03.12.2022, 01:15 ✶
Daisy przyglądała się twarzy Elliota, szukając w niej oznak fałszu albo prawdziwego, głębokiego żalu, gdy mówił o śmierci żony. I chociaż nie widziała fałszu, nie widziała również oznak prawdziwego, głębokiego żalu. Widziała kogoś, kto przybrał wystudiowaną wcześniej pozę, kto dobrze wiedział co chce powiedzieć, pewnie nawet układał sobie podobną przemowę wcześniej. Na dobrą sprawę chyba nawet się tego po nim spodziewała.
Wzruszyła ramionami. Nie znała zmarłej. Nie darzyła jej więc jakąś sympatią bądź antypatią. Nigdy też nie śledziła przesadnie uważnie losów małżeńskich Malfoyów (poza tym, co wiedzieć wypadało: kto z kim się ożenił, komu urodziło się dziecko, kto umarł). Nie miała emocjonalnego stosunku do całej sprawy i nie widziała powodu, by wypisywać w artykule cokolwiek innego niż powiedziałby Elliot. Nawet jeśli brzmiało jej to trochę miałko i mało wiarygodnie. Najwyżej będzie musiała to obudować właściwą narracją.
- Jeśli tylko chcesz, żeby akurat takie słowa pojawiły się w „Proroku Codziennym” – podsumowała. – Ale od razu nasuwa mi się jedno pytanie, dość oczywiste, jak mniemam czytelnicy również o tym pomyślą, nie łatwiej byłoby wylicytować za tak niebagatelną kwotę obraz? Broszkę? Kupowanie ludzi, nawet tylko po by zjeść z nimi kolację jest dość… ekstrawaganckie. – I skupiające na sobie uwagę. Choć może to właśnie o nią chodziło Elliotowi.
Dając swojemu rozmówcy chwilę czasu na odpowiedź, zainteresowała się przemówieniem Erika skierowanym do dziennikarzy. I nagle zrozumiała, że jak w każdej maszynie zdarzały się wadliwe części, tak i w rodzinie Longbottomów przytrafił się słabszy element. Na nieszczęście okazał się nim akurat piękny Erik, który, gdy tylko jego matka odwróciła uwagę zebranych od bobra, postanowił dziennikarzom z wdziękiem o nim przypomnieć. Zamrugała a jej brwi powędrowały do góry w wyrazie kompletnego zaskoczenia.
- Więc co skłoniło cię do tak zawziętego licytowania akurat kolacji z Erikiem? – zapytała. Zagryzła język, żeby nie dodać: zakładam, że jego uroda, bo raczej nie inteligencja. Ale raz, że nie była blisko z Elliotem, by pozwolić sobie na takie wredne przytyki do – tylko co zaobserwowanej sytuacji, a dwa, że… rozmawiający z nią mógłby pomyśleć, że implikowała mu coś czego w żadnej mierze nie robiła – a robienie sobie wroga z Malfoya też mocno podkopałoby jej własną inteligencję. – Zakładam, że chodziło o starą przyjaźń i w jej ramach, postanowiłeś go wybawić od towarzystwa… - spróbowała sobie przypomnieć imię właścicielki kasyna. - Seraphiny Prewett.
Nie znała młodego Longbottoma na tyle, by nie zakładać, że ten mógł mieć z Seraphiną jakąś nieszczęśliwą historię miłosną. Albo też nienawidził się z nią od lat i teraz przyjaciel ratował go przed niezręcznym spotkaniem. Było wiele możliwości. I chociaż Daisy wiedziała, że prawdy i tak nie pozna – w końcu Elliot nie powie jej, że chodziło o jakieś nieuregulowane stare długi, podejrzanie tanio sprzedaną kamienicę czy coś podobnego, warto było przynajmniej podrzucić mu jakiś trop, dzięki któremu mógłby dodać sobie trochę – w oczach czytelników – człowieczeństwa. O ile zależało mu na zaprezentowaniu podobnego oblicza.
Uśmiechnęła się uprzejmie do Erika, gdy ten wreszcie do nich podszedł.
- Zrobię wam zdjęcie, dobrze? Jak będziecie obaj wyglądali ładnie, mogę nawet przesłać potem kopie na pamiątkę. W lepszej jakości niż to, co będzie w „Proroku Codziennym”. – Z powrotem wzięła do ręki aparat. Cofnęła się o krok. Wyregulowała ostrość. Chwilę się przymierzała, tym razem starając się trochę bardziej, żeby naprawdę pstryknąć im jak najlepsze zdjęcie.
- Eriku, to czyj to był pomysł? To wystawienie akurat kolacji z tobą na licytację? Przyznam, że chociaż przyniosło piorunujące efekty, za które dzieci z sierocińca z pewnością będą wdzięczne, to jest trochę… osobliwe – zapatrzyła się na Longbottoma. – Ach, no i… jak rozumiem, jesteś bardzo zadowolony, że licytację wygrał akurat Elliot Malfoy, tak? Spodziewałeś się, że możesz pomóc w zdobyciu tak zawrotnej kwoty?
