22.02.2024, 15:25 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.03.2024, 15:54 przez Millie Moody.)
Mildred zgodnie ze swoim imieniem, powinna być siłą łagodności, lub łagodną siłą po prostu. Trochę jak tarotowa karta Mocy – rudowłosa niewiasta z sążnistym cycem, miziała pod gardłem wielkiego lwa. Kobieta pogardzała każdą talią, w której rozbuchani artyści jako Moc wciskali Samsona biorącego się za bary ze zwierzęcym przeciwnikiem bo nie o to kurwa w tym chodzi. Z drugiej strony, na dziewczynę nie powinni wołać Mild, tylko właśnie Dred, bo mało w niej było kruchej kobiecości.
No może z zewnątrz, przy gigantycznym Eriku, prezentowała się jak jego córka, metr pięćdziesiąt w kapeluszu. A przecież była tylko rok młodsza!
– Tonie w raportach, więc wiesz... może nawet nie zauważył, że wyszłam – To nie byĺa prawda, a przynajmniej nie do końca. Biurokracja była wrzodem na dupie ich obojga, niemniej Alastor tak zauważył, że wychodzi, tak zapytał dokąd i nie miał nic przeciwko. Mildred gderała po trosze z przyzwyczajenia, z nieco przekłamanym rozgoryczeniem, bo prawda była taka, że uwielbiała jak jej brat pracuje. Była z niego ekstremalnie dumna i ze skóry własnej wychodziła, by jakoś ułatwić mu to pracowanie, ale w niezbyt oczywisty sposób, bo żyć by jej po tym nie dał. Pozostawiła go więc z parujacym czajnikiem dla nawodnienia i wódką dla odmóżdżenia później. Trudno było tego nie zauważyć. Albo nie uslyszec rabanu w przedpokoju jak glosno wyklinała brak swojego ulubionego, karminowego szalika.
Ale tak, Milles była idealna do nagłych patroli. Brak męża, dziecka, choćby chłopaka, który mógłby niechętnie patrzeć na nieregularny tryb życia... A wszystkich kumpli i tak miała w BUmie, także mniej premia, a prędzej spotkanie towarzyskie – to był powód, dla którego tak często się zgadzała z obligatoryjnym gderaniem, żeby nikt nie mógł powiedzieć, że jest łatwa. Ot, nudziło jej się.
– Rzucam fajki – odpowiedziała, sięgając po papierosa, na pamięć znając ścieżkę po Longbottomowego cudzesa. Zapaliła sobie go swoją własną, grawerowaną w koło fortuny zapalniczką. Znad jej kciuka srebrzysty sfinks łypał ciekawie na topniejący śnieg. Zaciągnęła się w prawnie i przymknęła powieki. – Gdzie robimy sylwka? Miałam zapytać Alika i zapomniałam. Nie możecie uciec przed moją wróżbą na cały rok! – uśmiechnęła się parszywie i choć rozłożysta blizna po piorunie zdobiła już jej plecy, to ten uśmiech pasowałby do kobiety ze szramą po pazurze przez pół twarzy.
– Umówmy się, kto normalny odpierdalałby bardziej, niż zachlanie ognistą w okresie świątecznym? To najlepszy sezon ogórkowy, za frajer. Ludziska żrą i nie mają siły się ruszać. – cmoknęła zadowolona z siebie, będąc w połowie papierosa stanowczo za szybko. Filtr z pewnością był już przepalony. – A w ogóle to ściągnęłam z Włoch Toscanello Nero i... uważaj Antica Riserva z ryjem Wenus na opakowaniu. Będę testować z papciem Morfim, jak zajrzę do Was na zadupie. Będziesz chciał się dołączyć? Mugolskie, ale kurwa, eksplozja smaków w ryju... Te Nero już rozpakowałam i jadą czekoladą aż miło...
No może z zewnątrz, przy gigantycznym Eriku, prezentowała się jak jego córka, metr pięćdziesiąt w kapeluszu. A przecież była tylko rok młodsza!
– Tonie w raportach, więc wiesz... może nawet nie zauważył, że wyszłam – To nie byĺa prawda, a przynajmniej nie do końca. Biurokracja była wrzodem na dupie ich obojga, niemniej Alastor tak zauważył, że wychodzi, tak zapytał dokąd i nie miał nic przeciwko. Mildred gderała po trosze z przyzwyczajenia, z nieco przekłamanym rozgoryczeniem, bo prawda była taka, że uwielbiała jak jej brat pracuje. Była z niego ekstremalnie dumna i ze skóry własnej wychodziła, by jakoś ułatwić mu to pracowanie, ale w niezbyt oczywisty sposób, bo żyć by jej po tym nie dał. Pozostawiła go więc z parujacym czajnikiem dla nawodnienia i wódką dla odmóżdżenia później. Trudno było tego nie zauważyć. Albo nie uslyszec rabanu w przedpokoju jak glosno wyklinała brak swojego ulubionego, karminowego szalika.
Ale tak, Milles była idealna do nagłych patroli. Brak męża, dziecka, choćby chłopaka, który mógłby niechętnie patrzeć na nieregularny tryb życia... A wszystkich kumpli i tak miała w BUmie, także mniej premia, a prędzej spotkanie towarzyskie – to był powód, dla którego tak często się zgadzała z obligatoryjnym gderaniem, żeby nikt nie mógł powiedzieć, że jest łatwa. Ot, nudziło jej się.
– Rzucam fajki – odpowiedziała, sięgając po papierosa, na pamięć znając ścieżkę po Longbottomowego cudzesa. Zapaliła sobie go swoją własną, grawerowaną w koło fortuny zapalniczką. Znad jej kciuka srebrzysty sfinks łypał ciekawie na topniejący śnieg. Zaciągnęła się w prawnie i przymknęła powieki. – Gdzie robimy sylwka? Miałam zapytać Alika i zapomniałam. Nie możecie uciec przed moją wróżbą na cały rok! – uśmiechnęła się parszywie i choć rozłożysta blizna po piorunie zdobiła już jej plecy, to ten uśmiech pasowałby do kobiety ze szramą po pazurze przez pół twarzy.
– Umówmy się, kto normalny odpierdalałby bardziej, niż zachlanie ognistą w okresie świątecznym? To najlepszy sezon ogórkowy, za frajer. Ludziska żrą i nie mają siły się ruszać. – cmoknęła zadowolona z siebie, będąc w połowie papierosa stanowczo za szybko. Filtr z pewnością był już przepalony. – A w ogóle to ściągnęłam z Włoch Toscanello Nero i... uważaj Antica Riserva z ryjem Wenus na opakowaniu. Będę testować z papciem Morfim, jak zajrzę do Was na zadupie. Będziesz chciał się dołączyć? Mugolskie, ale kurwa, eksplozja smaków w ryju... Te Nero już rozpakowałam i jadą czekoladą aż miło...