Specyficznie nieregularne ego Esmé pozostało w swoim nienaruszonym stanie. Nie miał ochoty patrzeć Starusze w zakryte bielmem oczy, więc uniknął dostrzeżenia iskier aprobaty, które zatliły się gdzieś za mgłą. Ale widział dezaprobatę jaka została wyrażona wobec słów Dagura. Tyle wystarczyło by domyślić się kogo stronę trzymała w tym... nie tyle sporze, bo przecież nikt tutaj nie walczył o rację. W tej wymianie. Mieli odmienne zdania i Rowle, tak naprawdę, miał daleko gdzieś jakiego rodzaju człowiekiem był Dagur. To nie od niego zależała ta decyzja, bo przecież jego racja zawsze będzie miała najwięcej racji. Gigant był po prostu lepiony z innej gliny, a Esmé to szanował. Cenił odmienność.
Został nieco zaskoczony słowami Hjalmara. Przeniósł na niego swe ciemne oczy i przyglądał mu się z beznamiętnym wyrazem twarzy, nawet przechylając nieco głowę niczym pies, który się przysłuchuje. Czy właśnie został pocieszony i pochwalony? Zamrugał zdezorientowany, lecz zaraz uśmiechnął się przyjaźnie. Prawdziwie łagodny gigant.
- Dziękuję. - nie potrzebował pocieszenia, że i tak odegrał wielką rolę samymi chęciami, bo... nie czuł się z tego powodu smutny. Jego brak umiejętności niezbędnych, aby stworzyć ołtarz w kamieniu to był po prostu fakt. Ale niesamowicie miłym gestem było to, że Hjalmar odebrał to w swój sposób, który popchnął go do wypowiedzenia takich słów. Esmé... cenił ciepło, jakie biło od ludzi. - A mawiają, że bezczelność to zawada. - dodał półżartem, bo rzeczywiście uważał, iż ta cecha, jak prawie każda inna, w odpowiedniej ilości potrafiła stać się pozytywną. Wystarczyło ją dawkować, wykorzystywać w odpowiednim momencie. Niczym rzemieślnik narzędzie. Nie wszystko dało się zrobić młotem, prawda?Mogli odejść... ale czy chcieli odejść nim poznają wszystkie lekcje? Każda sekunda w tym przedziwnym miejscu była wypełniona po brzegi cenną wiedzą. Cennymi doświadczeniami. Albo, o ile to tylko paranoja, było to wszystko bzdurą. Bezużytecznymi majaczeniami umysłu. Tak czy inaczej, Rowle uznawał to wszystko za wielce ciekawe, toteż nie miał zamiaru szybko ucinać tej wizyty, a raczej... zostać wyproszonym.
Starucha zaś zaczęła mówić bardzo... enigmatycznie. Esmé aż spojrzał na swoich kompanów, jakby upewniając się że to nie jemu umysł płata figle, a wszyscy słyszeli... to samo. Tak samo niezrozumiałe. Część była jednak jasna - tego gaju jeszcze nie było. Hjalmar już zaczął snuć teorie, z których to ta druga wydawała się brzmieć według Czarodzieja najbardziej sensownie.
- Odnoszę wrażenie, że miejsce w którym się znajdujemy teraz... jakby to powiedzieć? Nie istnieje? - ale musiało istnieć skoro w nim byli. - Nie istnieje w świecie materialnym. - poprawił się. - Ołtarz najpewniej powinien powstać w świecie, w którym się ockniemy. - bo czy to była rzeczywistość? A teraz? To co doznawali teraz? To nie była rzeczywistość? Dla nich, w tym momencie właśnie, była. Inna, niż ta, której doświadczali zazwyczaj, ale rzeczywistość. Tak zakładał Rowle, chociaż pewności nie mógł mieć. To dopiero musiało się okazać.Na tym świecie nie było przypadków. Bogowie nie popełniali przypadków. Dagur i Hjalmar specjalizowali się w runach, a zadaniem ich tercetu rzemieślniczego było właśnie stworzenie ołtarza w kamieniu i wyrycie w nim run. Dobrze, a zatem... jaką rolę miał pełnić w tym wszystkim Esmé? Zmrużył oczy, jak to miewał w zwyczaju podczas rozmyślań, by spróbować wymyślić sobie jakieś przeznaczenie w tym wszystkim. Minęły sekundy, ale czas ten wydawał się dłużyć wewnątrz pałacu myśli kaletnika. Cisza. Panowała w nim niespotykana cisza. Może... on po prostu trafił tutaj z braku laku? Dla kogoś takiego jak on nie było konkretnego przeznaczenia? Jego pasja do rzemieślnictwa była jedynym, co dało się dopasować? A może miał być tym głosem po stronie rozumowania Hjalmara, a nie Dagura? Westchnął lekko, pod nosem, wracając umysłem do obecnych.
- Nie. - odparł szybko, przenosząc wzrok na młodszego giganta. - Ale chyba nie jest to niezbędne, aby je wyryć. - nie to, że on miał rzeźbić w kamieniu, lecz miał w tym procesie przecież pomagać. I znajomość run nie była do tego, jego zdaniem, niezbędna. - Niemniej, ciekawi mnie co oznaczają. - dobrze byłoby wiedzieć co za formułkę wyryją. Albo co za efekt będzie miała. Albo jak bardzo mrocznie brzmi, żeby na podstawie tej absurdalnie subiektywnej skali ocenić czy Starucha nie jest zła. Bo dlaczego mieliby jej ufać? Bo pokazała w iskierkach trochę obrazków i mówiła, że Agatka nie powinna umrzeć? To... niczego nie udowadniało.