Klejnot może uwolnić od klątwy. Były to słowa na które czekała od kiedy dowiedziała się, że jest przeklęta. Serce zabiło jej szybciej, naprawdę nie spodziewała się tego usłyszeć w dniu swojego ślubu. Sam Dumbeldore przyszedł jej przekazać taką wspaniałą informację.
Spojrzała na ten pierścień, już miała po niego sięgnąć. Był przecież tak blisko, na wyciągnięcie ręki; wystarczyło, że nałoży go na palec, a pozbędzie się tego piętna.
Wtedy usłyszała słowa To kłamstwo. Odwróciła się, aby znaleźć źródło głosu, bo przecież w tym pokoju powinna być tylko ona i pan profesor, a on się nie odzywał, nie w tej chwili, nie był to jego głos.
Zauważyła sylwetkę, która unosiła się za mężczyzną. Nie był to nikt żywy, to musiał być duch. Spoglądała w jego kierunku, próbując rozpoznać istotę. Nie był to stary mężczyzna, musiał być nieco starszy od niej, ale zdecydowanie miał większą część życia przed sobą, dlaczego więc był duchem, umarł? Przedwcześnie?
Dotarło do niej, że zna tę twarz, że już ją widziała. Może nie na żywo, ale na zdjęciu, zimny dreszcz przeszedł jej po plecach. Dlaczego ostrzegał ją przed tym klejnotem. Salt coś o tym opowiadał, o tym, że podążanie za marzeniami może być zgubne, ale ona nie była przecież już w tej jaskini, to był jej ślub.
Sięgnęła po pudełeczko, bo chciała jeszcze bardziej przyjrzeć się jego zawartości, nie zakładała biżuterii na palec, bo trochę przeraziły ją słowa tego ducha. - Dlaczego teraz, dlaczego dzisiaj? - To był za duży zbieg okoliczności i dopiero to do niej dotarło.