Renigaldowi nie podobało się wiele rzeczy. Gdyby ktoś zapytał o to Penny, zapewne odpowiedziałaby, że w przypadku Malfoya zawsze coś musi być nie takim. Nieodpowiednim. Może po prostu lubił sobie ponarzekać? Pomarudzić? Niektórzy w końu tak mieli. Nie zamierzała oceniać. Nie zamierzała też odpuszczać. Naciskała, chcąc dostać właśnie to, na co miała ochotę. To, co było jej zwyczajnie potrzebne.
- Podejrzewam, że po którymś takim przyjęciu z rzędu, każde kolejne musi wydawać się strasznie nudne. - zauważyła. Czasami zmiany były potrzebne. Czasami dobrze było sięgnąć po coś nowego. Świeżego. Innego niż zwykle. Mogło to okazać się wręcz ożywczym. W końcu jak długo ludzie chcieli dostawać tego samego, wciąż na nowo odgrzewanego kotleta? Kiedyś musiał stać się niestrawnym. Niesmacznym?
Podczas gdy Malfoy nie zjawił się tutaj po to, żeby podziwiać widoki, Weasley nie miała nic przeciwko temu, żeby poświęcić nieco czasu na tak przyjemną czynność. Chętnie stanęłaby z boku. Chłonęłaby to, co znajdywało się przed jej oczyma.
Może będzie jej dane zrobić to później?
Przyjęła podaną przez blondyna lampkę wina. Nie uniosła jej jednak do ust. Nie napiła się. Po części dlatego, że nie była pewna czyn powinna to zrobić. Po części z tego względu, że nie chciała zbyt szybko sięgać po alkohol. Nawet jeśli był to tylko i wyłącznie szampan. Zależało jej na tym, aby przed ludźmi na tym przyjęciu zaprezentować się ze względnie dobrej strony. Zrobić odpowiednie, pierwsze wrażenie.
- Trzeba było powiedzieć, zabrałabym z domu pelerynę niewidkę. - powstrzymała się od prychnięcia. Nie ugryzła się natomiast w język. Nie odpuściła sobie do końca. Nawet gdyby chciała, prawdopodobnie nie potrafiła tego zrobić.
Nie podejrzewała go o bycie jasnowidzem. Jakoś jej do tego nie pasował. Liczyła natomiast na to, że będzie względnie dobrze zorientowany. Przecież wcześniej wiedział, czego potrzebowała. No ale tak to było liczyć na Malfoya. Najwyraźniej blondyn uznał, że ze swojej części umowy wywiązał się już samym zabraniem jej na to przyjęcie.
Będzie musiała się później jakoś za to odegrać.
Zdecydowanie tak.
- Oczywiście, skarbie. - zaszczebiotała, niemalże perfekcyjnie naśladując wszystkie te rozchichotane panny, którym zależało tylko i wyłącznie na tym, żeby kogoś takiego jak Malfoy zaciągnąć prosto przed oblicze urzędnika.
Ujęła jego ramie i pozwoliła, żeby poprowadził ją w dowolnie wybranym kierunku. W końcu sam lepiej się tutaj odnajdywał. Musiała na nim polegać. Oby tylko nie żałowała później swojej decyzji. Tej całej umowy.
- Przed kim uciekamy? - zainteresowała się, będąc na tyle spostrzegawczą, żeby połapać się w tym, że nagle zmienił kierunek. Nie znała jego matki, jego bliskich. Nigdy to Penny nie interesowało. Nie miała więc szansy na to, żeby ją rozpoznać. W czymkolwiek się tutaj połapać. Mogła mieć jedynie pewne podejrzenia.
Zatrzymując się przy bufecie, rzuciła okiem na stół. Jego zawartość. Wybór był spory, część z tych różności widziała na oczy po raz pierwszy. Nie wiedziała czym były te dania, przekąski, przystawki, ani jak należało je jeść. Tylko czy zamierzała się do tego przyznawać? Zamiast odezwać się chociaż słowem, pozwoliła sobie wreszcie upić łyk szampana. Nieduży. Zachowując przy tym ostrożność.