Było coś jeszcze, co chciała mu powiedzieć, ale z tym ostatnim, musiała poczekać aż odpowie na jej pytania.
Wzruszyła ramionami. Nie znała zmarłej. Nie darzyła jej więc jakąś sympatią bądź antypatią. Nigdy też nie śledziła przesadnie uważnie losów małżeńskich Malfoyów (poza tym, co wiedzieć wypadało: kto z kim się ożenił, komu urodziło się dziecko, kto umarł). Nie miała emocjonalnego stosunku do całej sprawy i nie widziała powodu, by wypisywać w artykule cokolwiek innego niż powiedziałby Elliot. Nawet jeśli brzmiało jej to trochę miałko i mało wiarygodnie. Najwyżej będzie musiała to obudować właściwą narracją.
- Jeśli tylko chcesz, żeby akurat takie słowa pojawiły się w „Proroku Codziennym” – podsumowała. – Ale od razu nasuwa mi się jedno pytanie, dość oczywiste, jak mniemam czytelnicy również o tym pomyślą, nie łatwiej byłoby wylicytować za tak niebagatelną kwotę obraz? Broszkę? Kupowanie ludzi, nawet tylko po by zjeść z nimi kolację jest dość… ekstrawaganckie. – I skupiające na sobie uwagę. Choć może to właśnie o nią chodziło Elliotowi.
Dając swojemu rozmówcy chwilę czasu na odpowiedź, zainteresowała się przemówieniem Erika skierowanym do dziennikarzy. I nagle zrozumiała, że jak w każdej maszynie zdarzały się wadliwe części, tak i w rodzinie Longbottomów przytrafił się słabszy element. Na nieszczęście okazał się nim akurat piękny Erik, który, gdy tylko jego matka odwróciła uwagę zebranych od bobra, postanowił dziennikarzom z wdziękiem o nim przypomnieć. Zamrugała a jej brwi powędrowały do góry w wyrazie kompletnego zaskoczenia.
- Więc co skłoniło cię do tak zawziętego licytowania akurat kolacji z Erikiem? – zapytała. Zagryzła język, żeby nie dodać: zakładam, że jego uroda, bo raczej nie inteligencja. Ale raz, że nie była blisko z Elliotem, by pozwolić sobie na takie wredne przytyki do – tylko co zaobserwowanej sytuacji, a dwa, że… rozmawiający z nią mógłby pomyśleć, że implikowała mu coś czego w żadnej mierze nie robiła – a robienie sobie wroga z Malfoya też mocno podkopałoby jej własną inteligencję. – Zakładam, że chodziło o starą przyjaźń i w jej ramach, postanowiłeś go wybawić od towarzystwa… - spróbowała sobie przypomnieć imię właścicielki kasyna. - Seraphiny Prewett.
Nie znała młodego Longbottoma na tyle, by nie zakładać, że ten mógł mieć z Seraphiną jakąś nieszczęśliwą historię miłosną. Albo też nienawidził się z nią od lat i teraz przyjaciel ratował go przed niezręcznym spotkaniem. Było wiele możliwości. I chociaż Daisy wiedziała, że prawdy i tak nie pozna – w końcu Elliot nie powie jej, że chodziło o jakieś nieuregulowane stare długi, podejrzanie tanio sprzedaną kamienicę czy coś podobnego, warto było przynajmniej podrzucić mu jakiś trop, dzięki któremu mógłby dodać sobie trochę – w oczach czytelników – człowieczeństwa. O ile zależało mu na zaprezentowaniu podobnego oblicza.
Uśmiechnęła się uprzejmie do Erika, gdy ten wreszcie do nich podszedł.
- Zrobię wam zdjęcie, dobrze? Jak będziecie obaj wyglądali ładnie, mogę nawet przesłać potem kopie na pamiątkę. W lepszej jakości niż to, co będzie w „Proroku Codziennym”. – Z powrotem wzięła do ręki aparat. Cofnęła się o krok. Wyregulowała ostrość. Chwilę się przymierzała, tym razem starając się trochę bardziej, żeby naprawdę pstryknąć im jak najlepsze zdjęcie.
- Eriku, to czyj to był pomysł? To wystawienie akurat kolacji z tobą na licytację? Przyznam, że chociaż przyniosło piorunujące efekty, za które dzieci z sierocińca z pewnością będą wdzięczne, to jest trochę… osobliwe – zapatrzyła się na Longbottoma. – Ach, no i… jak rozumiem, jesteś bardzo zadowolony, że licytację wygrał akurat Elliot Malfoy, tak? Spodziewałeś się, że możesz pomóc w zdobyciu tak zawrotnej kwoty?
Było coś jeszcze, co chciała mu powiedzieć, ale z tym ostatnim, musiała poczekać aż odpowie na jej pytania.