- Wszyscy wiedzą. - Powtórzyła się, żeby to do niego dotarło, chociaż chyba nie musiała, bo wyglądał, jakby zrozumiał. - Nie tragedia, raczej komedia, gdybyś tylko widział ich miny. - Niestety, Cameron przegapił praktycznie całą reakcję publiki na swoje przemówienie. Nie da się ukryć, że musiało to wyglądać zabawnie dla postronnych. Naprodukował się, wygłosił piękną mowę, a później zemdlał.
- To było całkiem sprytne posunięcie. - Nikt nie śmiałby ich wyrzucić z tego balu, po tym, co się wydarzyło. Ba, Ruda przeczuwała, że jutro w gazetach pojawi się bardzo dużo artykułów o tym, co się tutaj działo i staną się bohaterami większości z nich. To nie był pierwszy raz.
Jego kolejne słowa wprawiły ją w krótkie zamyślenie. Czy jej rozmowa z Brenną, mogła wpłynąć na decyzję, którą podjał? Nie chciała, żeby czuł jakikolwiek nacisk z jej strony, miała nadzieję, że to nie tak, że faktycznie prędzej, czy później zdecydowałby się na taki krok, tylko to teraz nie miało sensu, te całe rozważania, bo to zrobił, przez tymi wszystkimi ludźmi, musiał być naprawdę zdecydowany.
- Ach, Brenna, gadałyśmy chwilę, o różnych sprawach, takich bardziej głębokich. Wiesz, kręci się koło niej ten Bulstrode, brat Twojej szefowej. Nie wiem, jak to możliwe, ale czuję, że coś się między nimi święci. Zmartwiło mnie to trochę. Mając tyle rozsądku być tak zadziwiająco ślepą na błędy i głupotę ludzką. - Wolała się nie zagłębiać w to, z czego wynikły te listy, ani o co im faktycznie chodziło. Chciała się też przy okazji wytłumaczyć trochę przed Cameronem, że to nie tak, że tylko o nim plotkowali, ale o innych typach też, żeby nie było. Martwiła się tym, że Atreus kręci się niedaleko Longbottom - Wnioski, które wyciągnąłeś były słuszne. - Może jednak warto było trochę im pomóc, Longbottom okazała się być jakąś wróżką, która jeszcze bardziej pchnęła ich ku sobie, bo w sumie to najwyraźniej nie do końca potrafili mówić o swoich oczekiwaniach. Młodość rządziła się swoimi prawami. - Nie ważne jak, ważne, że żyjemy. - Uśmiechnęła się promiennie, znowu sięgnęła po głupi żart, zawsze, kiedy się denerwowała to to robiła.
Ujęła dłoń chłopaka, dobrze się stało, że mieli chwilę, żeby to wszystko przedyskutować. - No, ja myślę, ucieczka z opresji to trochę słaby powód na oświadczyny, to w końcu decyzja na całe życie - Usta drgnęły jej w uśmiechu, gdy to powiedziała. Całe życie, brzmiało fantastycznie, szczególnie u boku kogoś takiego, jak Cameron. Miała jednak więcej szczęścia, niż rozumu.
- Ta przebieżka była całkiem zabawna, przynajmniej dla mnie. Oczywiście, że ci wybaczę. - Nie widziała w tym nic złego, taka sytuacja, czy coś. Tym bardziej, że uknuł naprawdę niesamowitą intrygę, aby ją zabrać na to przyjęcie, na pewno Wood zapamięta ten bal do końca swojego życia.
- Nie przejmuj się, nie liczy się pierścionek, a ten kto go wręcza. - Nie przywiązywała wagi do takich szczegółów, szczególnie, że biżuterii miała pod dostatkiem, naprawdę różnej. - Ten jest w moim stylu. - Dodała jeszcze, bo jakby nie patrzeć Ruda nie była typowym dziewczęciem, więc idealnie do niej pasował.
Zaskoczyła ją ta próba podniesienia jej, nie, żeby nie było to miłe, jednak przed chwilą obudził się po omdleniu! i to on niby był tym rozsądniejszym z ich dwójki. - Camiś, uważaj, bo nie chciałabym, żebyś powtórzył to przedstawienie, jesteś jedynym medykiem na tym balu, a sam wiesz, że jak będę próbowała ci pomóc, to mogę tylko pogorszyć sprawę. - Dosiadła się ponownie do niego, należał im się odpoczynek - zdecydowanie.
- Nie zdziwiłabym się, gdyby to Lockhart dodał coś od siebie, uważa się chyba za filozofa, czy coś. - Wood nie miała chyba specjalnie dobrej opinii o Darcym, ale nie rozwodziła się nad tym jakoś dłużej.
Sięgnęła po kolejną chusteczkę, jednak był na niej ten sam napis, który przed chwilą przeczytał Cameron. - Nie, zrobili takie same, pojebanie na poziomie względnym. - Przeraziłoby ją gdyby wydrukowali całą serię z różnymi cytatami.