03.12.2022, 15:25 ✶
W środku powitał go asystent pana Dolohova, który na widok kolejnego klienta wydał z siebie bliżej nieokreślony dźwięk, po dłuższej chwili skwitowany niezręcznym uśmiechem. Coś musiało mu się przypomnieć. Coś, co go rozbawiło. Nie zdradził jednak tego, co przeszło mu przez myśl. Po prostym, wypowiedzianym dźwięcznym głosem „witam, panie Flitwick”, zaprowadził go za mocarne, dębowe drzwi. Za nimi zaś, czekał na niego sam Dolohov.
Wróżbita rozsiadł się w wielkim fotelu. Zmieściłoby się na nim pewnie z półtorej Dolohova, a miało to spore znaczenie, bo i sam Dolohov był człowiekiem sporym. Dwóch metrów może nie mierzył, ale i tak spoglądał na Flitwicka, jak i wielu innych czarodziejów z góry. Chociaż natura pozwoliła mu wystrzelić w górę, poskąpiła mu rozrośnięcia się na boki - chudy, patykowaty wręcz, wyglądałby pewnie dosyć komicznie, gdyby nie wszechobecny przepych i ta myśl z tyłu głowy, że jego krawat musi być wart tyle, ile pracownicy niższych szczebli Ministerstwa zarabiają przez cały miesiąc.
- Witam, panie Flitwick - powiedział, identycznym tonem, co zamykający drzwi asystent.
W pomieszczeniu panował półmrok. Grube kotary niemalże całkowicie odcinały od pomieszczenia dopływ dziennego światła, które Vakel zastąpił szeregiem świec i szklaną kulą, której pulsujące światło budowało we wnętrzu ciekawy jego zdaniem klimat. Budziło to pewnie sporo wątpliwości. Czy nie było ciężko czytać w takim świetle dokumentów? Skąd Vakel miał tyle świec? I dlaczego, do diabła, nie kupował ich w Szczękającym Kandelabradorze? Flitwick nie miał jednak czasu na to, aby wyjść z propozycją współpracy biznesowej w tym krótkim okienku przerwy pomiędzy „dzień dobry” i „mam wrażenie, że jutro pan umrze”.
- Oh, od dawna nie przekroczył tego progu ktoś, kto niósłby za sobą tak silną woń śmierci. Mogę zaproponować panu herbatę - urwał na moment, aby wstać z fotela i zbliżyć się do Flitwicka na kilka kroków - ale wiem już, co ukaże się na dnie filiżanki, panie Flitwick. Ponurak. Ciągnie się za panem widmo rychłego końca, ale widzę w tej plątaninie szans tą, którą los ofiarował panu. Da się jeszcze tego uniknąć.
Siedzące w prawie czterdziestu wiszących na ścianie zegarach, drewniane kukułki, wyjrzały ze swoich budek i spojrzały na Flitwicka z zaciekawieniem.
Wróżbita rozsiadł się w wielkim fotelu. Zmieściłoby się na nim pewnie z półtorej Dolohova, a miało to spore znaczenie, bo i sam Dolohov był człowiekiem sporym. Dwóch metrów może nie mierzył, ale i tak spoglądał na Flitwicka, jak i wielu innych czarodziejów z góry. Chociaż natura pozwoliła mu wystrzelić w górę, poskąpiła mu rozrośnięcia się na boki - chudy, patykowaty wręcz, wyglądałby pewnie dosyć komicznie, gdyby nie wszechobecny przepych i ta myśl z tyłu głowy, że jego krawat musi być wart tyle, ile pracownicy niższych szczebli Ministerstwa zarabiają przez cały miesiąc.
- Witam, panie Flitwick - powiedział, identycznym tonem, co zamykający drzwi asystent.
W pomieszczeniu panował półmrok. Grube kotary niemalże całkowicie odcinały od pomieszczenia dopływ dziennego światła, które Vakel zastąpił szeregiem świec i szklaną kulą, której pulsujące światło budowało we wnętrzu ciekawy jego zdaniem klimat. Budziło to pewnie sporo wątpliwości. Czy nie było ciężko czytać w takim świetle dokumentów? Skąd Vakel miał tyle świec? I dlaczego, do diabła, nie kupował ich w Szczękającym Kandelabradorze? Flitwick nie miał jednak czasu na to, aby wyjść z propozycją współpracy biznesowej w tym krótkim okienku przerwy pomiędzy „dzień dobry” i „mam wrażenie, że jutro pan umrze”.
- Oh, od dawna nie przekroczył tego progu ktoś, kto niósłby za sobą tak silną woń śmierci. Mogę zaproponować panu herbatę - urwał na moment, aby wstać z fotela i zbliżyć się do Flitwicka na kilka kroków - ale wiem już, co ukaże się na dnie filiżanki, panie Flitwick. Ponurak. Ciągnie się za panem widmo rychłego końca, ale widzę w tej plątaninie szans tą, którą los ofiarował panu. Da się jeszcze tego uniknąć.
Siedzące w prawie czterdziestu wiszących na ścianie zegarach, drewniane kukułki, wyjrzały ze swoich budek i spojrzały na Flitwicka z zaciekawieniem.
with all due respect, which is none