24.02.2024, 20:20 ✶
Być może Robert czuł się na tyle swobodnie, że pozwalał sobie na tego typu uwagi, na które wcześniej by sobie nie pozwolił. A być może była to składowa czegoś większego - znał Mulcibera nie od dzisiaj, wiedział więc że to zachowanie, kompletnie do niego niepasujące, było czymś niespotykanym. Nie był jednak w stanie określić, czym było to podyktowane. Wiedział jednak, że Robert nie był zdenerwowany - i to mu w zupełności wystarczało. Podobnie jak to, że jednak udało mu się wybić go z rytmu. Zaskoczenie, malujące się na twarzy Mulcibera, było niezwykle przyjemne w odbiorze. Tym przyjemniejsze, że rzadko kiedy się pojawiało. Zdawał sobie sprawę z tego, że przekraczał kolejne granice i to niekoniecznie powoli, co byłoby wskazane w tym przypadku.
- Nie lubisz dotyku? - zapytał niewinnie, uważnie studiując jego reakcję, która w połączeniu z brakiem komentarza mogła zostać różnie odebrana. Zaraz jednak spoważniał, gdy padły kolejne pytania. To, że pracowali w tym samym budynku, trochę ułatwiało sprawę, acz nie tak do końca. Niewymowny nie biegał po innych piętrach i nie pakował się gdzie popadnie, nie zamierzał tego zmieniać.
- Wtedy "przypadkiem" na nią wpadnę po raz kolejny - odpowiedział po dłuższej chwili milczenia. Oczywiście że dopuszczał do siebie myśl, że Marie może zrezygnować, ale wątpił to. Był jednak przygotowany na taką ewentualność: wiedział, gdzie Marie pracuje, zorientowanie się w jakich godzinach przychodzi do Ministerstwa nie potrwa długo. - O to się nie musisz martwić. Potrafię być bardzo przekonujący i nieustępliwy, jeżeli już się za kogoś biorę.
Powiedział to takim tonem, jakby właśnie relacjonował mu, co jadł na śniadanie. Ale taki był fakt - gdy ktoś znajdował się na jego celowniku, to parł do przodu, nierzadko po trupach, by osiągnąć cel. Nie zamierzał też zdradzać Robertowi zbyt wiele, bo sam do końca nie wiedział, jak ułoży się plan, który powoli opracowywał. Nie wiedział jeszcze którą wersję wybierze i jak ją zmodyfikuje, adaptując się do dynamicznej sytuacji.
- Nie lubisz dotyku? - zapytał niewinnie, uważnie studiując jego reakcję, która w połączeniu z brakiem komentarza mogła zostać różnie odebrana. Zaraz jednak spoważniał, gdy padły kolejne pytania. To, że pracowali w tym samym budynku, trochę ułatwiało sprawę, acz nie tak do końca. Niewymowny nie biegał po innych piętrach i nie pakował się gdzie popadnie, nie zamierzał tego zmieniać.
- Wtedy "przypadkiem" na nią wpadnę po raz kolejny - odpowiedział po dłuższej chwili milczenia. Oczywiście że dopuszczał do siebie myśl, że Marie może zrezygnować, ale wątpił to. Był jednak przygotowany na taką ewentualność: wiedział, gdzie Marie pracuje, zorientowanie się w jakich godzinach przychodzi do Ministerstwa nie potrwa długo. - O to się nie musisz martwić. Potrafię być bardzo przekonujący i nieustępliwy, jeżeli już się za kogoś biorę.
Powiedział to takim tonem, jakby właśnie relacjonował mu, co jadł na śniadanie. Ale taki był fakt - gdy ktoś znajdował się na jego celowniku, to parł do przodu, nierzadko po trupach, by osiągnąć cel. Nie zamierzał też zdradzać Robertowi zbyt wiele, bo sam do końca nie wiedział, jak ułoży się plan, który powoli opracowywał. Nie wiedział jeszcze którą wersję wybierze i jak ją zmodyfikuje, adaptując się do dynamicznej sytuacji.