym niebem. A gdyby tak...
Przełknął ślinę, odwracając głowę, milcząc wciąż, nie mogąc się zebrać na to, by wymyślić, co powiedzieć. Nie mogąc przestać myśleć o delikatnej dłoni skrytej w jego, o tańcu jego rodziców do starego gramofonu, do starych płyt, wykradzionych wspomnień z dawnego życia.
Spokojne kołysanie się, dusza przy duszy... Jak ludzie mogą to robić, tak zwyczajnie, niepomni na bliskość, na intymność, jaką tworzą między sobą?
Spojrzeniem błądził przez jej twarz do ramion, uciekał bezmyślnie ku innym parom, by troszczyć się o to, aby z nikim się nie zderzyli. Milczał jak zaklęty, nie wiedząc, co powiedzieć, z ich dwojga to zawsze Nora była lepsza w mówienie.