26.02.2024, 19:45 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.02.2024, 19:51 przez Pandora Prewett.)
Najfajniejsze w tym wszystkim było to, że nie robił tego na pokaz. Ratował innych z opresji, pomagał i nawet nosił na plecach nie dlatego, żeby wzbudzić podziw u innych, nie dlatego, aby zyskać na popularności i dostać przydomek bohatera - po prostu taki był. W wielkim i silnym ciele, kryje się równie wielkie i dobre serce, co Pandorę akurat bardzo ujmowało. Brunetka nie widziała jeszcze, że nie jest to jednak to, co przyciągało ją najbardziej. Na jego słowa przytaknęła, miał trochę racji, ale też dlatego, że nie umiałaby chyba oddać go swojej kuzynce, dopóki bardzo by tego nie chciał, a na to się nie zapowiadało, ku chwale Merlina. Nazwa miejsca z którego pochodził miała zostać słodką tajemnicą.
Było coś dobrego w braku przyzwyczajenia, bo iskra towarzyszącą zaskoczeniu pozwala kształtować relację, pracować nad nią. Odkrywanie człowieka kawałek po kawałku było fascynujące, uzależniające nawet, gdyby zapytać o to Prewettówne. Zdawała sobie sprawę oczywiście, że z czasem Hjalmar nauczy się tych prostych mechanizmów, które nią kierowały, tylko co wtedy? Czy nie przestanie być dla niego interesująca? Nawet nie była pewna, czy mogła w ten sposób nazywać to, co nim kierowało. Wszystkie jego groźby dotychczas były tylko pstryczkiem w nos, ale czy nie obiecał jej, że to on ją właśnie utopi, gdy przyjdzie jej czas w najładniejszym jeziorze na Islandii? Było to na tyle interesujące, że blondyn był człowiekiem honoru i słowa dotrzymywał, jednak Pandorze było bardzo trudno wyobrazić sobie, że mógłby zrobić komukolwiek krzywdę.
Każda z metod jego odpowiadania była jej znana, ale wciąż nie umiała stwierdzić, kiedy która zostanie użyta. Czasem budził się mruczący niedźwiedź z zimowego snu, a czasem zaskakiwał ją kilkoma słowami, które zdawały się płynąć z jego serca. Nie sądziła, że pojenie go alkoholem w celu skłonienia do rozmowy było słuszne, bo czy warto było uzyskiwać odpowiedź na pytania, których później nie pamiętał? Wierzyła, że istnieją inne sposoby, tylko po prostu ich jeszcze nie znalazła, co nie oznaczało, że nie zamierzała ich szukać.
Zawiłe słowa sprawiły, że dziewczyna na kilka sekund uniosła brwi, podążając spojrzeniem w stronę jego oczu, będąc chyba pod wrażeniem, jak sobie to wymyślił. Zaśmiała się cicho, kręcąc delikatnie głową, nie mogąc widocznie już tego powstrzymać w obawie o zrobienie sobie dziury w policzku. - A więc tak to sobie wymyśliłeś? - zaczęła z nutą rozbawienia w głosie, który nadal pozostawał jednak cichszy niż zwykle. Kłamstwem byłoby jednak stwierdzenie, że wypowiadane przez niego słowa jej nie ucieszyły, czego najlepszym dowodem były maleńkie iskierki, które zatańczyły w ciemnych tęczówkach. Możliwe więc, że zinterpretowała je odrobinę po swojemu. - Teraz już będzie łatwiej, skoro musisz i chcesz mnie pilnować.
Jego rozsądek zdawał się trochę na nią wpływać, jakby w jego towarzystwie robiła mniej głupich rzeczy, bardziej starając się myśleć przed ewentualnym wskoczeniem w ogień, ale niestety nie działało to zawsze, kłócąc się niemiłosiernie z jej impulsywnością. Faktycznie, często wpadła w mniejsze lub większe kłopoty, umiejąc jednak z nich wybrnąć. Czasem tylko zdarzało się, że szkoda była większa niż pierwotnie sobie kalkulowała, ale nie miało to znaczenia, było to wpisane, stanowiło część ryzyka dla sposobu życia, który sobą reprezentowała. Perspektywa zamknięcia w czymkolwiek jednak bardzo by się jej nie spodobała, nawet jeśli miało to być dla jej dobra. Kto wiedział, jaki byłby efekt podcięcia jej skrzydeł?
Niektórzy jednak próbowali to robić, uparcie chcąc podporządkować sobie chaos, który przecież w teorii nie mógł zostać okiełznany.
Miał rację, musiała się z tym wszystkim oswoić, pozwolić temu dojrzeć, aby stłamsić wewnętrzny bunt na taką kolej rzeczy. Jej niezadowolenie, jak zwykle malowało się na całej twarzy, przez co jakakolwiek próba ukrycia go była bezcelowa. Gdzieś tam wewnątrz wiedziała przecież, że musiał nauczyć się z tym żyć, przejść do porządku dziennego aby nie zwariować. I było to godnie podziwu, że przekładał zawsze bezpieczeństwo innych ponad własny komfort, nie była pewna, czy ona by tak umiała. Cokolwiek spowodowało, że pozwolił jej zostać w swoim życiu, nawet jeśli niosło to ze sobą ryzyko ewentualnego zawału - była wdzięczna i szczęśliwa, że tak wyszło. Po spotkaniu w lesie nie sądziła przecież, że się do niej będzie umiał, a przede wszystkim chciała przekonać. Los bywał kapryśny, przewrotnie kierował ludźmi, ale lubiła wierzyć, że zwykle pojawiali się w swoim życiu z konkretnym powodem. Chciała podziękować, a skończyło się tym, że nie mogła doczekać się kolejnego spotkania i spędzenia z nim czasu.
