23.02.2024, 08:50 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.02.2024, 09:22 przez Brenna Longbottom.)
gadam przez chwilę do Victorii, Sebastiana, Patricka I Atreusa.
Potem idę z Sebastianem na parkiet, wypytać, jak dokładnie wyglądają ofiary najgorszych opętań.
- Dziękuję. Obawiam się, że nie mam na wymianę nic, co by ci pasowało, bo spinki jakie wylosowałam nie są raczej w twoim stylu - powiedziała jeszcze nim zeszli z parkietu ku drinkom. Nieświadoma, że jest obiektem toczącej się rozmowy i to przypadek z serii: o wilku mowa.
Uśmiechnęła się tylko na pełne wyrzutu spojrzenia Victorii, bo ostatecznie była pewna, że gdyby ta naprawdę nie chciała śpiewać, to by tego nie zrobiła. Nie zdołała nawet zrobić skruszonej miny, zwłaszcza, że Sebastian zaskoczył ją absolutnie, bo spodziewałaby się raczej odpowiedzi "po moim trupie" albo panicznego "już obiecałem ten taniec Patrickowi!".
Ale i tak nie mógł zatańczyć że Stewardem, bo ten postanowił przyćmić występ Victorii i ruszył ku scenie.
- Naprawdę? Ten moment, kiedy ostatnio weszłam do twojego gabinetu, a ty poderwałeś się z okrzykiem: o nie, tylko nie znowu ty, trochę mnie zmylił - stwierdziła wesoło i odprowadziła spojrzeniem Patricka, odchodzącego ku podwyższeniu, z którego płynęły pierwsze tony melodii. - Może potem powinniśmy posłać jeszcze na scenę Alka i Atreusa, i zrobić głosowanie, kto z aurorów najlepiej śpiewa?
Posłała uśmiech Victorii i Atreusowi, zostawiając ich z drinkami (i magicznymi efektami), ruszając na ten taniec na parkiet z Sebastianem.
Piosenka na szczęście nie należała do bardzo szybkich, bo biedny Macmillan mógłby tego nie znieść. Brenna raz zerknęła ku Patrickowi na scenie: jego głos brzmiał teraz wcale nie gorzej od tego Paula z Beatlesów.
- Nie miałam pojęcia - odparła z poważną miną, gdy oświadczył, że stawia krzywo nogi. Nie skojarzyła tej uwagi z efektem drinka, ale i nie wzięła za objaw złośliwości: raczej za zwykłą zrzędliwość Sebastiana i zamiłowanie do planowania. Może istniała jakaś mapka jedynych słusznych kroków do takich melodii, a ona wyszła z niej o pół milimetra. Macmillanowie w końcu bardzo poważnie traktowali taniec. - Naprawdę? A jak wyglądała ta ofiara? - zapytała Brenna szczerze zaintrygowana. Najwyraźniej nałożyła dzisiaj za mało makijażu albo nie powinna wybierać czerni. - Rozumiem, że nie lubisz leśnych klimatów. I tak, chyba jak już się rozpędziłam trochę ciężko było mi się zatrzymać, ale część rzeczy to robota właścicieli. Zwykłe wynajmują to miejsce na wesela, a teraz kilka odwołano, więc nie mają obłożenia.
W maju nikt nie miał nastroju do świętowania, a w czerwcu i lipcu zakaz wstępu do pobliskiego lasu też zrobił swoje.
- Obiecuję następnym razem postarać się bardziej. Co polecasz? Wielki bal z duchami? Nagrobki jako dekorację? Mogłabym zaprosić Prawie Bezgłowego Nicka i Grubego Mnicha, pewnie dawno nie opuszczali Hogwartu.
Potem idę z Sebastianem na parkiet, wypytać, jak dokładnie wyglądają ofiary najgorszych opętań.
- Dziękuję. Obawiam się, że nie mam na wymianę nic, co by ci pasowało, bo spinki jakie wylosowałam nie są raczej w twoim stylu - powiedziała jeszcze nim zeszli z parkietu ku drinkom. Nieświadoma, że jest obiektem toczącej się rozmowy i to przypadek z serii: o wilku mowa.
Uśmiechnęła się tylko na pełne wyrzutu spojrzenia Victorii, bo ostatecznie była pewna, że gdyby ta naprawdę nie chciała śpiewać, to by tego nie zrobiła. Nie zdołała nawet zrobić skruszonej miny, zwłaszcza, że Sebastian zaskoczył ją absolutnie, bo spodziewałaby się raczej odpowiedzi "po moim trupie" albo panicznego "już obiecałem ten taniec Patrickowi!".
Ale i tak nie mógł zatańczyć że Stewardem, bo ten postanowił przyćmić występ Victorii i ruszył ku scenie.
- Naprawdę? Ten moment, kiedy ostatnio weszłam do twojego gabinetu, a ty poderwałeś się z okrzykiem: o nie, tylko nie znowu ty, trochę mnie zmylił - stwierdziła wesoło i odprowadziła spojrzeniem Patricka, odchodzącego ku podwyższeniu, z którego płynęły pierwsze tony melodii. - Może potem powinniśmy posłać jeszcze na scenę Alka i Atreusa, i zrobić głosowanie, kto z aurorów najlepiej śpiewa?
Posłała uśmiech Victorii i Atreusowi, zostawiając ich z drinkami (i magicznymi efektami), ruszając na ten taniec na parkiet z Sebastianem.
Piosenka na szczęście nie należała do bardzo szybkich, bo biedny Macmillan mógłby tego nie znieść. Brenna raz zerknęła ku Patrickowi na scenie: jego głos brzmiał teraz wcale nie gorzej od tego Paula z Beatlesów.
- Nie miałam pojęcia - odparła z poważną miną, gdy oświadczył, że stawia krzywo nogi. Nie skojarzyła tej uwagi z efektem drinka, ale i nie wzięła za objaw złośliwości: raczej za zwykłą zrzędliwość Sebastiana i zamiłowanie do planowania. Może istniała jakaś mapka jedynych słusznych kroków do takich melodii, a ona wyszła z niej o pół milimetra. Macmillanowie w końcu bardzo poważnie traktowali taniec. - Naprawdę? A jak wyglądała ta ofiara? - zapytała Brenna szczerze zaintrygowana. Najwyraźniej nałożyła dzisiaj za mało makijażu albo nie powinna wybierać czerni. - Rozumiem, że nie lubisz leśnych klimatów. I tak, chyba jak już się rozpędziłam trochę ciężko było mi się zatrzymać, ale część rzeczy to robota właścicieli. Zwykłe wynajmują to miejsce na wesela, a teraz kilka odwołano, więc nie mają obłożenia.
W maju nikt nie miał nastroju do świętowania, a w czerwcu i lipcu zakaz wstępu do pobliskiego lasu też zrobił swoje.
- Obiecuję następnym razem postarać się bardziej. Co polecasz? Wielki bal z duchami? Nagrobki jako dekorację? Mogłabym zaprosić Prawie Bezgłowego Nicka i Grubego Mnicha, pewnie dawno nie opuszczali Hogwartu.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.