25.02.2024, 06:24 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.02.2024, 20:03 przez Atreus Bulstrode.)
zionę niebieskim ogniem i tańczę z Viką
- Wiem? - zapytał, uśmiechając się do Victorii głupkowato. - Eee, jak to było? Veronica? Viola? Valerie...? - to unosił, to marszczył brwi, dla każdego kolejnego imienia robiąc inną minę, jakby raz rozważał, czy brzmi dobrze, a raz z miejsca je wręcz odrzucał. - Wybacz, to musiał być szczęśliwy traf, Lestrange - uśmiechnął się wreszcie do niej rozbrajająco. W jego przypadku, cóż - mówił tak do sporej ilości osób, nie tylko kobiet z resztą. Nawet jeśli z początku był to wynik różnicy doświadczenia i braku sympatii, tak potem przynajmniej intonował inaczej nazwiska osób, które darzył jakąkolwiek sympatią. A sama Victoria, cóż - lubił ją, bo czemu miał nie, ale jej nazwisko i bez tego było dla niego sympatyczne, głównie za sprawą przyjaźni z Louvainem.
- Nie? Szkoda - zacmokał, wyraźnie rozczarowany. - A gdyby mi się taki trafił, to jaką byś chciała usłyszeć? - zagadał ją jeszcze, uśmiechając się do niej wciąż, ale myślami już pijąc kolejnego drinka, nawet jeśli dopiero po niego sięgał.
Wreszcie napił się, jakiś taki wyraźnie bardziej zadowolony, przyglądając się Vice znad kieliszka. Zaraz jednak zrobiło mu się tak dziwnie trochę, jakby to co właśnie wypił namieszało mu trochę w żołądku. Nie pierwszy, nie ostatni raz i miał plan robić dobrą minę do złej gry (i też wypić resztę tego co pił, bo przecież szkoda było). Kiedy zapytała, czy chce zatańczyć, kiwnął szybko głową i wychylił resztę alkoholu do końca, odstawiając szkło na pobliski stolik, zaraz zwarty i gotowy.
- Z tobą? Zaw... - ale nie dokończył, bo zaraz dziwne uczucie rozrosło się i z ust wypłynął błękitny, chłodny płomień. Bulstrode wzdrygnął się, zatrzymując w pół kroku i intensywnie zastanawiając, co się kurwa dzieje i czy przypadkiem zaraz się nie spali od środka, ale dość szybko doszedł do tego, że nie czuje nic, co wskazywałoby na poparzenia. Otworzył usta znowu, chcąc coś powiedzieć jeszcze do Lestrange, ale kiedy tylko to zrobił, płomienie buchnęły raz jeszcze. No trudno - pokręcił tylko głową do siebie, a do niej wyciągnął rękę, wzruszając ramionami. Musiał to przeczekać.
Poprowadził ją na parkiet, ujmując zgrabnie w pasie i za dłoń, nie mogąc w sumie nie zwrócić uwagi na fakt, że albo zgubiła, albo coś jej zjadło pierścionek, który jeszcze do niedawna (?) nosiła. Czuł, jak dziwaczne uczucie w żołądku rozchodzi się nieco, aż w końcu zanika i na próbę znowu otworzył usta, a wtedy na całe szczęście, nie buchnął Lestrange płomieniem w twarz.
- Powiedz mi, Vivienne - uśmiechnął się do niej, puszczając do niej oczko. - O ile w ogóle masz ochotę, ale z tego co pamiętam, to byłaś zaręczona? A teraz widzę, że brakuje ci dość istotnego elementu na palcu. Czyżby kandydat na męża okazał się skończonym chujem, zdolnym tylko do kiszenia ogórków?
- Wiem? - zapytał, uśmiechając się do Victorii głupkowato. - Eee, jak to było? Veronica? Viola? Valerie...? - to unosił, to marszczył brwi, dla każdego kolejnego imienia robiąc inną minę, jakby raz rozważał, czy brzmi dobrze, a raz z miejsca je wręcz odrzucał. - Wybacz, to musiał być szczęśliwy traf, Lestrange - uśmiechnął się wreszcie do niej rozbrajająco. W jego przypadku, cóż - mówił tak do sporej ilości osób, nie tylko kobiet z resztą. Nawet jeśli z początku był to wynik różnicy doświadczenia i braku sympatii, tak potem przynajmniej intonował inaczej nazwiska osób, które darzył jakąkolwiek sympatią. A sama Victoria, cóż - lubił ją, bo czemu miał nie, ale jej nazwisko i bez tego było dla niego sympatyczne, głównie za sprawą przyjaźni z Louvainem.
- Nie? Szkoda - zacmokał, wyraźnie rozczarowany. - A gdyby mi się taki trafił, to jaką byś chciała usłyszeć? - zagadał ją jeszcze, uśmiechając się do niej wciąż, ale myślami już pijąc kolejnego drinka, nawet jeśli dopiero po niego sięgał.
Wreszcie napił się, jakiś taki wyraźnie bardziej zadowolony, przyglądając się Vice znad kieliszka. Zaraz jednak zrobiło mu się tak dziwnie trochę, jakby to co właśnie wypił namieszało mu trochę w żołądku. Nie pierwszy, nie ostatni raz i miał plan robić dobrą minę do złej gry (i też wypić resztę tego co pił, bo przecież szkoda było). Kiedy zapytała, czy chce zatańczyć, kiwnął szybko głową i wychylił resztę alkoholu do końca, odstawiając szkło na pobliski stolik, zaraz zwarty i gotowy.
- Z tobą? Zaw... - ale nie dokończył, bo zaraz dziwne uczucie rozrosło się i z ust wypłynął błękitny, chłodny płomień. Bulstrode wzdrygnął się, zatrzymując w pół kroku i intensywnie zastanawiając, co się kurwa dzieje i czy przypadkiem zaraz się nie spali od środka, ale dość szybko doszedł do tego, że nie czuje nic, co wskazywałoby na poparzenia. Otworzył usta znowu, chcąc coś powiedzieć jeszcze do Lestrange, ale kiedy tylko to zrobił, płomienie buchnęły raz jeszcze. No trudno - pokręcił tylko głową do siebie, a do niej wyciągnął rękę, wzruszając ramionami. Musiał to przeczekać.
Poprowadził ją na parkiet, ujmując zgrabnie w pasie i za dłoń, nie mogąc w sumie nie zwrócić uwagi na fakt, że albo zgubiła, albo coś jej zjadło pierścionek, który jeszcze do niedawna (?) nosiła. Czuł, jak dziwaczne uczucie w żołądku rozchodzi się nieco, aż w końcu zanika i na próbę znowu otworzył usta, a wtedy na całe szczęście, nie buchnął Lestrange płomieniem w twarz.
- Powiedz mi, Vivienne - uśmiechnął się do niej, puszczając do niej oczko. - O ile w ogóle masz ochotę, ale z tego co pamiętam, to byłaś zaręczona? A teraz widzę, że brakuje ci dość istotnego elementu na palcu. Czyżby kandydat na męża okazał się skończonym chujem, zdolnym tylko do kiszenia ogórków?