25.02.2024, 15:35 ✶
Na parkiecie oddycham z ulgą, że Sebastiana jednak nie opętało, śmieję się na wyjca od Heather i idę zejść z parkietu.
– Bogom niech będą dzięki, wreszcie brzmisz jak ty! – ucieszyła się Brenna szczerze, kiedy Sebastian zaczął tłumaczyć, że egzorcyzmy to poważne przedsięwzięcie. Oczywiście puszczała samą treść pomimo uszu, bardziej skupiona na jej formie: a ta wreszcie pasowała do Sebastiana Macmillana, którego znała. Zwłaszcza te przemycone przytyki wobec jej osoby, tak, tutaj wszystko się zgadzało. Ulżyło Brennie przeogromnie, bo stężenie absurdu sięgało już zenitu, a przecież to nie tak, że już nie miała ochoty iść walnąć głową o jakąś dowolną powierzchnię płaską po rozmowie z Atreusem – nie zrobiła tego dlatego, że urządziła tę imprezę i powinna dbać o gości.
Zwolniła również, odruchowo dostosowując krok, i starając się nie pozwolić, by któreś z nich podeptało drugie. Nie umknęło jej uwagi ani że egzorcysta najpierw wyglądał tak, jakby zobaczył przed sobą diabła – zwykle robił taką minę kiedy ją widział, ale przechodziło po paru sekundach – a potem cały się zaczerwienił i jeszcze postanowił krzyczeć na parkiecie.
– Moje czary? Sądzisz, że rzucam na ludzi zaklęcia, żeby opowiadali mi, że wyglądam jak ofiara opętań? – spytała, i starała się brzmieć poważnie, bo zrobiło się jej trochę szkoda mężczyzny, ale nie do końca wyszło, uśmiech czaił się gdzieś w kącikach ust. – Nie przejmuj się, to nic wielkiego. Obiecuję nigdy więcej słowem o tym nie wspomnieć, spuśćmy na to zasłonę milczenia. I porozmawiam z nim zaraz. Z barmanem, to znaczy. Nie mam pojęcia, co mogło zadziałać w ten sposób. Może jesteś szczególnie podatny na jakiś składnik?
Albo jednak dolali eliksiry miłosne do drinków, uznając, że bez tego nie ma zabawy. Nie wpadało jej do głowy, że to drink na kłamstwo – w końcu ten utrudniał mówienie prawdy, ale żeby od razu zachęcał do recytowania poezji?
A potem nie wytrzymała się i roześmiała się, puszczając jego dłoń, gdy dźwięki Yesterday umilkły, on zaś postanowił skomplementować jej sukienkę. Ten komplement w zestawieniu z resztą rozmowy był po prostu tak straszliwie zabawny.
– Dziękuję, pasuje ci ten pył z pierścionka – odwdzięczyła się, a potem…
…wyjec?
Brenna zesztywniała, uśmiech natychmiast znikł z jej ust. Opuściła dłoń ku ukrytej magią kieszeni – bo tak, nie było mowy, by nie miała przy sobie różdżki, więc krawiec miał tu specjalne zamówienie – niemal pewna, że stało się coś bardzo złego, a ona była chyba jedyną trzeźwą członkinią Zakonu na Sali…
Ale nie.
To nie było wezwanie.
Przysłoniła usta, powstrzymując kolejny śmiech, tym razem i radości, i rozbawienia. Heather więc dostała czego chciała i oczywiście czuła się w obowiązku natychmiast poinformować o tym Brennę.
– No cóż, chyba wiosną odbędzie się znacznie większa impreza – oświadczyła, ruszając do zejścia z parkietu. Po jej ustach błąkał się lekki uśmiech.
– Bogom niech będą dzięki, wreszcie brzmisz jak ty! – ucieszyła się Brenna szczerze, kiedy Sebastian zaczął tłumaczyć, że egzorcyzmy to poważne przedsięwzięcie. Oczywiście puszczała samą treść pomimo uszu, bardziej skupiona na jej formie: a ta wreszcie pasowała do Sebastiana Macmillana, którego znała. Zwłaszcza te przemycone przytyki wobec jej osoby, tak, tutaj wszystko się zgadzało. Ulżyło Brennie przeogromnie, bo stężenie absurdu sięgało już zenitu, a przecież to nie tak, że już nie miała ochoty iść walnąć głową o jakąś dowolną powierzchnię płaską po rozmowie z Atreusem – nie zrobiła tego dlatego, że urządziła tę imprezę i powinna dbać o gości.
Zwolniła również, odruchowo dostosowując krok, i starając się nie pozwolić, by któreś z nich podeptało drugie. Nie umknęło jej uwagi ani że egzorcysta najpierw wyglądał tak, jakby zobaczył przed sobą diabła – zwykle robił taką minę kiedy ją widział, ale przechodziło po paru sekundach – a potem cały się zaczerwienił i jeszcze postanowił krzyczeć na parkiecie.
– Moje czary? Sądzisz, że rzucam na ludzi zaklęcia, żeby opowiadali mi, że wyglądam jak ofiara opętań? – spytała, i starała się brzmieć poważnie, bo zrobiło się jej trochę szkoda mężczyzny, ale nie do końca wyszło, uśmiech czaił się gdzieś w kącikach ust. – Nie przejmuj się, to nic wielkiego. Obiecuję nigdy więcej słowem o tym nie wspomnieć, spuśćmy na to zasłonę milczenia. I porozmawiam z nim zaraz. Z barmanem, to znaczy. Nie mam pojęcia, co mogło zadziałać w ten sposób. Może jesteś szczególnie podatny na jakiś składnik?
Albo jednak dolali eliksiry miłosne do drinków, uznając, że bez tego nie ma zabawy. Nie wpadało jej do głowy, że to drink na kłamstwo – w końcu ten utrudniał mówienie prawdy, ale żeby od razu zachęcał do recytowania poezji?
A potem nie wytrzymała się i roześmiała się, puszczając jego dłoń, gdy dźwięki Yesterday umilkły, on zaś postanowił skomplementować jej sukienkę. Ten komplement w zestawieniu z resztą rozmowy był po prostu tak straszliwie zabawny.
– Dziękuję, pasuje ci ten pył z pierścionka – odwdzięczyła się, a potem…
…wyjec?
Brenna zesztywniała, uśmiech natychmiast znikł z jej ust. Opuściła dłoń ku ukrytej magią kieszeni – bo tak, nie było mowy, by nie miała przy sobie różdżki, więc krawiec miał tu specjalne zamówienie – niemal pewna, że stało się coś bardzo złego, a ona była chyba jedyną trzeźwą członkinią Zakonu na Sali…
Ale nie.
To nie było wezwanie.
Przysłoniła usta, powstrzymując kolejny śmiech, tym razem i radości, i rozbawienia. Heather więc dostała czego chciała i oczywiście czuła się w obowiązku natychmiast poinformować o tym Brennę.
– No cóż, chyba wiosną odbędzie się znacznie większa impreza – oświadczyła, ruszając do zejścia z parkietu. Po jej ustach błąkał się lekki uśmiech.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.