25.02.2024, 17:25 ✶
Nie mówiła nic, a ja tak bardzo chciałem, potrzebowałem wręcz usilnie, żeby cokolwiek powiedziała, w jakikolwiek sposób już zareagowała na to wyznanie. Milczała, wciąż wtulona w moją pierś, a mi się wszystko wywracało w żołądku, w głowie. W pokoju, miałem też wrażenie. Było źle, było tragicznie. Zostałem największym zdrajcą w naszej rodzinie, a przynajmniej tak się czułem; nieświadomy, że Ojciec miał dokonać jeszcze większej zdrady i zniewagi. Ale, cóż, w tej chwili byłem skupiony na sobie, na własnym ego, na własnej niemocy i słabościach, drobnych, ale wielkich zbrodniach, które dokonałem. Zależało mi na Imogen. Była moją żoną, moją partnerką, niezwykłą doradczynią, ciepłem w naszym łożu, a teraz... To wszystko rujnowałem, chcąc... właściwie czego? Gwarancji, że nie posunę się dalej? Że Imogen będzie patrzyła mi na ręce niczym cień? A co z nią? Co z jej uczuciami? Swobodną głową? Żałosne. Ale stało się. Co mogłem zrobić, żeby mi wybaczyła? Czy mogłem w ogóle coś zrobić, żeby się zrehabilitować?
Przycisnąłem ją do piersi, gdzie chciałem ją uwięzić. Tak, uwięzić w moim sercu jak takiego małego kolibra, by trzepotał tam sobie drobny i piękny, zawsze przy mnie, zawsze ze mną. Już na zawsze. Aż do śmierci, tak jak to sobie przyrzekaliśmy na ślubnym kobiercu.
Jej szept był... dziwny. Wziąłem aż głęboki wdech, bo to niestety nie było wszystko.
- Ta perła jest przeklęta. Nie mogę się jej pozbyć. Non stop do mnie wraca, Znajduję ją w różnych zakątkach swojego odzienia. Próbowałem ją porzucać w różnych miejscach, a jest... jest tego statku-widmo. Pewnie niebawem o nim przeczytasz, ale ja... tam prawie zginąłem. Trzykrotnie myślałem, że już po mnie. Brzmi śmieszenie, ale... nikomu tego nie mówiłem. To straszne czuć nadchodzącą śmierć, nieuchronną, nie móc nic z tym zrobić... Ale i tak to nie jest najgorszeee - stwierdziłem opętany emocjami, teraz również zaciskając powieki, a wraz z nimi pięść na przeklętej perle. Brakowało mi tchu, brakowało zwilżenia warg chociażby kroplą wody, ale tyle było do powiedzenia. Nie mogłem z tym czekać, unikać tematu. - Pozbawiłem kogoś życia. Dziewczynę. Właściwie już nie żyła, ale magia podtrzymywała ją... przy życiu? Spała, ledwo oddychała, a ja ją... zabiłem, dobiłem. Może ją uwolniłem z tej klątwy, wiecznego nie-życia, ale... spojrzałem na jej martwe ciało. I nie wiem, co o tym myśleć... To jest coś, czego Oni ode mnie oczekują, wiesz to pewnie... Ja starałem się o tym nie myśleć, ale tak jest - zauważyłem, prostując się niespodziewanie by wyrzucić perłę przed siebie, w jakiś ciemny kąt sypialni. Zostałem naznaczony po raz drugi i po raz drugi nie prosiłem się o to, nie chciałem tego.
- A jeszcze miałem spotkanie... z Czarnym Panem. Ja i kilku innych... Mogłem stanąć po jego lewej stronie, ale... zdjął mnie strach. Nie wiem, czy powinniśmy się wyprowadzać. Boję się, że mogłoby to zostać źle odebrane, że coś tobie... lub dzieciakom... A tego bym nie zniósł - wyznałem przyciszonym głosem; pełen obaw, niepewności, strachu. Tak, za bardzo się bałem, za bardzo ograniczałem, zamiast iść do przodu po żywych czy po trupach. Może nie powinienem szukać źródła większej mocy, tylko siebie i własnej mocy w tej skorupie, w której utknąłem? W tej beznadziei karmionej przez samego siebie? Ale jak, kiedy czułem jak mnie pali Mroczny Znak w przedramię? Kiedy perła znowu znalazła się w mojej kieszeni? Kiedy nie miałem władzy nad Imogen, Vesperą oraz Aveliną? Nie liczyły się ze mną. Byłem nikim.
