Niestety, mimo starań brunetki, ugłaskanie Marie nie okazało się zadaniem prostym. Poirytowana, niewiele robiła sobie ze starań Rodolphusa. Może byłoby inaczej, gdyby była świadoma tego, że ma przed sobą kogoś o nazwisko Lestrange? Czasami takie szczególiki potrafiły wiele zmienić. Trzeba było odpowiednio ze swoich atutów korzystać.
- Niech będzie. – dość niechętnie, ale przeprosiny przyjęła. Chyba bardziej po to, żeby ich nie odrzucać, bo co ludzie powiedzą? Słyszeli ich. Widzieli całe to zajście. Powiedzieć więc mogli tutaj całkiem sporo, przy okazji dodając to i owo od siebie. I weź to człowieku później odkręcaj! – Nie, nie na wymiar. Jedynie wprowadzili kilka odpłatnych poprawek. – zaprzeczyła. Na sukienki szyte na wymiar, nie było ją stać. Nie te progi. Nie te możliwości finansowe. Nadal jednak była to kreacja z wyższej półki. Jedyna taka w szafie Marie. Trzymała ją na specjalne okazje.
Takie jak choćby zaręczyny brata.
Przyjęła karteczkę, na którą spojrzała. Następnie, lekko speszone spojrzenie przeniosła na brunetkę. Pokazała jej znajdujące się na niej dane Rodolphusa. Dla obydwu kobiet, nazwisko musiało mieć znaczenie. Lestrange mógł tę zmianę wyłapać jeszcze zanim Marie odezwała się ponownie.
Tym razem brzmiała inaczej.
- Myślę, że zdołamy się w tej sprawie porozumieć. Bardzo pana przepraszam za wcześniejszą reakcje. To dla mnie ważny dzień, a ten wypadek był taki niespodziewany... akurat teraz... Naprawdę nie chciałam być tak niemiła.- powiedziała. I można byłoby jej nawet uwierzyć. Kupić to. Gdyby nie to, jak inaczej zachowywała się chwilę wcześniej.
Ostatecznie dogadali się w taki sposób, że Marie poinformuje Rodolphusa o kosztach doprowadzenia sukienki do ładu, a ten ureguluje rachunek. Tylko czy aby na pewno zrobi to z własnej kieszeni? Przekonamy się już niebawem!