25.02.2024, 20:37 ✶
Cathal zazwyczaj nie bywał absolutnym chamem – ale zasadniczo głównie dlatego, że bycie chamskim wymagało pewnej energii i implikowało, że zależy ci na tym, żeby na takie wypaść, bo jednak nie miał tego w naturze. Za to bezczelny bywał niemal zawsze, bo to z kolei leżało po prostu w jego charakterze. Zdarzało mu się z tą bezczelnością odrobinę przyhamować głównie przy trzech okazjach: gdy chodziło o ciotkę, gdy chodziło o dobro wykopalisk i od czasu do czasu, kiedy kogoś faktycznie lubił i uznawał, że nie będzie mu psuł dnia. W tym wypadku chodziło głównie o tę trzecią opcję. Poza tym łatwiej było przeczekać – sam w końcu też nie chciał psuć sobie wieczoru niepotrzebną kłótnią.
– Nie jestem pewny, czy w całym Londynie znajdziemy jakieś burgery z wiśniami w czekoladzie, ale potem możemy ich poszukać. Z napojem z lodami pójdzie trochę łatwiej – powiedział, a w jego głosie znów pobrzmiewała charakterystyczna nuta kpiny. Kto wie, może faktycznie był gotów później krążyć po niemagicznym Londynie, tylko po to, żeby się przekonać, czy w którejś knajpie za kilka funtów przygotują im taką oryginalną, i prawdopodobnie mało smaczną potrawę.
Drinka zdążył już wypić, więc zszedł po prostu z taboretu – trochę za małego, jak na jego gust – i wyciągnął do McGongall rękę, dużą, silną i pokrytą odciskami oraz drobnymi bliznami, które powstały przez całe lata pracy z pieczęciami oraz włóczenia się po wykopaliskach na całym świecie. Pozwolił się pociągnąć na parkiet, bo jak sama powiedziała, po to tutaj przyszli – i tym razem przynajmniej nie świeciło na niego żadne idiotyczne, różowe światło i nie obserwowała jakaś setka mugoli.
Ten klub miał tę zaletę, że tutaj mogli wtopić się w tłum i kolejnego dnia połowa znajomych nie będzie wiedziała, gdzie byli i co robili, jak to się często zdarzało w magicznym światku.
– Naprawdę? Byłem pewien, że zaraz popędzisz zatrudnić nauczyciela tańca i za dwa tygodnie zaciągniesz mnie tu z powrotem, zaszantażujesz obsługę, by znowu nas wybrali i tym razem zniszczysz mnie na parkiecie – stwierdził, z odrobiną rozbawienia, ujmując jej dłoń i starając się nadążyć za dość żywą melodią, która popłynęła z głośników.
– Nie jestem pewny, czy w całym Londynie znajdziemy jakieś burgery z wiśniami w czekoladzie, ale potem możemy ich poszukać. Z napojem z lodami pójdzie trochę łatwiej – powiedział, a w jego głosie znów pobrzmiewała charakterystyczna nuta kpiny. Kto wie, może faktycznie był gotów później krążyć po niemagicznym Londynie, tylko po to, żeby się przekonać, czy w którejś knajpie za kilka funtów przygotują im taką oryginalną, i prawdopodobnie mało smaczną potrawę.
Drinka zdążył już wypić, więc zszedł po prostu z taboretu – trochę za małego, jak na jego gust – i wyciągnął do McGongall rękę, dużą, silną i pokrytą odciskami oraz drobnymi bliznami, które powstały przez całe lata pracy z pieczęciami oraz włóczenia się po wykopaliskach na całym świecie. Pozwolił się pociągnąć na parkiet, bo jak sama powiedziała, po to tutaj przyszli – i tym razem przynajmniej nie świeciło na niego żadne idiotyczne, różowe światło i nie obserwowała jakaś setka mugoli.
Ten klub miał tę zaletę, że tutaj mogli wtopić się w tłum i kolejnego dnia połowa znajomych nie będzie wiedziała, gdzie byli i co robili, jak to się często zdarzało w magicznym światku.
– Naprawdę? Byłem pewien, że zaraz popędzisz zatrudnić nauczyciela tańca i za dwa tygodnie zaciągniesz mnie tu z powrotem, zaszantażujesz obsługę, by znowu nas wybrali i tym razem zniszczysz mnie na parkiecie – stwierdził, z odrobiną rozbawienia, ujmując jej dłoń i starając się nadążyć za dość żywą melodią, która popłynęła z głośników.