05.12.2022, 19:34 ✶
Znalezienie się w tym tłumie właściwie graniczyło z cudem, ale jakimś dziwnym trafem to właśnie Nora dostrzegła Fergusa. A na dodatek miała towarzystwo.
- Jasne, że załatwimy ci czekoladowe żaby – odpowiedział Ollivander, starając się przekrzyczeć rozgardiasz, by dziewczynka go usłyszała. Zazwyczaj nie lubił dzieci, robiły niepotrzebny bałagan i jeszcze więcej hałasu, ale do Mabel czuł sympatię. Była jak członek rodziny, którego traktował na równi z sobą. Widział w niej trochę kompana do przygód, któremu – tak jak jej matce – nie potrafił odmówić.
Rozejrzał się, szukając straganu za słodyczami, który gdzieś wcześniej rzucił mu się w oczy make zupełnie zapomniał, z której strony. I już miał ruszyć w kierunku, z którego poczuł zapach ciasta i gorącej czekolady, kiedy drogę zagrodziła im Szeptucha. Ta postać przyprawiała go o dreszcze i szczerze powiedziawszy cieszył się, że nie podeszła do niego. Zastanawiał się tylko, co takiego wyszeptała do Nory. Już miał rzucić uwagą, żeby lepiej sprawdziła, czy zawartość jej kieszeni się zgadza, kiedy został na chwilę odepchnięty od swoich towarzyszek. Nie słyszał ich rozmowy, ale widział, że coś było zdecydowanie nie tak. Starsza Figg zdecydowanie straciła swój entuzjazm, podczas gdy młodsza przyglądała się swojej matce z lekkim przerażeniem.
- Coś się stało? – zapytał, zbliżając się do nich i odciągając je nieco od galimatiasu na głównej ścieżce. Nadal jednak poruszali się w kierunku stoiska ze słodyczami. – Jeśli coś ci zabrała, lepiej daj znać teraz, póki jeszcze ją widzę – mruknął, nie spuszczając wzroku z kobiety, która znalazła sobie kolejną ofiarę. Nie ufał jej, ani tym wszystkim zabobonom, w które wierzyła część czarodziejów. Dla niektórych sabaty i wszelkiego rodzaju wizje były świętością, ale Fergus starał się kierować racjonalizmem, choć nie zawsze mu się to udawało – zwłaszcza gdy w grę wchodziło sprawdzenie jakichś teorii, które akurat wpadły mu do głowy.
- Jak myślisz, ile czekoladowych żab jesteś w stanie unieść? – zapytał małą Mabel, próbując jakoś odwrócić myśli dziewczynki od dziwnego zachowania jej mamy. Wyciągnął rękę do siedmiolatki, chcąc zaprowadzić ją pod samo stoisko wypełnione po brzegi czekoladą, karmelem i landrynkami, ale mimo prób uśmiechania się i grania dobrego wujka, nie potrafił nie patrzeć z niepokojem na swoją przyjaciółkę. Czy jedno słowo wyszeptane na ucho naprawdę mogło ją tak wytrącić z równowagi?
- Jasne, że załatwimy ci czekoladowe żaby – odpowiedział Ollivander, starając się przekrzyczeć rozgardiasz, by dziewczynka go usłyszała. Zazwyczaj nie lubił dzieci, robiły niepotrzebny bałagan i jeszcze więcej hałasu, ale do Mabel czuł sympatię. Była jak członek rodziny, którego traktował na równi z sobą. Widział w niej trochę kompana do przygód, któremu – tak jak jej matce – nie potrafił odmówić.
Rozejrzał się, szukając straganu za słodyczami, który gdzieś wcześniej rzucił mu się w oczy make zupełnie zapomniał, z której strony. I już miał ruszyć w kierunku, z którego poczuł zapach ciasta i gorącej czekolady, kiedy drogę zagrodziła im Szeptucha. Ta postać przyprawiała go o dreszcze i szczerze powiedziawszy cieszył się, że nie podeszła do niego. Zastanawiał się tylko, co takiego wyszeptała do Nory. Już miał rzucić uwagą, żeby lepiej sprawdziła, czy zawartość jej kieszeni się zgadza, kiedy został na chwilę odepchnięty od swoich towarzyszek. Nie słyszał ich rozmowy, ale widział, że coś było zdecydowanie nie tak. Starsza Figg zdecydowanie straciła swój entuzjazm, podczas gdy młodsza przyglądała się swojej matce z lekkim przerażeniem.
- Coś się stało? – zapytał, zbliżając się do nich i odciągając je nieco od galimatiasu na głównej ścieżce. Nadal jednak poruszali się w kierunku stoiska ze słodyczami. – Jeśli coś ci zabrała, lepiej daj znać teraz, póki jeszcze ją widzę – mruknął, nie spuszczając wzroku z kobiety, która znalazła sobie kolejną ofiarę. Nie ufał jej, ani tym wszystkim zabobonom, w które wierzyła część czarodziejów. Dla niektórych sabaty i wszelkiego rodzaju wizje były świętością, ale Fergus starał się kierować racjonalizmem, choć nie zawsze mu się to udawało – zwłaszcza gdy w grę wchodziło sprawdzenie jakichś teorii, które akurat wpadły mu do głowy.
- Jak myślisz, ile czekoladowych żab jesteś w stanie unieść? – zapytał małą Mabel, próbując jakoś odwrócić myśli dziewczynki od dziwnego zachowania jej mamy. Wyciągnął rękę do siedmiolatki, chcąc zaprowadzić ją pod samo stoisko wypełnione po brzegi czekoladą, karmelem i landrynkami, ale mimo prób uśmiechania się i grania dobrego wujka, nie potrafił nie patrzeć z niepokojem na swoją przyjaciółkę. Czy jedno słowo wyszeptane na ucho naprawdę mogło ją tak wytrącić z równowagi?