24.02.2024, 01:15 ✶
Przeniosła na Stanleya zapłakane, ale w gruncie rzeczy wściekłe spojrzenie, kiedy tylko wychynął z przejścia prowadzącego do Głębiny. Mówił do niej, pytał, ale ona tylko wykrzywiła wargi, wstrzymując w sobie cokolwiek się w niej właśnie kłębiło. Bo nie była jeszcze do końca pewna, czy ciało znowu krzyknąć, czy może zanieść się szlochem w którym kryła się ulga na jego widok.
Chusteczka. Jak miło z jego strony. Pewnie w każdych innych warunkach doceniłaby ją o wiele bardziej. Takich o wiele bardziej eleganckich, kiedy roniła krokodyle łzy, chcąc wzbudzić w kimś litość, albo zaburzyć pewnością siebie. Teraz jednak była zbyt rozemocjonowana, by zwyczajnie osuszyć wilgotne policzki, ale wyciągnęła do niego rękę, wykorzystując ten moment by pomóc sobie wstać.
- Zajebię skurwiela - wychrypiała, w ten sposób odpowiadając trochę Borginowi na jego pytanie. Nie ważne co się działo, albo co się stało. Ważne, co się stanie, a ona właśnie miała ochotę rozszarpać brata na strzępy.
Potem już dopadła do Hadesa, okładając go pięściami i krzycząc mu nad uchem pytania. Ale w żadnym stopniu nie była na tyle silna, by zrobić cokolwiek więcej niż bardziej go zirytować, nawet pchana wściekłością. Kiedy wreszcie się do niej odwrócił, z łatwością ukrócił wszelkie jej wątłe próby wymierzenia sprawiedliwości pięściami. Złapał ją za nadgarstki, a ona tylko nachmurzyła się bardziej, mimowolnie jednak próbując je wyrwać, jednocześnie powstrzymując się, żeby na niego nie napluć.
- A GDZIE TY KURWA BYŁEŚ? SAM SIĘ UKRYWAŁEŚ I TO ONA JEST NAGLE WINNA? POJEBAŁO CIĘ JUŻ DOSZCZĘTNIE? - skoro chciał znowu wrzeszczeć, to ona też bardzo chętnie się do tego przyłączyła, głośno i wyraźnie rzucając mu w twarz kolejne słowa.
Prawdę powiedziawszy, to Rosie mogła znaleźć chociażby milion powodów, dla którego Persephona trzymała tę informację dla siebie, a na górze tej listy znajdowało się; bo chciała, bo mogła i to lubiła. Ambrosia miała oczy i zdążyła się nauczyć, jak działa relacja jej drogiego brata, chociaż w takich chociażby sytuacjach, jak ta teraz, niekoniecznie jej się to podobało, bo obrywała rykoszetem.
Jeśli jednak myślał, że jak ją przestawi kolejny raz, to da sobie spokój, to się grubo mylił, bo kiedy wtoczył się do salonu, ona polazła za nim, na moment tylko rzucając Borginowi oburzone spojrzenie, które pytało go, czy on to wszystko widzi.
- Bardzo dobrze, że je zmieniła, bo na nią nie zasługujesz - wysyczała w jego stronę, kiedy tak do siebie gadał pod nosem. Wyminęła meble, kiedy wyciągnął spomiędzy kanapowych poduszek koszulę, która wyglądała tak, jakby ją poprzedniego dnia coś zjadło i wyrzygało. A kiedy znalazła się przy nim, wymierzyła mu policzek w te jego głupią mordę. - Siedzisz. Na. Dupie. I. Nigdzie. Nie. Idziesz.
Chusteczka. Jak miło z jego strony. Pewnie w każdych innych warunkach doceniłaby ją o wiele bardziej. Takich o wiele bardziej eleganckich, kiedy roniła krokodyle łzy, chcąc wzbudzić w kimś litość, albo zaburzyć pewnością siebie. Teraz jednak była zbyt rozemocjonowana, by zwyczajnie osuszyć wilgotne policzki, ale wyciągnęła do niego rękę, wykorzystując ten moment by pomóc sobie wstać.
- Zajebię skurwiela - wychrypiała, w ten sposób odpowiadając trochę Borginowi na jego pytanie. Nie ważne co się działo, albo co się stało. Ważne, co się stanie, a ona właśnie miała ochotę rozszarpać brata na strzępy.
Potem już dopadła do Hadesa, okładając go pięściami i krzycząc mu nad uchem pytania. Ale w żadnym stopniu nie była na tyle silna, by zrobić cokolwiek więcej niż bardziej go zirytować, nawet pchana wściekłością. Kiedy wreszcie się do niej odwrócił, z łatwością ukrócił wszelkie jej wątłe próby wymierzenia sprawiedliwości pięściami. Złapał ją za nadgarstki, a ona tylko nachmurzyła się bardziej, mimowolnie jednak próbując je wyrwać, jednocześnie powstrzymując się, żeby na niego nie napluć.
- A GDZIE TY KURWA BYŁEŚ? SAM SIĘ UKRYWAŁEŚ I TO ONA JEST NAGLE WINNA? POJEBAŁO CIĘ JUŻ DOSZCZĘTNIE? - skoro chciał znowu wrzeszczeć, to ona też bardzo chętnie się do tego przyłączyła, głośno i wyraźnie rzucając mu w twarz kolejne słowa.
Prawdę powiedziawszy, to Rosie mogła znaleźć chociażby milion powodów, dla którego Persephona trzymała tę informację dla siebie, a na górze tej listy znajdowało się; bo chciała, bo mogła i to lubiła. Ambrosia miała oczy i zdążyła się nauczyć, jak działa relacja jej drogiego brata, chociaż w takich chociażby sytuacjach, jak ta teraz, niekoniecznie jej się to podobało, bo obrywała rykoszetem.
Jeśli jednak myślał, że jak ją przestawi kolejny raz, to da sobie spokój, to się grubo mylił, bo kiedy wtoczył się do salonu, ona polazła za nim, na moment tylko rzucając Borginowi oburzone spojrzenie, które pytało go, czy on to wszystko widzi.
- Bardzo dobrze, że je zmieniła, bo na nią nie zasługujesz - wysyczała w jego stronę, kiedy tak do siebie gadał pod nosem. Wyminęła meble, kiedy wyciągnął spomiędzy kanapowych poduszek koszulę, która wyglądała tak, jakby ją poprzedniego dnia coś zjadło i wyrzygało. A kiedy znalazła się przy nim, wymierzyła mu policzek w te jego głupią mordę. - Siedzisz. Na. Dupie. I. Nigdzie. Nie. Idziesz.
she was a gentle
sort of horror
sort of horror