- Ksieciunio, jeszcze się nie przyzwyczaiłeś, przez tyle lat? - Prychnęła słysząc jego komentarz. To nie był pierwszy raz. - Gdybyś mnie nie uchlał, to nie byłoby problemu! - Oczywiście, to on wlewał jej do gardła ten bimber, siłą. Sama nigdy w życiu nie doprowadziłaby się do tego stanu, taaaa.
- Macie karocę?! - Krzyknęła z ogromnym entuzjazmem. No tak, królowie Doliny na pewno mieli tutaj karocę, powinna się tego spodziewać. Tylko, czy Erik posiadał uprawnienia na prowadzenie takiego pojazdu. Zmierzyła go wzrokiem od stóp do głów (trochę jej jedno oko zaczęło uciekać), i nie, nie wyglądał na kogoś kto potrafi prowadzić taki cud techniki. Lepiej, żeby tego nie próbowali.
Norka pijana... robiła się bardzo irytująca, wszędzie jej było pełno, przestawała wtedy zupełnie panować nad sobą. Normalnie, naprawdę starała się mieć w sobie ogładę, ale teraz... teraz nie miała już żadnych granic. Biedny Erik, że znowu to on został na nią skazany, wuja wybrał dobry moment na ewakuację. Z drugiej strony, Erik znał ją, tak naprawdę, wiedział, czego się po niej spodziewać, bo przeżyli razem tak wiele, że nic nie powinno być dla niego zaskoczeniem.
- PFFFFF - Pomachała mu palcem wskazującym przed twarzą. - Nie pozbędziesz się mnie tak łatwo kochaniutki, nie ma szans. - To było zdecydowanie dużo prostsze rozwiązanie, od tego, które wybrali, no ale niestety będzie musiał się z nią męczyć przez jakieś najbliższe kilkadziesiąt lat życia.
- Wiedziałam, że jesteś najważniejszym elementem, w tym całym równaniu. Erik mistrz dochodzenia! - Klasnęła w dłonie zadowolona z takiego obrotu sytuacji, oczywiście, że bez niego to nie miałoby żadnego sensu, był najistotniejszym ogniwem tej podróży.
Erik wyprowadził rydwan, który wyglądał... cóż, nie do końca tego się spodziewała, ale jechał! To było najważniejsze, koło się kręciło, jakoś powinni dotrzeć do celu.
Gwizdnęła z aprobatą, kiedy Erik ściągnął koszulę. Tego się nie spodziewała. - Czymże sobie zasłużyłam na takie widoki? Teraz to nie wiem, czy dojdziemy do celu, jak się zlecą twoje fanki, to może się zrobić problematycznie. - Skorzystała oczywiście z tej koszuli, ułożyła ją w taczce, po czym wgramoliła się do środka. Nie było to wcale takie proste, bo ta długa spódnica, którą miała dzisiaj na sobie skutecznie utrudniała jej to wcale nie tak skomplikowane zadanie. Jakoś udało jej się jednak wleźć do środka, zarzuciła nogi na przednią część karocy, sukienka podwinęła się jej przy tym do góry, ale siedziała! To było najważniejsze.
- Błagam tylko omijaj dziury, nie chcę, żeby mi się jeszcze bardziej namieszało w głowie. - Czekała ich długa droga, oby Ericzek sobie z tym poradził. - Czy potrzebuje panicz trochę napitku nim zaczniemy podróż? Paliwo jest ważne podczas podróży. - Nie mógł tak o suchym pysku się w to angażować, bo jeszcze zasłabnie po drodze.
- PASY ZAPIĘTE, możemy ruszać. - Złapała się jeszcze rękoma brzegów taczki, żeby przypadkiem nie wypaść za burtę, wolałaby nie stracić zębów.
No i wreszcie ruszyli, Erik zaczął pchać to fantastyczne urządzenie. Norka się czuła, niczym na jakiejś karuzeli, świat wirował, naprawdę szybko. - SZYYYYBCIEJ, nie ociągamy się. - Krzyczała, aby go trochę zmotywować.