26.02.2024, 10:04 ✶
Wiedział już, że śni. W snach, przynajmniej w teorii, człowieka nie mogła spotkać krzywda – chociaż niektóre przypadki w Anglii, do których doszło ostatnio, udowadniały, że to nie takie proste. Jeżeli jednak zaklęcie snu utrzymałoby się zbyt długo, to było jasne, że skończy jak Alistair. Jeśli to nie magia zabiła mężczyznę, zapewne zrobiło to po prostu to, że się nie obudził – organizm poddał się w końcu, z tej prostej przyczyny, że nie dostarczano mu wody.
Szklana powierzchnia ustąpiła pod dotykiem Morpheusa Longbottoma. Przeszedł przez lustro: zapadł w ciemność, ta jednak go nie pochłonęła. Nie obudził się wprawdzie, ale wciąż był żywy – znalazł się w miejscu, w którym otaczał go mrok, cisza, spokój. Być może była to senna kopia groty, do której zawędrowali na wyspie, która pojawiała się i znikała, nie mógł mieć jednak pewności, bo tutaj ciemność pozostawała nieprzenikniona, nienaruszona żadnym, nawet najsłabszym zaklęciem lumos.
Ciemność była najgęściejsza w jednym miejscu.
Trudno powiedzieć, czy Morpheus zobaczył to swoimi oczyma, Trzecim Okiem czy tylko przeczuwał, że coś tam jest, tak jak czasem we śnie wiesz, że coś cię ściga, chociaż tego nie widzisz. Był to nóż, o czarnej rękojeści. Gdyby wydobyć go z pochwy, zapewne okazałoby się, że i ostrze wykonano z ciemnego metalu – a może tylko ciemnym się stało pod wpływem rzuconych później na nie zaklęć. Longbottom nie pracował wprawdzie w Sali Artefaktów, i nie znał wszystkich jej sekretów, ale dość łatwo było Niewymownemu rozpoznać artefakt, w dodatku artefakt niebezpieczny. Z pewnością magiczny, i być może to on był źródłem zaklęcia, które zesłało na nich wszystkich przedziwne sny. Zdawał się być źródłem mroku, ten emanował z przedmiotu i pochłaniał wszystko dookoła.
Czy broń znajdowała się naprawdę tutaj, we śnie? A może tylko o niej śnił? Tego też nie mógł być pewien: żadna nowość dla kogoś z Departamentu Tajemnic, gdzie rozwiązanie jednej zagadki często oznaczało odnalezienie kilku innych. Gdzie każda odpowiedź przynosiła coraz więcej i więcej pytań.
Mógł ująć ją w dłoń, ale nie mógł obnażyć ostrza.
Tego ktoś z jego wiedzą i umiejętnościami mógł domyśleć się szybko (a może w tym śnie po prostu to rozumiał, może odpowiedź podsuwał mu jego talent?), że po prostu nie była przeznaczona dla jego ręki. Nie odrzucała go całkowicie, ale jego dusza była za mało spaczona, aby mógł faktycznie ją wykorzystać. Tego przedmiotu nie stworzono po to, by bronił czy służył dobrym celom – istniał ukształtowany przez czarną magię tylko po to, aby krzywdzić i niszczyć. I mógł służyć prawdziwie tylko komuś, kto tej krzywdy i zniszczenia autentycznie pragnął.
Odpis do: 1.03.
Szklana powierzchnia ustąpiła pod dotykiem Morpheusa Longbottoma. Przeszedł przez lustro: zapadł w ciemność, ta jednak go nie pochłonęła. Nie obudził się wprawdzie, ale wciąż był żywy – znalazł się w miejscu, w którym otaczał go mrok, cisza, spokój. Być może była to senna kopia groty, do której zawędrowali na wyspie, która pojawiała się i znikała, nie mógł mieć jednak pewności, bo tutaj ciemność pozostawała nieprzenikniona, nienaruszona żadnym, nawet najsłabszym zaklęciem lumos.
Ciemność była najgęściejsza w jednym miejscu.
Trudno powiedzieć, czy Morpheus zobaczył to swoimi oczyma, Trzecim Okiem czy tylko przeczuwał, że coś tam jest, tak jak czasem we śnie wiesz, że coś cię ściga, chociaż tego nie widzisz. Był to nóż, o czarnej rękojeści. Gdyby wydobyć go z pochwy, zapewne okazałoby się, że i ostrze wykonano z ciemnego metalu – a może tylko ciemnym się stało pod wpływem rzuconych później na nie zaklęć. Longbottom nie pracował wprawdzie w Sali Artefaktów, i nie znał wszystkich jej sekretów, ale dość łatwo było Niewymownemu rozpoznać artefakt, w dodatku artefakt niebezpieczny. Z pewnością magiczny, i być może to on był źródłem zaklęcia, które zesłało na nich wszystkich przedziwne sny. Zdawał się być źródłem mroku, ten emanował z przedmiotu i pochłaniał wszystko dookoła.
Czy broń znajdowała się naprawdę tutaj, we śnie? A może tylko o niej śnił? Tego też nie mógł być pewien: żadna nowość dla kogoś z Departamentu Tajemnic, gdzie rozwiązanie jednej zagadki często oznaczało odnalezienie kilku innych. Gdzie każda odpowiedź przynosiła coraz więcej i więcej pytań.
Mógł ująć ją w dłoń, ale nie mógł obnażyć ostrza.
Tego ktoś z jego wiedzą i umiejętnościami mógł domyśleć się szybko (a może w tym śnie po prostu to rozumiał, może odpowiedź podsuwał mu jego talent?), że po prostu nie była przeznaczona dla jego ręki. Nie odrzucała go całkowicie, ale jego dusza była za mało spaczona, aby mógł faktycznie ją wykorzystać. Tego przedmiotu nie stworzono po to, by bronił czy służył dobrym celom – istniał ukształtowany przez czarną magię tylko po to, aby krzywdzić i niszczyć. I mógł służyć prawdziwie tylko komuś, kto tej krzywdy i zniszczenia autentycznie pragnął.
Odpis do: 1.03.