W pierwszej kolejności chciał wyrazić swoje uznanie poprzez ledwie widoczne skinięcie głową, jednak się od tego powstrzymał. Nie zamierzał wypominać temu młodemu mężczyźnie wszystkich podjętych przez niego działań, które można było właśnie zrzucić na karb wypowiedzianych przez niego słów. Notabene one nawiązywały do jednej, niż więcej osoby. W tym do Agathy. Doskonale pamiętał jaki w czasach swojej młodości był on sam, a jaki był jego syn. Ile ten smarkacz krwi mu napsuł w czasach uczęszczania do Durmstrangu. Na całe szczęście zmądrzał po kilku latach.
— Do pewnego wieku za młodych odpowiadają dorośli, później można jedynie doradzać i liczyć, że posłuchają starszych od siebie - głównie rodziców. — Spojrzał z ukosa na swojego pierworodnego. Gdyby Agatha była jego córką to uszanowanie decyzji podjętej przez tę czarownicę byłoby poprzedzone odbyciem długiej rozmowy z nią o tym, co chciałaby zrobić. Ta rozmowa mogłaby zmienić wszystko w jej przypadku. Wyznający wiarę swoich przodków był w stanie zaakceptować tego rodzaju religijną gorliwość, poświęcenie swojego życia, nawet jak w ich stronach odchodziło się od tego typu praktyk.
— Mnie nie pytaj, chłopcze. Dotychczas doświadczałem odmiennych stanów świadomości, kiedy podczas biesiady wypiłem za dużo piwa. Raczej nic sobie nie uroiłeś, podobnie jak my sobie nie uroiliśmy. Pierwsza albo druga wersja mogą być prawdziwe. Albo żadna z nich nie ma w sobie odrobiny prawdy. — Będący prostym człowiekiem Dagur nie ma wielkiego pojęcia o tego typu sprawach. O ile w ich domu piwo było najczęściej pitym napojem, tak tylko podczas przyjęć pozwalali sobie na więcej w tej kwestii. Tylko konie piją wodę. Starał się wykluczyć dzielenie wspólnych urojeń. W jego prostolinijnym umyśle nie było na to miejsca. Dopuszczał to, że znajdowali się w iluzorycznym świecie albo doświadczali wspólnych wizji.
— Chcesz stąd odejść, synu? — Zwrócił się do swojego pierworodnego, za którego nie zamierzał decydować w tym momencie. Jeśli chciał zostać w tym miejscu to zostanie razem z nim. Jeśli zechce opuścić to miejsce to odejdzie razem z nim. Tak jak udali się tak wspólnie, tak też wrócą.
Starucha mogła spoglądać na niego z dezaprobatą, jednak taki właśnie był i się nie zmieni z dnia na dzień. Nie zamierzał konkurować z tym mężczyzną o jakąkolwiek przychylność bezzębnej kobiety. Nie miał jednak zamiaru odnosić się do niej z brakiem szacunku. Bogowie jak dotąd zdawali się być przychylni jemu i jego rodzinie.
— Widzisz, chłopcze... jest czas na myślenie i na działanie. Czasem jedno wymaga drugiego, ale ja nie jestem myślicielem. — Zdaniem Dagura lepiej było działać zamiast myśleć przez długie godziny. To nie sprawi, że praca sama się wykona. Nie było mu w głowie próżnowanie. Dagur przewyższał swoją siłą wszystkich znanych sobie mężczyzn. Jego samego przewyższały jedynie pełnokrwiści giganci. — Może tak być, jak mówisz. — Przyznanie racji Rowle'owi świadczyło o tym, że brał pod uwagę jego stanowisko. Nie potrafił jednak potwierdzić tego, czy to prawda.
— Tego akurat nie za bardzo rozumiem, nawet jak otrzymaliśmy wyraźne instrukcje. — Zwrócił się do swojego syna oraz ich towarzysza. Właściwa interpretacja wypowiedzianych przez Staruchę słów okazywała się znacznie trudniejsza, niż pierwotnie się wydawało. Prędzej czy później tego się dowiedzą, a przynajmniej na to mogli mieć nadzieję. Odtworzenie z pamięci tych run nie będzie stanowić dla niego najmniejszego problemu. Zwłaszcza, że mieli pobłogosławić nimi ten ołtarz.