Tak jak Robertowi wspomniał, Richard planował na ostatni tydzień miesiąca, choćby te kilka dni, wrócić do siebie, aby pozamykać kilka spraw i zwolnić z pracy w Ministerstwie, ze względu na przeprowadzkę. Powrót do Londynu na stare śmieci, aby móc być pomocą dla brata na miejscu. Nie musząc kombinować z czasem swojej pracy i żeby odległość nie stanowiła dla nich już problemu. Dzieci mieli odchowane, dorosłe. Mogły iść w swoim kierunku kariery. Biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia, był przekonany, że nie może brata zostawić samego. Nie z klątwą, jakiej się dorobił przez swoją nieostrożność. Jego bezpieczeństwo było zagrożone. I choć Richard długo wahał się z powrotem do Oslo, tak teraz mógł tego dokonać, nim Norweskie Ministerstwo samo wyśle my list z pilnym stawieniem się w celu swojej pracy, lub samo zwolni go nie wyjaśniwszy powodu. Jak miał odejść z pracy, to na ugodowych warunkach, aby nie zmykać sobie w razie czego drogi powrotu.
Powrót do siebie Richard wstępnie zaplanował na jutro. Nie miał zbyt wiele rzeczy do spakowania, jak choćby ten sam plecak, jaki zabrał ponad miesiąc temu. Mógł udać się w podróż świstoklikiem w każdej chwili. Czy to dzisiaj czy jutro. Może i pojutrze. Miał jednak pewne obawy, czy dobrze postąpi zostawiając brata bez ochrony. Od ostatniej rozmowy z bratankiem, rozważał opcję poproszenia go o ”przypilnowanie” Roberta. Wiedząc, że chłopak należy do organizacji śmierciożerców, nie miał powodów do obaw. W dodatku Stanley, był brygadzistą. Rozumieli się wzajemnie pod względem tego zawodu. Mieli opanowane więcej umiejętności. Co więcej, młodemu Borginowi także zależało na bezpieczeństwie jego ojca.
Ubrany w białą koszulę, rozpiętą pod szyją, mając podwinięte rękawy do łokci i granatowe spodnie, skierował się do gabinetu. Jedynego pomieszczenia w tej kamienicy, gdzie najczęściej mógł zastać brata o każdej porze dnia i nocy. Nie pukał. Jest przecież u siebie. Również niejednokrotnie korzystał z tego pomieszczenia, kiedy potrzebował. Otworzył drzwi i kiedy jego wzrok powędrował w kierunku biurka. Zamarł. Przez parę sekund patrzył na scenę odbywającą się przed biurkiem. Nie odezwał się. Powoli zamknął drzwi za sobą. Najpewniej skupieni na sobie, nie zarejestrowali faktu, że ktoś wszedł?
”Bezpieczeństwo twojego brata jest dla mnie priorytetem” – czy w taki sposób, jaki teraz przed sobą widział Richard, zapewnienie bezpieczeństwa Robertowi, miał zapewnić Lestrange? Młodszy o kilka minut od swojego brata Mulciber, patrzył na nich pierw z zaskoczeniem, ale zarazem także wzrokiem chłodnym, poważnym, być może trudnym do określenia, nieprzewidywalnym?Powoli wyjął różdżkę, rzucił zaklęcie wyciszające pomieszczenie, skrzyżował ręce na klatce piersiowej, wciąż w lewej dłoni trzymając swoją magiczną broń. Powoli stawiał kroki, aby zbliżyć się do nich, a może zarejestrują jego obecność? Może nadepnie na którąś z trzeszczących na podłodze desek parkietowych?
- Nie przypominam sobie, abym wiązał was przysięgą małżeńską.Odezwał się w końcu. Jakby nie wytrzymał swojego milczenia, widząc przed sobą to, co widział. Robert na Merlina, miał dzieci. Córka mieszka jeszcze w tej kamienicy. Czy on do jasnej cholery myślał co robił? Jakim też cudem Rodolphus jest w ich posiadłości? Nie słyszał pukania, czy nawet walenia w drzwi. Żaden ze skrzatów nie powiadomił o jego przybyciu. Czy Robert go wezwał? Ten dzień, nie był też terminem ich spotkań, w sprawie składania raportów.
- Tak wygląda wasza tajna praca nad badaniami? A potem kobieta Cię rzuca, bo COŚ widziała?
Zakpił sobie teraz z Rodolphusa, patrząc tak jakby chciał to zaraz posiekać. Mimo iż Richard wiedział, czego mogły dotyczyć ich tajne badania, pozwolił sobie na złośliwość w jego kierunku. Bo przecież, nie ufał mu od samego początku. A teraz, miał potwierdzenie swoich domysłów? Czy może zrodziło to nowe obawy? Czy Lestrange, planował owinąć sobie wokół siebie Roberta i wykorzystać? Młody a głupi. Najgorsze w tym, że widziane nici powiązań mogły wciąż pokazywać to samo - ich relację pozytywną. To było naprawdę niepokojące.
Richard nie spuszczał wzroku z Rodolphusa. Na Roberta na razie nie spoglądał. Z boku można było mieć wrażenie, jakby młodszy, teraz stał się starszym. Karcącym starszym bratem, jak nie ojcem. Robert, zdecydowanie źle dobierał sobie partnerów do współpracy. O ile Richard był tolerancyjny względem związków różnej i tej samej płci, w tym przypadku nie mógł pozwolić bratu na popełnienie kolejnych błędów. Jak było z Henriettą.