04.12.2022, 23:27 ✶
Dla Vasilija uczestnictwo w Ostarze było czymś zdecydowanie wyjątkowym. Nie dlatego, że go to święto w jakikolwiek sposób urzekło, bo do wyznawania magicznej religii było mu tak odlegle, jak byli sobie odlegli pani spod znaku Wodnika i pan spod znaku Skorpiona - nie widział tu zbyt wiele pola na porozumienie. Wyjątkowość płynęła właśnie stąd, że jego obecność na tak obleganym wydarzeniu nie była czymś typowym. Bycie celebrytą miało swoje wady i zalety. W większości zalety, a przynajmniej tak się Dolohovowi wydawało, bo nie sposób zignorować tego, że płynęło dla niego z tego bardzo dużo korzyści i przywilejów. Niestety, szły za tym szeregi dziwacznych spojrzeń, kąśliwych komentarzy i brak możliwości na rozmowę, której nie podsłuchiwałyby uszy postronnych. Nawet kapelusz i przeciwsłoneczne okulary, które przywdział na siebie z tej okazji, nie miały szans na to, aby pomóc mu w pozostaniu nierozpoznanym. Do tej pory czuł się z tym nijak. Dzisiaj, mając obok siebie kogoś nie do końca obeznanego z codziennością życia sław, uważał to za cenę, jaką musiał płacić. Jego asystent wlókł się za nim i Lyssą, obserwując, czy nikt ich nie zaczepia. Zapowiadało się na naprawdę nudny dzień.
- Zawsze wydawało mi się, że - zaczął stawiając leniwe kroki do przodu, nie chcąc zmuszać swojej córki do biegnięcia, żeby mogła utrzymać jego zabójcze tempo - sabat z okazji Ostary jest jednym z mniej popularnych sabatów, ale w tym roku jest tu jeszcze mniej ludzi. Nie dziwi to pewnie w świetle wydarzeń z ostatniego roku...
Szli przez las, ścieżką wytyczoną w stronę polany. Wszystko pachniało już wiosną. Kamienie chrzęszczące pod nogami, ciepłe promienie słońca opadające na twarz, powoli sięgające ich głosy osób bawiących się wokół miejsca kultu - wszystko to składało się na niepowtarzalny, przyjemny klimat, którego Dolohov nie potrafił niestety docenić. Całe wydarzenie jawiło mu się jako kompletnie bezwartościowe i pewnie nie chciałby się tu pojawić, gdyby nie to, że Lyssa nie miała okazji zetknąć się z czymś takim, przynajmniej nie w wydaniu anglików, skoro urodziła się i przebywała za granicą.
- Zawsze wydawało mi się, że - zaczął stawiając leniwe kroki do przodu, nie chcąc zmuszać swojej córki do biegnięcia, żeby mogła utrzymać jego zabójcze tempo - sabat z okazji Ostary jest jednym z mniej popularnych sabatów, ale w tym roku jest tu jeszcze mniej ludzi. Nie dziwi to pewnie w świetle wydarzeń z ostatniego roku...
Szli przez las, ścieżką wytyczoną w stronę polany. Wszystko pachniało już wiosną. Kamienie chrzęszczące pod nogami, ciepłe promienie słońca opadające na twarz, powoli sięgające ich głosy osób bawiących się wokół miejsca kultu - wszystko to składało się na niepowtarzalny, przyjemny klimat, którego Dolohov nie potrafił niestety docenić. Całe wydarzenie jawiło mu się jako kompletnie bezwartościowe i pewnie nie chciałby się tu pojawić, gdyby nie to, że Lyssa nie miała okazji zetknąć się z czymś takim, przynajmniej nie w wydaniu anglików, skoro urodziła się i przebywała za granicą.
with all due respect, which is none