25.02.2024, 17:57 ✶
Słowa, które wypowiedziała Brenna, zastanowiły starszego mężczyznę. Jeżeli istniało mocniejsze powiązanie, to dwójka tych smarkaczy go ubiegnie... I co wtedy? Myślał - i to intensywnie, bo przecież ta sprawa mogła być jedną z ważniejszych w jego karierze. Ktoś jednak, awansując Larka na takie stanowisko, najwyraźniej wiedział co robi, bo istniało kilka różnych typów policjantów na tym świecie. Jedna grupa bardzo chciała się wykazać i zwykle to byli młodzi, narwani, którzy nie potrafili odpuścić i poświęcali dobro śledztwa dla własnych korzyści. Kolejną grupą była ta, stojąca na przeciwległym brzegu - to zwykle byli policjanci z doświadczeniem, którzy wiedzieli, że współpraca działowa (a nierzadko i między różnymi organizacjami) była kluczowa, podobnie jak odpuszczanie. Lark nie potrzebował więcej awansów, nie potrzebował rozgłosu. Lecz jeżeli sprawa by się rozwiązała, a on by przypisał sobie część zasług... To by była sytuacja idealna.
- Relacja romantyczna... - powtórzył, strzelając wzrokiem nieco w bok. Przypominał sobie szczegóły na miejscu zbrodni, widać było gołym okiem, że grzebie w odmętach pamięci, próbując ułożyć puzzle we właściwej kolejności. Najpierw ramka, potem reszta. - Tak, było coś, co może na to wskazywać. W pokoju był gramofon, z tego co mówili na recepcji - nie należał do nich. Zabezpieczyliśmy go odpowiednio. Grał, gdy obsługa weszła do środka przy pomocy uniwersalnego klucza. W koszu znajdowała się pusta butelka wina, ale poza tym nic. Żadnych świec, kwiatów czy czegoś takiego.
- Skąd w takim razie założenie, że grający gramofon zmienił charakter tego spotkania? - to nie trzymało się kupy, ale podskórnie już wiedział, jaką odpowiedź usłyszy od Larka.
- Grała na zapętlonym utworze. (They Long to Be) Close to You - powiedział od razu, bo to była jedna z tych rzeczy, których się nie zapomina. - Oprócz tego kto normalnie by przyniósł gramofon na spotkanie z dziwką? Oczywiście nie wykluczamy, że mogła to zrobić sama Annalise, ale to tym bardziej sugeruje, że chciała, by spotkanie było inne.
Aidan spiął się, ale nie na tyle wyraźnie, by Lark coś zauważył. Przestąpił co prawda z nogi na nogę, ale dla osoby trzeciej mogła to być po prostu zwykła zmiana pozycji, bo przecież Parkinson stał niemal w miejscu do tej pory. Mogły mu nogi ścierpnąć.
- O ile wiem, to w domu Mary też były takie ślady, tak jak pani mówi. Ten sam gramofon, ta sama płyta, butelka wina. Zebraliśmy odciski, ale gramofon był wyczyszczony - ale najwyraźniej nie sprawdzili śmieci. Westchnąłby, gdyby tylko mógł. Czuł, że żyłka na skroni zaczyna mu pulsować. Powinni byli przeszukać wszystko, a nie opierać się na jednym powiązaniu - bo chociaż było oczywiste, to przecież nie mieli też gwarancji, że w pokoju hotelowym również przyłożyli się do przeszukania. Ostrożnie wyciągnął rękę i dotknął lekko pleców Brenny, by dać jej znać, że to czas na nich. Czuł, że musi zapalić, a przebywanie z Larkiem w jednym pokoju tylko sprawiało, że się denerwował. - A, jeszcze jedno. W obu mieszkaniach znaleźliśmy różę, po jednej w każdym. Zabraliśmy je, ale nie jesteśmy w stanie powiedzieć, z której kwiaciarni pochodzą.
O, a to było coś nowego. Róża... Róż były tysiące, podobnie jak dostawców tych chwastów. Chyba że ich morderca poszedł na łatwiznę i po prostu kupował je przy miejscu zbroni?
- Były ułożone obok ciał.
- Relacja romantyczna... - powtórzył, strzelając wzrokiem nieco w bok. Przypominał sobie szczegóły na miejscu zbrodni, widać było gołym okiem, że grzebie w odmętach pamięci, próbując ułożyć puzzle we właściwej kolejności. Najpierw ramka, potem reszta. - Tak, było coś, co może na to wskazywać. W pokoju był gramofon, z tego co mówili na recepcji - nie należał do nich. Zabezpieczyliśmy go odpowiednio. Grał, gdy obsługa weszła do środka przy pomocy uniwersalnego klucza. W koszu znajdowała się pusta butelka wina, ale poza tym nic. Żadnych świec, kwiatów czy czegoś takiego.
- Skąd w takim razie założenie, że grający gramofon zmienił charakter tego spotkania? - to nie trzymało się kupy, ale podskórnie już wiedział, jaką odpowiedź usłyszy od Larka.
- Grała na zapętlonym utworze. (They Long to Be) Close to You - powiedział od razu, bo to była jedna z tych rzeczy, których się nie zapomina. - Oprócz tego kto normalnie by przyniósł gramofon na spotkanie z dziwką? Oczywiście nie wykluczamy, że mogła to zrobić sama Annalise, ale to tym bardziej sugeruje, że chciała, by spotkanie było inne.
Aidan spiął się, ale nie na tyle wyraźnie, by Lark coś zauważył. Przestąpił co prawda z nogi na nogę, ale dla osoby trzeciej mogła to być po prostu zwykła zmiana pozycji, bo przecież Parkinson stał niemal w miejscu do tej pory. Mogły mu nogi ścierpnąć.
- O ile wiem, to w domu Mary też były takie ślady, tak jak pani mówi. Ten sam gramofon, ta sama płyta, butelka wina. Zebraliśmy odciski, ale gramofon był wyczyszczony - ale najwyraźniej nie sprawdzili śmieci. Westchnąłby, gdyby tylko mógł. Czuł, że żyłka na skroni zaczyna mu pulsować. Powinni byli przeszukać wszystko, a nie opierać się na jednym powiązaniu - bo chociaż było oczywiste, to przecież nie mieli też gwarancji, że w pokoju hotelowym również przyłożyli się do przeszukania. Ostrożnie wyciągnął rękę i dotknął lekko pleców Brenny, by dać jej znać, że to czas na nich. Czuł, że musi zapalić, a przebywanie z Larkiem w jednym pokoju tylko sprawiało, że się denerwował. - A, jeszcze jedno. W obu mieszkaniach znaleźliśmy różę, po jednej w każdym. Zabraliśmy je, ale nie jesteśmy w stanie powiedzieć, z której kwiaciarni pochodzą.
O, a to było coś nowego. Róża... Róż były tysiące, podobnie jak dostawców tych chwastów. Chyba że ich morderca poszedł na łatwiznę i po prostu kupował je przy miejscu zbroni?
- Były ułożone obok ciał.