Panie Malfoy.
No to Peppa trafiła. Wręcz idealnie, prawda? Zaraz Malfoy pokaże mu...
Ale nie pokazał. Zamiast tego, mężczyzna zwrócił się do Peppy. Postanowiła nie ukrywać zdziwienia unosząc brwi, gdy "pan Malfoy" to ją potraktował jak antagonistę sytuacji.
— Przepraszam bardzo? Każdy galeon wydany na tą sukienkę został uczciwie wypracowany. Szanuję pieniądz i nie przeznaczam go na pasożytnictwo — odpowiedziała pewnie.
Brzęk monet na chodniku drażnił ją. Czegokolwiek by nie zrobiła, nigdy nie będzie mogła czynić gestów prawdziwych bogaczy. Mogła oszczędzać na sukienki i dokładać wszelkich starań w kwestii pielęgnacji. Kontrolowała swe maniery, dobór słów i każdy ruch... Ale na trwonienie pieniędzy w taki sposób nie potrafiła się zdobyć. Zacisnęła usta.
Niestety wdała się w walkę z bogaczem od Malfoy'ów i nie miała zamiaru jej przegrać. Nawet, jeśli była z góry przegrana, chociażby przez przebywanie w nieznanym sobie rejonie.
— Po cóż zatrudnić miałabym człowieka, który woli siedzieć na chodniku, niż wykazać chęć wzięcia życia w swoje ręce? Jałmużna to rzecz dobra, ale z mojej strony mogą na nią liczyć tylko ci, co wykazują jakąkolwiek aktywność. Złodziej jest mniej godny pożałowania, niż ten tu człowiek.
Kontrowersyjnie. Nieszczególnie to przemyślała, ale tak powiedziała i trudno. Będzie się tym martwić później.