25.02.2024, 10:47 ✶
Niewymowny nie musiał nic mówić, bo przecież Lestrange sam doskonale wiedział, jak wielkim zagrożeniem mogła być różdżka w zasięgu dłoni przeciwnika. Nawet jeżeli ten miał nad sobą Brennę w wilczej formie. Kobieta właśnie się przemieniała i zaczynała gadać swoje formułki, wracać do siebie samej również pod kątem drobnych uszczypliwości. Odpowiedziałby jej, gdyby nie fakt, że wciąż skanował otoczenie, szukając jakiejkolwiek anomalii. Z początku nie zwrócił uwagi na lustro, dopiero gdy Morpheus się nie odezwał, było dla niego kolejnym, zwykłym przedmiotem.
Rodolphus odwrócił się w stronę Niewymownego, by o coś dopytać, skoro Brenna doskonale radziła sobie sama, ale powieka mu drgnęła. Nie spodziewał się takiego widoku, bo przecież gdy Longbottom używał przy nim swoich umiejętności, te nigdy nie odciskały na nim aż takiego piętna. Nie to, żeby współpracowali codziennie, ale przecież znali się jako-tako, a krwawienie z oczu to nigdy nie był dobry objaw. Różdżka była poza zasięgiem skutego czarodzieja, którego przejęła Brenna - on sam więc zdecydowanym krokiem podszedł do Morpheusa, pomny tego, że mijali pułapkę na schodach i tutaj też może czekać na nich niespodzianka. Dlatego niczego nie dotykał i wracał dokładnie tą samą ścieżką, którą przyszedł.
- Chodź - mocno chwycił Longbottoma za rękę i przewiesił ją sobie przez ramię, w zasadzie wydając mu polecenie, a nie prosząc czy łaskawy Niewymowny zechce się na nim wesprzeć. Przez myśl tylko mu przemknęło, że chyba musi zacząć ubierać się cały na czarno, bo to już - kurwa - kolejna sytuacja, w której jego biała koszula jest zagrożona kontaktem z krwią. A pomyślałby kto, że w Departamencie Tajemnic zagrożonym jest się tylko z poziomu szaleństwa. - Wyjdziemy lustrem?
Powtórzył po Brennie, mając zamiar ostrożnie, krok po kroku, doprowadzić Morpheusa do lustra, wcześniej skanując zaklęciem pomieszczenie w poszukiwaniu ewentualnych pułapek. On pytał Brenny, a Brenna... W zasadzie mogłaby mówić do ściany, bo mężczyzna którego skuła, zacisnął usta i odwrócił głowę. Ani myślał odpowiadać na jej pytanie.
Rodolphus odwrócił się w stronę Niewymownego, by o coś dopytać, skoro Brenna doskonale radziła sobie sama, ale powieka mu drgnęła. Nie spodziewał się takiego widoku, bo przecież gdy Longbottom używał przy nim swoich umiejętności, te nigdy nie odciskały na nim aż takiego piętna. Nie to, żeby współpracowali codziennie, ale przecież znali się jako-tako, a krwawienie z oczu to nigdy nie był dobry objaw. Różdżka była poza zasięgiem skutego czarodzieja, którego przejęła Brenna - on sam więc zdecydowanym krokiem podszedł do Morpheusa, pomny tego, że mijali pułapkę na schodach i tutaj też może czekać na nich niespodzianka. Dlatego niczego nie dotykał i wracał dokładnie tą samą ścieżką, którą przyszedł.
- Chodź - mocno chwycił Longbottoma za rękę i przewiesił ją sobie przez ramię, w zasadzie wydając mu polecenie, a nie prosząc czy łaskawy Niewymowny zechce się na nim wesprzeć. Przez myśl tylko mu przemknęło, że chyba musi zacząć ubierać się cały na czarno, bo to już - kurwa - kolejna sytuacja, w której jego biała koszula jest zagrożona kontaktem z krwią. A pomyślałby kto, że w Departamencie Tajemnic zagrożonym jest się tylko z poziomu szaleństwa. - Wyjdziemy lustrem?
Powtórzył po Brennie, mając zamiar ostrożnie, krok po kroku, doprowadzić Morpheusa do lustra, wcześniej skanując zaklęciem pomieszczenie w poszukiwaniu ewentualnych pułapek. On pytał Brenny, a Brenna... W zasadzie mogłaby mówić do ściany, bo mężczyzna którego skuła, zacisnął usta i odwrócił głowę. Ani myślał odpowiadać na jej pytanie.