25.02.2024, 18:24 ✶
To, co Robert zrobi po tym spotkaniu, wcale go nie interesowało. Mógł wlać w siebie całą butelkę whisky, mógł potem zamknąć się w łazience i szorować całe ciało, próbując zapomnieć o tych wydarzeniach. Bo przecież to, co robili, było niewłaściwe w każdym tego słowa znaczeniu. Czy którykolwiek z nich w ogóle pomyślał o tym, jak to wpłynie na ich dalszą współpracę? Czy to był jednorazowy wyskok, czy Lestrange będzie parł do przodu, łamiąc kolejne bariery dla własnej uciechy? Nie ustalili przecież żadnych zasad tej... "relacji".
Zsunął się z biurka, gdy tylko poczuł lekkie ciągnięcie w stronę Roberta. Nie miał problemu z tym, by gładko stanąć na nogi, chociaż mruknął niezadowolony, gdy pocałunek został przerwany. Uchylił powieki, by móc spojrzeć Robertowi w oczy. Czy on chociaż na chwilę przestanie gadać? Czy tak będzie przez cały czas? Być może faktycznie powinien się wycofać. A być może powinien po prostu zamknąć mu usta. Rodolphus przekrzywił odrobinę głowę i zbliżył się na tyle by mieć jego ucho w zasięgu swoich ust. Reakcje chłopaka były dość... Przewidywalne, patrząc na to, co robił do tej pory i w jaki sposób.
- Mniemam, że mi o tym zaraz powiesz? - odpowiedział cichym pytaniem na pytanie, bo przecież doskonale wiedział, że nawet jeżeli by powiedział, że wie w co się pakuje, to Robert nie omieszkałby mu tego powiedzieć swoimi słowami. Jednocześnie lewą dłoń wślizgnął pod materiał koszulki, w okolicy biodra. Kciukiem zahaczył o krawędź spodni, bo przecież doskonale wiedział, że nawet największe umysły miały pewne... Defekty, które pojawiały się w chwili, gdy do gry wkraczał dotyk. Wystarczyło znaleźć tylko odpowiednie punkty, by całkowicie przyćmić zdrowy rozsądek, zepchnąć logiczne myślenie na dalszy plan - sprawić, że pewne odruchy przejmą nad ciałem całkowitą kontrolę. Do lewej ręki dołączyła prawa, tym razem śmielsza. Wędrowała wzdłuż jego kręgosłupa, w górę, badając grunt i podatność jego ciała na swój dotyk. Jeżeli on jeszcze rozważał zmianę planów, to niestety ale druga strona kompletnie nie brała tego pod uwagę. Nie w chwili, gdy opuszczał głowę i drażnił gorącym oddechem jego szyję.
Zsunął się z biurka, gdy tylko poczuł lekkie ciągnięcie w stronę Roberta. Nie miał problemu z tym, by gładko stanąć na nogi, chociaż mruknął niezadowolony, gdy pocałunek został przerwany. Uchylił powieki, by móc spojrzeć Robertowi w oczy. Czy on chociaż na chwilę przestanie gadać? Czy tak będzie przez cały czas? Być może faktycznie powinien się wycofać. A być może powinien po prostu zamknąć mu usta. Rodolphus przekrzywił odrobinę głowę i zbliżył się na tyle by mieć jego ucho w zasięgu swoich ust. Reakcje chłopaka były dość... Przewidywalne, patrząc na to, co robił do tej pory i w jaki sposób.
- Mniemam, że mi o tym zaraz powiesz? - odpowiedział cichym pytaniem na pytanie, bo przecież doskonale wiedział, że nawet jeżeli by powiedział, że wie w co się pakuje, to Robert nie omieszkałby mu tego powiedzieć swoimi słowami. Jednocześnie lewą dłoń wślizgnął pod materiał koszulki, w okolicy biodra. Kciukiem zahaczył o krawędź spodni, bo przecież doskonale wiedział, że nawet największe umysły miały pewne... Defekty, które pojawiały się w chwili, gdy do gry wkraczał dotyk. Wystarczyło znaleźć tylko odpowiednie punkty, by całkowicie przyćmić zdrowy rozsądek, zepchnąć logiczne myślenie na dalszy plan - sprawić, że pewne odruchy przejmą nad ciałem całkowitą kontrolę. Do lewej ręki dołączyła prawa, tym razem śmielsza. Wędrowała wzdłuż jego kręgosłupa, w górę, badając grunt i podatność jego ciała na swój dotyk. Jeżeli on jeszcze rozważał zmianę planów, to niestety ale druga strona kompletnie nie brała tego pod uwagę. Nie w chwili, gdy opuszczał głowę i drażnił gorącym oddechem jego szyję.