24.02.2024, 19:29 ✶
Rodolphus mlasnął, wyrażając tym gestem swoje niezadowolenie na słowa, których użył Robert. Nie lubił go w takim wydaniu - co z tego, że to była reakcja na jego własne słowa? Na to, że sam go irytował i to celowo, robiąc te wszystkie niepotrzebne rzeczy, które robił w tej chwili. Dotykał jego własności, nie słuchał się, nawet ośmielał się go pouczać, choć nie w takim tonie, jak Robert pouczał jego.
- Wulgaryzmy do ciebie nie pasują, Robercie - odpowiedział, pomijając zupełnie pozostałe kwestie, których być może pominąć nie powinien. Ale Lestrange był jeszcze młody, być może też poczuł się zbyt pewnie w tej chwili. Być może Robert powinien go sprowadzić na ziemię, bo przecież gdy raz dostanie się palec, to weźmie się całą rękę. Rodolphus przez chwilę wpatrywał się gdzieś w punkt przy ramieniu Roberta, aż w końcu wyciągnął dłoń i delikatnie poprawił zagniecenie na koszulce, które od kilkunastu sekund niemożebnie go irytowało. Nie mógł się skupić na odpowiedzi, zanim tego nie poprawił. Nie tylko Robert miał nerwicę natręctw, chociaż Lestrange nigdy by się do tego nie przyznał. Ręki jednak nie zabierał przez dobre kilkanaście sekund, gdy zbierał myśli. Nie lubił się powtarzać, ale czasem sytuacja tego wymagała. Tak jak teraz. - Ma do mnie kontakt, będzie się odzywać w sprawie kupienia nowej sukienki, tak jak mówiłem przed chwilą. Jeszcze nie wiem, którą kartą zagram, a mam ich na ręku całkiem sporo. Być może uda mi się przyspieszyć pewne wydarzenia i będę grał zrozpaczonego, porzuconego narzeczonego. A być może nie. Mam kilka opcji, które dopasuję już bezpośrednio na spotkaniu z Marie. Na początku była wściekła, ale jej koleżanka i moje nazwisko zrobiły swoje.
W zasadzie nie zrobił nic więcej - nawiązał pierwszy kontakt, tak jak Robert chciał. Teraz musiał kuć żelazo póki było gorące. Musiał uformować je tak, by osiągnęło pożądany przez nich kształt, by nagięło się do ich celów i planów. Bo Rodolphus plan miał: nawet więcej niż jeden. Miał plan A, B, C... i kilkanaście innych. Być może nie dało się przewidzieć wszystkiego, lecz przecież nie oznaczało to, że nie mógł próbować.
- Wulgaryzmy do ciebie nie pasują, Robercie - odpowiedział, pomijając zupełnie pozostałe kwestie, których być może pominąć nie powinien. Ale Lestrange był jeszcze młody, być może też poczuł się zbyt pewnie w tej chwili. Być może Robert powinien go sprowadzić na ziemię, bo przecież gdy raz dostanie się palec, to weźmie się całą rękę. Rodolphus przez chwilę wpatrywał się gdzieś w punkt przy ramieniu Roberta, aż w końcu wyciągnął dłoń i delikatnie poprawił zagniecenie na koszulce, które od kilkunastu sekund niemożebnie go irytowało. Nie mógł się skupić na odpowiedzi, zanim tego nie poprawił. Nie tylko Robert miał nerwicę natręctw, chociaż Lestrange nigdy by się do tego nie przyznał. Ręki jednak nie zabierał przez dobre kilkanaście sekund, gdy zbierał myśli. Nie lubił się powtarzać, ale czasem sytuacja tego wymagała. Tak jak teraz. - Ma do mnie kontakt, będzie się odzywać w sprawie kupienia nowej sukienki, tak jak mówiłem przed chwilą. Jeszcze nie wiem, którą kartą zagram, a mam ich na ręku całkiem sporo. Być może uda mi się przyspieszyć pewne wydarzenia i będę grał zrozpaczonego, porzuconego narzeczonego. A być może nie. Mam kilka opcji, które dopasuję już bezpośrednio na spotkaniu z Marie. Na początku była wściekła, ale jej koleżanka i moje nazwisko zrobiły swoje.
W zasadzie nie zrobił nic więcej - nawiązał pierwszy kontakt, tak jak Robert chciał. Teraz musiał kuć żelazo póki było gorące. Musiał uformować je tak, by osiągnęło pożądany przez nich kształt, by nagięło się do ich celów i planów. Bo Rodolphus plan miał: nawet więcej niż jeden. Miał plan A, B, C... i kilkanaście innych. Być może nie dało się przewidzieć wszystkiego, lecz przecież nie oznaczało to, że nie mógł próbować.