24.02.2024, 23:07 ✶
I nie odpowiem. Czy Robert zdawał sobie sprawę z tego, że tym zachowaniem zamiast odpychać Rodolphusa, to go wabił? Przyciągał do siebie i zachęcał do przekraczania kolejnych linii? To, co robił, działało zupełnie na opak - przynosiło odwrotny efekt. Tak już miał, że gdy ktoś próbował zamknąć przed nim drzwi, to wbijał pomiędzy nie a framugę stopę, wciskał się do środka lub wyważał to, co było zamknięte. Tylko czy w przypadku Roberta te drzwi faktycznie były zamknięte? Być może były uchylone, bo przecież Mulciber ani razu nie powiedział słowa "nie".
- Przyjaciół? - zamrugał, ewidentnie zdziwiony. O czym on mówił? Przez chwilę Rodolphus zastanawiał się, co Robert mógł mieć na myśli, mówiąc o przyjaciołach. Znał go na tyle by wiedzieć, że on nie potrzebował przyjaciół. Przyjaciele byli zbędnym balastem, ograniczeniem na które nie mógł sobie pozwolić. Nie, Lestrange nie miał przyjaciół. Miał rodzinę i wspólników, ale z nikim nie był na tyle blisko, by móc nazwać go przyjacielem. Zresztą okropny byłby z niego przyjaciel: Rodolphus był egoistą, nie poświęciłby swojego dobra w imię innej osoby. Już nie. - Niewłaściwie interpretujesz moje słowa, chyba że posługujesz się zgrabną metaforą.
Powiedział, podchwytując jego wzrok. Czemu wciąż nie mówił nie? Zasłaniał się niewłaściwym miejscem i czasem... Z tym czasem to też nie do końca miał rację. Przede wszystkim to nie Rodolphus zerwał zaręczyny - gdyby to od niego zależało, uwiązałby do siebie kogoś, złamał i żył na pokaz, bo tak było bezpiecznie. Ale w tę grę wkradły się uczucia, przez co finał był tragiczny w skutkach. Łączenie fizyczności z emocjami nie było czymś, co teraz w tej chwili go interesowało. Najprawdopodobniej uznał, że właśnie to, po co teraz sięgał, było tym co potrzebował. I być może nie było przeznaczone dla niego, ale w jednym Robert miał rację - Lestrange był młody. A domeną młodości było popełnianie błędów. Uczenie się na nich, wyciąganie wniosków. Nie odmawiając mu sprawiał, że tym bardziej chciał ten błąd popełnić. Wyciągnąć rękę, pochwycić tę ulotną nić, owinąć nią swoją dłoń i szarpnąć mocno w swoją stronę. Nawet jeżeli by napotkał opór, to sama świadomość tego, że próbował, była ekscytująca. Kolejny uśmiech rozciągnął jego usta, gdy wyciągnął dłoń, tym razem w rzeczywistości, a nie w domysłach.
- Zastanów się - powiedział cicho, przejeżdżając zaskakująco ciepłymi palcami po jego policzku, jeżeli tylko oczywiście Robert się nie odsunął. Jeżeli by to zrobił, Lestrange cofnąłby rękę. Wiedział, kiedy odpuścić i zejść ze sceny. Na ten moment jednak pozwalał sobie na dużo, bo... Po prawdzie to bawił się w tej chwili doskonale.
- Przyjaciół? - zamrugał, ewidentnie zdziwiony. O czym on mówił? Przez chwilę Rodolphus zastanawiał się, co Robert mógł mieć na myśli, mówiąc o przyjaciołach. Znał go na tyle by wiedzieć, że on nie potrzebował przyjaciół. Przyjaciele byli zbędnym balastem, ograniczeniem na które nie mógł sobie pozwolić. Nie, Lestrange nie miał przyjaciół. Miał rodzinę i wspólników, ale z nikim nie był na tyle blisko, by móc nazwać go przyjacielem. Zresztą okropny byłby z niego przyjaciel: Rodolphus był egoistą, nie poświęciłby swojego dobra w imię innej osoby. Już nie. - Niewłaściwie interpretujesz moje słowa, chyba że posługujesz się zgrabną metaforą.
Powiedział, podchwytując jego wzrok. Czemu wciąż nie mówił nie? Zasłaniał się niewłaściwym miejscem i czasem... Z tym czasem to też nie do końca miał rację. Przede wszystkim to nie Rodolphus zerwał zaręczyny - gdyby to od niego zależało, uwiązałby do siebie kogoś, złamał i żył na pokaz, bo tak było bezpiecznie. Ale w tę grę wkradły się uczucia, przez co finał był tragiczny w skutkach. Łączenie fizyczności z emocjami nie było czymś, co teraz w tej chwili go interesowało. Najprawdopodobniej uznał, że właśnie to, po co teraz sięgał, było tym co potrzebował. I być może nie było przeznaczone dla niego, ale w jednym Robert miał rację - Lestrange był młody. A domeną młodości było popełnianie błędów. Uczenie się na nich, wyciąganie wniosków. Nie odmawiając mu sprawiał, że tym bardziej chciał ten błąd popełnić. Wyciągnąć rękę, pochwycić tę ulotną nić, owinąć nią swoją dłoń i szarpnąć mocno w swoją stronę. Nawet jeżeli by napotkał opór, to sama świadomość tego, że próbował, była ekscytująca. Kolejny uśmiech rozciągnął jego usta, gdy wyciągnął dłoń, tym razem w rzeczywistości, a nie w domysłach.
- Zastanów się - powiedział cicho, przejeżdżając zaskakująco ciepłymi palcami po jego policzku, jeżeli tylko oczywiście Robert się nie odsunął. Jeżeli by to zrobił, Lestrange cofnąłby rękę. Wiedział, kiedy odpuścić i zejść ze sceny. Na ten moment jednak pozwalał sobie na dużo, bo... Po prawdzie to bawił się w tej chwili doskonale.