Na szczęście nie ważył aż tyle, aby Rodolphus sobie z nim nie poradził. Czasami żartował, że większą część jego wagi stanowią ubrania, chociaż nie była to do końca prawda, bo nie należał do smukłych osób. Siła młodości i determinacji, tak sądził Morpheus, gdyby miał ocenić tężyznę fizyczną Lestrange. Dawał mu raczej wrażenie, kogoś, kto spędza więcej czasu przy biurku, niż goniąc za błotnymi potworami, trollami czy innymi paskudami, a większość wysiłku to przenoszenie wielkich tomiszczy oraz słoików z parafiną. Dodałby do tego zapewne jakieś ćwiczenia tańców towarzyskich, aby nie wyjść na ostatnią gapę i to tyle. Zaskoczyła go za to sama oferta pomocy, bardzo miła, więc bez protestów oparł się na Niewymownym, licząc, że nie pochlapie mu ubrania swoją juchą. Byłoby to niefortunne.
— Albo znajdziemy tam klucz — powiedział Morpheus, wspierając się na Rodolphusie. — Możesz mnie puścić. Tylko daj mi swój łokieć, żebym wyczuwał, gdzie idziesz. To nie pierwszy raz — powiedział, dodając końcówkę, jakby chciał podnieść resztę na duchu, stając pewniej na nogach po kilku krokach. Krew dalej płynęła, powolutku, ale słabość całego ciała odeszła, gdy zorientował się w sytuacji. — Brenno, musisz nas wyprowadzić.
Uśmiechnął się do bratanicy, chociaż wyglądało to raczej groteskowo, bo krew z nosa zabarwiła jego zęby, a oczy, nieruchome, były pokryte cieniutką zasłoną krwi. Jak na dłoni widziała, że przebywanie w pułapce czasoprzestrzennej nadwyrężyło, lekko mówiąc, wujka. Musiał zdać się na nią w kwestii rozwiązania całego galimatiasu. Cóż, dwójka czarodziejów oraz dwa bagaże, jeden bardziej chętny do współpracy, drugi mniej.
— Panie przodem — jeszcze dodał, jakby ból wcale nie rozsadzał mu czaszki. W tym momencie bardzo mocno miał ochotę, aby Lestrange otworzył mu głowę, wyjął z niej jego mózg, naprawił, a później wyrzucił daleko za okno tego przeklętego budynku, aby nie musiał stresować się więcej tym, że świat, w którym istniał, był odmienny od tego, jak widziała reszta. Mógłby go oddać później, bo jednak lubił go, pozbierać te roztrzaskane kawałki, może coś poprawić. Morpheus jednak lubił życie, a ktoś w tej rodzinie musiał myśleć.