23.02.2024, 12:49 ✶
– O nie! Nie odbierzesz mi mojej ulubionej fuchy! – parsknęła Millie rozbawiona, choć tak naprawdę jej humor zdecydowanie wzmagał w stresie i adrenalinie. W spokojnych czasach była gderliwa, wręcz ospała pomimo bezsenności, zaś gdy przychodziło wyzwanie, jakkolwiek śmiertelne, nagle jej twarz zdobił uśmiech, a cięty język za nic miał zagrożenie. Z pewnością, gdyby chodziła do Lecznicy dusz, dowiedziałaby się o tym, jaki to jest piękny mechanizm obronny, ale miała to serdecznie w dupie. Działało? Tak, więc na chuj drążyć temat.
Chciała dopić kawę, ale już jej nie było. Rozczarowana odłożyła kubek, który nawet nie był w połowie pusty, tylko pusty absolutnie. Strasznie chciało jej się palić, informacje, które zdobyła, tak naprawdę potrzebowały trochę czasu, by się porządnie osadzić i dociążyć jej ramiona odpowiedzialnością. Czasem potrzebowała kilku godzin, czasem kilka miesięcy...
– Z ksywką czy bez rozumiem, że to tajemnica, ale nie bój nic, we mnie jak w kamień w morze, nawet syreny tego nie znajdą. – tam powinna się znajdować mała gwiazdka z przypisem, bo może i syreny by tego nie znalazły, ale Alastor z pewnością już tak. Powiedzieć coś Millie to jak powiedzieć im obojgu.
– Idziemy? Nabrałam ochoty na słodkie po tych rewelacjach, tu zaraz obok jest cukiernia o podobnym standardzie z zaskakująco zajebistymi pączkami. – zaproponowała, podnosząc się, zanim dostała odpowiedź.
I chodź na zewnątrz szarość świtu przechodziła w szarość listopadowego, londyńskiego dnia, pod skórą czuła, że widmo wojny jest trwającą do skutku nocą polarną. A one, a oni pośród tej czerni będą świecić najjaśniej.
Chciała dopić kawę, ale już jej nie było. Rozczarowana odłożyła kubek, który nawet nie był w połowie pusty, tylko pusty absolutnie. Strasznie chciało jej się palić, informacje, które zdobyła, tak naprawdę potrzebowały trochę czasu, by się porządnie osadzić i dociążyć jej ramiona odpowiedzialnością. Czasem potrzebowała kilku godzin, czasem kilka miesięcy...
– Z ksywką czy bez rozumiem, że to tajemnica, ale nie bój nic, we mnie jak w kamień w morze, nawet syreny tego nie znajdą. – tam powinna się znajdować mała gwiazdka z przypisem, bo może i syreny by tego nie znalazły, ale Alastor z pewnością już tak. Powiedzieć coś Millie to jak powiedzieć im obojgu.
– Idziemy? Nabrałam ochoty na słodkie po tych rewelacjach, tu zaraz obok jest cukiernia o podobnym standardzie z zaskakująco zajebistymi pączkami. – zaproponowała, podnosząc się, zanim dostała odpowiedź.
I chodź na zewnątrz szarość świtu przechodziła w szarość listopadowego, londyńskiego dnia, pod skórą czuła, że widmo wojny jest trwającą do skutku nocą polarną. A one, a oni pośród tej czerni będą świecić najjaśniej.
Koniec sesji