Z oczu popłynęły mi łzy. W końcu. Czekałem na ten upust emocji od bardzo dawna, tylko żałowałem, że nie byłem w tej chwili w towarzystwie Vespery. Ona bardziej by to zrozumiała. Ona znała mnie z tej najgorszej strony - tej najsłabszej. Ale czasami musiało padać, by potem mogło przyjść słońce.
Przycisnąłem ją do piersi, gdzie chciałem ją uwięzić. Tak, uwięzić w moim sercu jak takiego małego kolibra, by trzepotał tam sobie drobny i piękny, zawsze przy mnie, zawsze ze mną. Już na zawsze. Aż do śmierci, tak jak to sobie przyrzekaliśmy na ślubnym kobiercu.
Jej szept był... dziwny. Wziąłem aż głęboki wdech, bo to niestety nie było wszystko.
- Ta perła jest przeklęta. Nie mogę się jej pozbyć. Non stop do mnie wraca, Znajduję ją w różnych zakątkach swojego odzienia. Próbowałem ją porzucać w różnych miejscach, a jest... jest tego statku-widmo. Pewnie niebawem o nim przeczytasz, ale ja... tam prawie zginąłem. Trzykrotnie myślałem, że już po mnie. Brzmi śmieszenie, ale... nikomu tego nie mówiłem. To straszne czuć nadchodzącą śmierć, nieuchronną, nie móc nic z tym zrobić... Ale i tak to nie jest najgorszeee - stwierdziłem opętany emocjami, teraz również zaciskając powieki, a wraz z nimi pięść na przeklętej perle. Brakowało mi tchu, brakowało zwilżenia warg chociażby kroplą wody, ale tyle było do powiedzenia. Nie mogłem z tym czekać, unikać tematu. - Pozbawiłem kogoś życia. Dziewczynę. Właściwie już nie żyła, ale magia podtrzymywała ją... przy życiu? Spała, ledwo oddychała, a ja ją... zabiłem, dobiłem. Może ją uwolniłem z tej klątwy, wiecznego nie-życia, ale... spojrzałem na jej martwe ciało. I nie wiem, co o tym myśleć... To jest coś, czego Oni ode mnie oczekują, wiesz to pewnie... Ja starałem się o tym nie myśleć, ale tak jest - zauważyłem, prostując się niespodziewanie by wyrzucić perłę przed siebie, w jakiś ciemny kąt sypialni. Zostałem naznaczony po raz drugi i po raz drugi nie prosiłem się o to, nie chciałem tego.
- A jeszcze miałem spotkanie... z Czarnym Panem. Ja i kilku innych... Mogłem stanąć po jego lewej stronie, ale... zdjął mnie strach. Nie wiem, czy powinniśmy się wyprowadzać. Boję się, że mogłoby to zostać źle odebrane, że coś tobie... lub dzieciakom... A tego bym nie zniósł - wyznałem przyciszonym głosem; pełen obaw, niepewności, strachu. Tak, za bardzo się bałem, za bardzo ograniczałem, zamiast iść do przodu po żywych czy po trupach. Może nie powinienem szukać źródła większej mocy, tylko siebie i własnej mocy w tej skorupie, w której utknąłem? W tej beznadziei karmionej przez samego siebie? Ale jak, kiedy czułem jak mnie pali Mroczny Znak w przedramię? Kiedy perła znowu znalazła się w mojej kieszeni? Kiedy nie miałem władzy nad Imogen, Vesperą oraz Aveliną? Nie liczyły się ze mną. Byłem nikim.
Z oczu popłynęły mi łzy. W końcu. Czekałem na ten upust emocji od bardzo dawna, tylko żałowałem, że nie byłem w tej chwili w towarzystwie Vespery. Ona bardziej by to zrozumiała. Ona znała mnie z tej najgorszej strony - tej najsłabszej. Ale czasami musiało padać, by potem mogło przyjść słońce.