23.02.2024, 00:26 ✶
Rozmawiam z Sebastianem. Słucham rozmowy Sebastiana i Victorii. Cieszę się, że Sebastian i Brenna będą tańczyć. Wreszcie mijam nadchodzącego Atreusa i wbijam na scenę by zaśpiewać Yesterday.
Patrick przekrzywił głowę, wsłuchując się w uderzającego w marudny ton Sebastiana. Uśmiechnął się, najpierw lekko – unosząc tylko kąciki ust do góry – chwilę później rozbawienie objęło też jego oczy. Pewnie był w tym trochę bezczelny, ale jakoś odruchowo założył, że McMillanowi dobrze robiło takie chwilowe wymknięcie się ze swojej twardej skorupki. Nawet jeśli swoje musiał przy tym pozrzędzić.
- Przyznaj się, że trochę lubisz ten dreszcz niepewności, gdy Brenna wpada do twojego biura. – rzucił przekornie. Wybuchy, dziwne egzorcyzmy, rzadko spotykane przypadki duchów zaklętych w wazę albo dusze uwięzione w kryształowych czaszkach. Longbottom pewnie nawet nie zdawała sobie sprawy z tego, że wchodząc z butami w wąski, ale uporządkowany i nudny świat Sebastiana, wnosiła do niego sporo życia. Klepnął go po przyjacielsku w ramię. – Prawdę mówiąc jestem ci wdzięczny, że tu dzisiaj ze mną przyszedłeś. Naprawdę. I zdaję sobie sprawę jakie to dla ciebie… - zmarszczył brwi, szukając odpowiedniego określenia. Trudne – pewnie było najwłaściwsze, ale nie do końca pasowało. – Nieznośne.
W końcu lubił ciszę i spokój a tutaj panował hałas i zgiełk. Już opierając się o bar, zaczął się zastanawiać, czy jednak nie przesadził z tym przyciąganiem go tutaj na siłę. Wychodzenie ze stref komfortu było pewnie dobre, ale – odkąd sam musiał wyjść ze swojej wiedział, że – niełatwe. Słuchał konwersacji między Victorią a Sebastianem jednym uchem, jedynie ruchem głowy dając im znać, że słuchał. A potem westchnął cicho pod nosem, gdy zobaczył nici Brenny. Szkoda, że zamiast skupić swoją uwagę na może zrzędliwym, ale statecznym i odpowiedzialnym Sebastianie, wolała bohaterskiego aurora. To przygoda na statku tak ich zbliżyła do siebie czy Beltane?
I wtedy zanurzył usta w drinku, który zamówił. Nagle naszła go ochota na śpiew. Zabębnił palcami o szkło, rozpoznając pierwsze nuty nowej melodii. Och, przecież to znał! Mugole uwielbiali ten zespół.
- Wspólny taniec to świetny pomysł – zgodził się na słowa Brenny, choć ta wcale nie zamierzała tańczyć z nim, ale z Sebastianem. – A ja wam zaśpiewam. Wszystkim zaśpiewam. Mam w głowie świetną piosenkę – rzucił z podekscytowaniem.
Jego głos pod wpływem magicznego drinka brzmiał trochę inaczej i przypominał głos jednego z wokalistów znanego mugolskiego zespołu. Nie namyślając się przesadnie długo – ileż to było te dwie, trzy sekundy – ruszył w stronę sceny, mijając się po drodze z Atreusem, by już tam, po wzmocnieniu cichym „sonorus”, zacząć śpiewać. Śpiewając, wodził wzrokiem po tańczących i znajdujących się przy barze, nie próbował już jednak dostrzec niczyjej aury lub nici.
Patrick przekrzywił głowę, wsłuchując się w uderzającego w marudny ton Sebastiana. Uśmiechnął się, najpierw lekko – unosząc tylko kąciki ust do góry – chwilę później rozbawienie objęło też jego oczy. Pewnie był w tym trochę bezczelny, ale jakoś odruchowo założył, że McMillanowi dobrze robiło takie chwilowe wymknięcie się ze swojej twardej skorupki. Nawet jeśli swoje musiał przy tym pozrzędzić.
- Przyznaj się, że trochę lubisz ten dreszcz niepewności, gdy Brenna wpada do twojego biura. – rzucił przekornie. Wybuchy, dziwne egzorcyzmy, rzadko spotykane przypadki duchów zaklętych w wazę albo dusze uwięzione w kryształowych czaszkach. Longbottom pewnie nawet nie zdawała sobie sprawy z tego, że wchodząc z butami w wąski, ale uporządkowany i nudny świat Sebastiana, wnosiła do niego sporo życia. Klepnął go po przyjacielsku w ramię. – Prawdę mówiąc jestem ci wdzięczny, że tu dzisiaj ze mną przyszedłeś. Naprawdę. I zdaję sobie sprawę jakie to dla ciebie… - zmarszczył brwi, szukając odpowiedniego określenia. Trudne – pewnie było najwłaściwsze, ale nie do końca pasowało. – Nieznośne.
W końcu lubił ciszę i spokój a tutaj panował hałas i zgiełk. Już opierając się o bar, zaczął się zastanawiać, czy jednak nie przesadził z tym przyciąganiem go tutaj na siłę. Wychodzenie ze stref komfortu było pewnie dobre, ale – odkąd sam musiał wyjść ze swojej wiedział, że – niełatwe. Słuchał konwersacji między Victorią a Sebastianem jednym uchem, jedynie ruchem głowy dając im znać, że słuchał. A potem westchnął cicho pod nosem, gdy zobaczył nici Brenny. Szkoda, że zamiast skupić swoją uwagę na może zrzędliwym, ale statecznym i odpowiedzialnym Sebastianie, wolała bohaterskiego aurora. To przygoda na statku tak ich zbliżyła do siebie czy Beltane?
I wtedy zanurzył usta w drinku, który zamówił. Nagle naszła go ochota na śpiew. Zabębnił palcami o szkło, rozpoznając pierwsze nuty nowej melodii. Och, przecież to znał! Mugole uwielbiali ten zespół.
- Wspólny taniec to świetny pomysł – zgodził się na słowa Brenny, choć ta wcale nie zamierzała tańczyć z nim, ale z Sebastianem. – A ja wam zaśpiewam. Wszystkim zaśpiewam. Mam w głowie świetną piosenkę – rzucił z podekscytowaniem.
Jego głos pod wpływem magicznego drinka brzmiał trochę inaczej i przypominał głos jednego z wokalistów znanego mugolskiego zespołu. Nie namyślając się przesadnie długo – ileż to było te dwie, trzy sekundy – ruszył w stronę sceny, mijając się po drodze z Atreusem, by już tam, po wzmocnieniu cichym „sonorus”, zacząć śpiewać. Śpiewając, wodził wzrokiem po tańczących i znajdujących się przy barze, nie próbował już jednak dostrzec niczyjej aury lub nici.