Wszyscy teraz mieli dużo na głowie. Nie czuła się w tym specjalnie wyjątkowa. Czasem myślała o tym, jak beztrosko wyglądały ich życia jeszcze kilka lat temu, gdy nie musieli angażować się w ten cały konflikt. Teraz nie mogli sobie często pozwolić na podobne wybryki, na całe szczęście nie zapomnieli o tym, jak to jest być nieodpowiedzialnym, nadal w wyjątkowych sytuacjach potrafili sobie z tym poradzić.
- Awww, słabość, i to wszystko zaczęło się, kiedy spotkałeś mnie w piaskownicy. - Sama była zdziwiona, że ich relacja przetrwała lata, bo wiele ich różniło, przede wszystkim sam status społeczny, ona była nikim, Longbottom wręcz przeciwnie, miał zadatki na to, aby zostać jednym z najbardziej znanych czarodziejów w całym magicznym świecie. Mimo wszystko nadal znajdował dla niej miejsce w swoim życiu. Dość jednak tych rozmyślań, bo zaraz się wzruszy i tyle będzie z dobrej zabawy.
- Tak właśnie miało brzmieć, ciesz się tym, póki doceniam twoje unikalne umiejętności. - Rzadko kiedy była taka wylewna, gdy piła jednak nie miała problemu z rzucaniem komplementów na prawo i lewo. Robiła się bardzo sentymentalna i uczuciowa, mogło się to skończyć w różny sposób. - No tak, jak dziedzic przejmie władzę, to nie będzie już miał czasu dla swoich poddanych, wszystko jasne. - Zaśmiała się, wyobraziła sobie Erika z koroną na głowie i berłem w dłoni, który rzucał rozkazami na prawo i lewo, był to widok naprawdę zabawny.
Na całe szczęście Figg była lekka niczym piórko, z racji na swoją drobną budowę ciała. To ułatwiało tę podróż, którą rozpoczęli, chyba taczka sama w sobie więcej ważyła, niżeli ona sama.
Oczywiście nie wymagała od Erika jakiegoś ogromnego zaangażowania i tak wykazał się ogromną łaską, że postanowił ją dowieźć do babki. Mało kto by się przejął jej problemem z chodzeniem, a on zorganizował jej taki wspaniały transport.
- Dziękuję za ciepłe słówka, na ciebie zawsze można liczyć, muszę cię jednak zmartwić, jeśli ja mam nieuleczalnego fioła, to ty również. - Tak na pocieszenie. Puściła się jedną ręką, żeby wlać sobie do gardła jeszcze więcej alkoholu, robiła to strasznie nieudolnie i trochę go na siebie wylała, ale zupełnie jej to nie obchodziło.
Parsknęła śmiechem, słysząc jego kolejny komentarz. - To zależy wiesz, chyba od umiejętności prowadzącego, najważniejsze, żeby się upewnić iż druga strona jest zadowolona, a wymagania spełnione. - Nie mogła przestać się śmiać, bo ta rozmowa zdecydowanie zmierzała w dziwną stronę, dawno nie czuła się tak lekko, jakby wszystkie troski gdzieś zniknęły.
Przemierzali Dolinę Godryka w całkiem szybkim tempie, mijali kolejne podwórka i domy, gdzieniegdzie paliło się jeszcze światło. Oby nikt ich nie wypatrzył tej nocy, bo wziąłby ich za mocno stukniętych, kto normalny jeździł taczką o tej porze?
Zauważyła ruch na jednej z posesji, zmrużyła oczy, aby zobaczyć, czymże jest on spowodowany. Trudno jej się jednak było skupić, wypity alkohol uderzał we wszystkie zmysły, w ten wzroku również. Reagowała za wolno, żeby wyłapać to co się działo. Może jej się wydawało. Jednak nie. Jakiś szalony drapieżnik postanowił wskoczyć na taczkę. Nora pisnęła głośno przerażona i podskoczyła, prawie wypadła z tej taczki. - ERIK, on się na mnie patrzy, chce mnie zabić! - Nie mogła się jednak wygramolić z pojazdu, pozostawała więc jej jedynie panika.