• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 7 8 9 10 11 … 16 Dalej »
[11.1968 ~ Rose Noire] The darker the night, the brighter the stars.

[11.1968 ~ Rose Noire] The darker the night, the brighter the stars.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#2
25.02.2024, 18:51  ✶  

Pokój był jak wiele innych w Rose Noire. Nie wyróżniało go zupełnie nic z prostej przyczyny - to nie było miejsce, w którym Laurent spał, żył i funkcjonował. To było miejsce tylko i wyłącznie zarabiania na ukrycie bólu, jakim był głód za narkotykiem, który trzymał go tutaj na smyczy. Na którym trzymał go Dante, szepcząc do uszka, jak wiele rzeczy wyda się, jeśli tylko szepnie parę słówek jednej czy drugiej osobie. Wszystko to przez to, że przez chwilę człowiek chciał się pobawić. Przez chwilę chciał udać, że nie jest sobą, że może być niegrzecznym chłopcem wyrwanym z ramion jakże grzecznej rodziny. Pogubiłeś się, pobłądziłeś, poteem wszystko już... poszło, poleciało. Spadło na ziemię, bo ciężko jest złapać dzbanek lecący ze stołu, kiedy został potrącony. Dla Laurenta był to wielki błąd, przypadek. Dla Dante starannie zaplanowane potrącenie. Zmuszało skupienie uwagi na tym, co będzie, gdy stłucze się szkło. Odwracało uwagę na to, co mogło dziać się na blacie stołu, jeśli tylko da się okazję do zmian. W sypialni tej więc nie było niczego wielce szczególnego. Charakterystyczny wystrój nie ujawniał niczego nowego - dodatkami błękitu oraz morskich akcentów nawiązywał do prostego faktu, że Laurent był selkie. Tutaj nie było to wielką tajemnicą - było atutem, który się sprzedawał. Biel - białe szaty, w które zawsze się ubierał, też nie odstępowały od znajomych norm. Lukrecja, jak znany był w tym miejscu, przypominał anioła - i na takiego się kreował. Murtagh nie znalazł niczego osobistego. Żadnych zdjęć, żadnych pamiątek, żadnych rzeczy, które mogłyby pomóc zebrać ostrą szpileczkę do wbicia w ciało. Nic, co inni ludzie normalnie sprowadzaliby do miejsca, w którym spędzali swój czas. Głównie dlatego, że Laurent wcale nie bywał tutaj często. Ta sypialnia nie była na jego wyłączność. A może jednak..? Był tutaj tomik wierszy Byrona. Ale to nic "osobistego", ledwo wskazującego na zainteresowania. Co jednak znaleźć mógł to to, co pochowane było w kieszeniach spodni i płaszcza Laurenta, w którym tutaj przyszedł. Które to ubrania teraz wisiały na jednym wieszaku, zdecydowanie wyróżniając się z tych zwiewnych, misternie tkanych kreacji. W nich klucz, ciężki i spory z godłem rodu Prewett - stojącym dęba koniem. Dziennik - ale nie osobisty, w tym dzienniku pozapisywane i pokreślone były różne magiczne istoty, jakieś wycinki z gazet dotyczące rezerwatów, w tym wycinek mówiący o sprzedaży terenu New Forest, czyi nformacje z wyścigów abraksanów. Projekt obroży i szelków dla jarczuka - piekielnej bestii, jak niektórzy mówili - oraz wycena złożonego zamówienia. Trochę galeonów, rzecz jasna. Rachunek z kawiarni, do której musiał ostatnio zajrzeć na ulicy Horyzontalnej.

Laurent nie spodziewał się tego, że KTOŚ będzie na niego czekać. Że znużony przyjdzie z myślą, że może wybrać się do domu, albo uciec najlepiej jak najdalej, żeby nikomu nie pokazywać się w tym żałosnym stanie. Czego jednak się spodziewał i co ciągle stawiało włoski dęba na jego karku to tego, że nie wszystko zawsze idzie dokładnie tak, jak sobie tego zażyczymy. Jak sobie przygotujemy. Niektóre elementy gry wyślizgiwały się z palców jak ten dzbanek. Brzdęk! Przed chwilą cieszyłeś się chłodną, orzeźwiającą wodą, a teraz możesz ją co najwyżej zlizywać z ziemi między drobinkami szkła. Tak to leciało, że kiedy nie jesteś karmiony miłością ze srebrnej łyżeczki to uczysz się ją zlizywać z ostrza noża.

Drzwi się otworzyły, a w nich - odziany w biel spływających po smukłym, porcelanowym ciele szat, które za jego plecami układały się tak, że rzeczywiście można było pomyśleć o skrzydłach. Takich ciągnących się po ziemi, które teraz nieco zostały ukrócone przez ruch dłoni Laurenta, który nerwowo złapał szatę, żeby ją przeciągnąć, żeby nie przeszkadzała mu w chodzeniu po tym ciemnym, czerwonym dywanie. Miękkim dywanie. Rose Noire nie było miejscem, w którym można było zaznać brudu, oj nie. To nie było miejsce, gdzie mogłeś przyjść i wziąć dziwkę na bok, zrobić swoje i odejść. Nie. Zwyczajnie niewielu było na to stać. Jednak przyjść dla towarzystwa, zapłacić za to, żeby któraś z tych istot, jakie Dante zabrał w swoje paluszki, zjadła z tobą kolację, użyczyła ci ust - oj tak, to było bardziej w zasięgu wszystkich. Szczególnie w kwestii Laurenta, którego Dante rzadko zgadzał się wydać. Kiedy jesteś kogoś wystarczająco blisko masz na niego wpływ. Jeśli jednak jesteś zbyt blisko osoby, której piekło wyziera z oczu można stracić skrzydła tak samo szybko, jak Laurent teraz pociągnął szatę, żeby nie przeszkadzała mu, gdy wszedł i zamknął za sobą drzwi.

Mogłeś też dać się zaskoczyć tak samo mocno, jak Laurent, kiedy obrócił się i podskoczył wręcz, kładąc dłoń na poziomie klatki piersiowej.

- Na Merlina... - Przymknął oczy, oparł drugą dłoń na drzwiach, żeby zyskać dla siebie samego równowagę przy zawrotach głowy chwilowych. - Nie zakradaj się tak proszę, Grzechotniku. - Były osoby, których Laurent nie mógłby nie rozpoznać. Bo uważnie obserwował w chwilach trzeźwości otoczenie Dantego. Że zaś te stany trzeźwości od jakiegoś czasu były bardzo często i długie - to i się nauczył. Nauczył na tyle, że postanowił zawalczyć o swoją przyszłość. I o tą rodzinę, którą to podstępne stworzenie, jakim Grzechotnik jest, która mogła być narzędziem szantażu.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurent Prewett (829), Murtagh Macmillan (657)




Wiadomości w tym wątku
[11.1968 ~ Rose Noire] The darker the night, the brighter the stars. - przez Murtagh Macmillan - 20.02.2024, 18:39
RE: [11.1968 ~ Rose Noire] The darker the night, the brighter the stars. - przez Laurent Prewett - 25.02.2024, 18:51

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa