26.02.2024, 13:29 ✶
Faktycznie nie zarejstrował faktu, że ktoś wszedł do gabinetu. Jak już było wspomniane wcześniej - podobnie jak Robert, Lestrange miał w głowie absolutną pustkę. Ciężko jednak było zignorować ciężkie słowa, przecinające gęstą atmosferę niczym ostry, zimny miecz. Na chwilę zamarł i pewnie by odsunął się gwałtownie od Mulcibera, gdyby nie jeden problem: Rodolphus nie miał wstydu. Praktycznie nie dało się go zawstydzić, a fakt, że zostali przyłapani z Robertem w tak... niecodziennej sytuacji nic dla niego nie znaczył. Owszem, Lestrange nie wyglądał na zachwyconego podobnym obrotem spraw, ale zamiast się burzyć czy czerwienic jak dziewica, po prostu puścił stojącego przed nim mężczyznę i leniwym ruchem obrócił głowę w kierunku drugiego z bliźniaków. Ostrożnie, powoli uniósł prawą dłoń do swoich ust i przejechał po nich kciukiem, niemal wyzywająco, patrząc Richardowi w oczy. Tym gestom towarzyszył bezczelny, nikły uśmiech.
- Ciebie również miło widzieć, Richardzie, jak zawsze zresztą - odpowiedział jadowicie, a jego rysy twarzy stężały. Szaleństwo i rozkosz, która kryła się do tej pory w jego oczach, błyskawicznie zniknęła, gdy tylko drugi z Mulciberów zaczął kierować w jego stronę złośliwości. Powrócił chłód i bystrość umysłu, choć być może nie w takim stopniu, jak zawsze, gdy rozmawiał z osobami, którym nie ufał.
Och, oczywiście widział ten wzrok. Jakby Richard miał ochotę go pochlastać. Skłamałby, gdyby powiedział, że nie sprawiało mu to ogromnej przyjemności, być może nawet podobnej do tej, którą odczuwał jeszcze przed chwilą.
- Nie wiedziałem, że jesteś w domu, bym się przywitał - nie miał zamiaru na razie zapinać koszuli, dawać mu znak że w jakimś stopniu ich zaskoczył i sprawił, że poczuli się niekomfortowo. Być może nie powinien prowokować drugiego bliźniaka, szczególnie gdy tylko z jednym z nich łączyła go przysięga, ale - no właśnie. Młody i głupi. Nie lubił Richarda już od samego początku, także nie uważał, by należały mu się jakiekolwiek wyjaśnienia. Zwłaszcza że o żadne na razie nie prosił.
- Ciebie również miło widzieć, Richardzie, jak zawsze zresztą - odpowiedział jadowicie, a jego rysy twarzy stężały. Szaleństwo i rozkosz, która kryła się do tej pory w jego oczach, błyskawicznie zniknęła, gdy tylko drugi z Mulciberów zaczął kierować w jego stronę złośliwości. Powrócił chłód i bystrość umysłu, choć być może nie w takim stopniu, jak zawsze, gdy rozmawiał z osobami, którym nie ufał.
Och, oczywiście widział ten wzrok. Jakby Richard miał ochotę go pochlastać. Skłamałby, gdyby powiedział, że nie sprawiało mu to ogromnej przyjemności, być może nawet podobnej do tej, którą odczuwał jeszcze przed chwilą.
- Nie wiedziałem, że jesteś w domu, bym się przywitał - nie miał zamiaru na razie zapinać koszuli, dawać mu znak że w jakimś stopniu ich zaskoczył i sprawił, że poczuli się niekomfortowo. Być może nie powinien prowokować drugiego bliźniaka, szczególnie gdy tylko z jednym z nich łączyła go przysięga, ale - no właśnie. Młody i głupi. Nie lubił Richarda już od samego początku, także nie uważał, by należały mu się jakiekolwiek wyjaśnienia. Zwłaszcza że o żadne na razie nie prosił.