25.02.2024, 11:37 ✶
Normalnie by parsknął na to nieudane wyzwisko, bo nie wiedzieć czemu - okropnie go to rozśmieszyło. Nie zrobił tego jednak, lecz nie był w stanie ukryć kpiącego, krzywego uśmieszku, który wygiął jego usta. Wiedział, że powinien pozostać poważny i spokojny, ale tak po prawdzie miał już dosyć maskarady i naprawdę świerzbiło go, by mężczyźnie po prostu przypierdolić. Ale słyszał co mówi Brenna, widział że zachowuje spokój, więc tylko zacisnął szczęki, zmywając z twarzy uśmiech. Odchrząknął, żeby go zamaskować, ale chyba niezbyt dobrze.
Na szczęście funkcjonariusz, który przed nimi stał, miał więcej oleju w głowie - przynajmniej tak to wyglądało. Być może ich sprawdzał, a być może to faktycznie efekt uboczny zaklęcia, bo mimo napiętej jak struna postawy, odrobinę przesunął rękę. Odsunął ją od pistoletu, ale nie zabrał jej całkowicie. Jakby nie do końca im ufał. Być może gdyby przyszli do niego na komisariat, a nie do domu, to sprawy miałyby się zupełnie inaczej.
- Jak mówiłem: przy Haringey. Wiemy, że zna się długo z Rose, Marie i Candy - to ostatnie to pseudonim, nie doszliśmy jeszcze do nazwiska. Cała trójka się zna - powiedział w końcu, przenosząc wzrok z Brenny na Aidana i z powrotem. - Będziecie nas informować, jeżeli czegoś się dowiecie? Prostytutki niezbyt lubią się powtarzać.
Och, jeszcze mieliby odwalić za niego część roboty. I jeszcze spowiadać się z własnego śledztwa.
- Odezwiemy się do pana - powiedział spokojnie Aidan, chociaż w środku szalał z wściekłości. Naprawdę ktoś temu staruchowi powinien przetrącić nos, skoro tak bezczelnie odzywał się do rzekomo wyższych rangą.
Na szczęście funkcjonariusz, który przed nimi stał, miał więcej oleju w głowie - przynajmniej tak to wyglądało. Być może ich sprawdzał, a być może to faktycznie efekt uboczny zaklęcia, bo mimo napiętej jak struna postawy, odrobinę przesunął rękę. Odsunął ją od pistoletu, ale nie zabrał jej całkowicie. Jakby nie do końca im ufał. Być może gdyby przyszli do niego na komisariat, a nie do domu, to sprawy miałyby się zupełnie inaczej.
- Jak mówiłem: przy Haringey. Wiemy, że zna się długo z Rose, Marie i Candy - to ostatnie to pseudonim, nie doszliśmy jeszcze do nazwiska. Cała trójka się zna - powiedział w końcu, przenosząc wzrok z Brenny na Aidana i z powrotem. - Będziecie nas informować, jeżeli czegoś się dowiecie? Prostytutki niezbyt lubią się powtarzać.
Och, jeszcze mieliby odwalić za niego część roboty. I jeszcze spowiadać się z własnego śledztwa.
- Odezwiemy się do pana - powiedział spokojnie Aidan, chociaż w środku szalał z wściekłości. Naprawdę ktoś temu staruchowi powinien przetrącić nos, skoro tak bezczelnie odzywał się do rzekomo wyższych rangą.