I znów nie mogła powstrzymać uśmieszku, gdy się zaśmiał, zwłaszcza że nie wpadła na niego celowo wtedy. Nie rozglądała się, nie patrzyła pod nogi, chyba zafascynowana owcą z dzwonkiem, a w następnej sekundzie jej niezdarność sprawiła, że wpadła na Hjalmara. Sama była zaskoczona, robiąc jednak dobrą minę, nie kryjąc radości. Pewnie dlatego, że po osiłkach zaczepki się spodziewał, a po dziewczynie w białej sukience w żółte kwiatki to już niekoniecznie. - No trochę jednak zależy, ale jeśli zostawiasz decyzję mnie, to wezmę za nią odpowiedzialność.
Zapewne nie miałaby nic przeciwko niewinnemu wykorzystywaniu jej w taki sposób. Gdyby to był ktoś inny, oponowalaby, ale w tym przypadku była gotowa pójść mu na rękę. Nawet jeśli z innych powodów, obydwie strony mogły czerpać z tego przecież korzyść i wzajemnie umilić lub też ułatwić sobie życie.
Może Hjalmar potrzebowała tego efektu zaskoczenia w życiu podporządkowanym likantropi? Jego codzienność była stabilna i bezpieczna, przez co czasem mógł tęsknić za niosąca ryzyko adrenaliną, która mogła skończyć się zawsze poczuciem zagrożenia i ewentualną przemianą. A z drugiej strony była Pandora, która w swoim zabieganiu i chaosie, potrzebowała chyba tej aury bezpieczeństwa i spokoju, którą jej dawał. Byli różni, a jednak umieli się tak dobrze uzupełnić, gdyby dokładniej się temu przyjrzeć. Z pewnością nie chciała doprowadzać go do stanu zawałowego, migotania przedsionków i miałaby paskudne wyrzuty sumienia. Bo przecież nigdy nie chciałaby, żeby coś mu się stało, zrobiłaby wszystko, aby temu zapobiec i zdecydowanie powinien jej o tym wspomnieć, aby zmniejszyć ryzyko. Z drugiej strony, łatwiej było coś zrobić niż znaleźć odpowiednie słowa, aby przekazać to, co miała na myśli. Pytania też nie zawsze były właściwym rozwiązaniem, zwłaszcza jeśli było się taką trochę zachłanną kobietą.
Chciała czuć, że żyje i nie żałować - tylko tyle i aż tyle. Chciała być panią własnego losu, decydować o każdej chwili, kierując się znacznie częściej sercem niż rozumem, bo ono przecież lepiej rozumiało to, czego chciała. Obecnie zdawało się, że jej uwaga skupiała się głównie na właścicielu niebieskich oczu, który przyciągał ja do siebie w niewyjaśniony lub raczej niezrozumiały dla niej jeszcze sposób. Nie mogła odwrócić wzroku.
Tylko czy on naprawdę chciał, był w stanie znieść to wszystko, bez uszczerbku na zdrowiu lub bez utraty cierpliwości? Powinna była pomyśleć o tym wcześniej, zanim nieporadnie spróbowała zamknąć go we własnych ramionach, pozwalając sobie bezmyślnie zatonąć w jego ustach. Nie podejrzewała, że zakrawa to aż o zamach.
Czasem trzeba było po prostu brać rzeczy takimi, jakimi były. Na Lithcie pocałowała go przelotnie, pośpiesznie i z pewną dozą figlarności, a teraz wszystko było zupełnie inne, subtelniejsze i pozbawione jakiegokolwiek pośpiechu, jakby chciała sama cieszyć się tym dłużej, nie mogąc oderwać od niego ust. Jego reakcja też zdawała się jej odrobinę inna, nie tak przerażona i zszokowana, jak za pierwszym razem. Uśmiechnęła się pod nosem rozbawiona jego komentarzem, chociaż wcale nie pozwoliłaby mu rozerwać swoich pluszaków. - Obawiam się, że sam zdradzasz swoje sekrety.. Nie pozwalam jednak Ci się samemu rozerwać na strzępy. - odpowiedziała, przymykając oczy, pozwalając swojemu ciału się zrelaksować, czego nie mógł nie zauważyć, gdy przytuliła się do niego jakoś inaczej, niż chwilę temu. Głaskanie po głowie działało cuda, nie tylko w kwestii jego sióstr. Pomyślała sobie też, że może właśnie ten jeden komentarz był iskrą do jej bezmyślnego zachowania, prowodyrem całego tego poranka, go nie mogła wyrzucić go z głowy. Słuchanie uderzającego w klatce piersiowej Hjalmara serca było przyjemne, rytmiczne i uspokaja ją równie mocno, co jego palce przemykające po pogrążonych w chaosie włosach. Nie brzmiał wiarygodnie, ale nie miała zamiaru mu tego mówić, żeby się już bardziej nie denerwował. Zamiast tego wpadła na lepszy pomysł. Niechętnie, nawet jeśli i tak miała to za chwilę zrobić, odsunęła się i odszukała jego ręki, pozwalając sobie nią pokierować. Na krótką chwilę chwyciła jego palce w swoje, układając je na swojej bluzce, gdzie była kiszonka z haftem. Materiał zdawał się drżeć od silnych uderzeń, które przyjemnym dreszczem rozchodziły się po jej ciele. - Masz rację, w porządku.
Trudno było się nie zgodzić, bo pomimo tysiąca wyrzutów sumienia i jeszcze większej ilości pytań kłębiących się w jej głowie, tkwienie w jego dużych, odrobinę nieporadnych i okraszonych niewinnością dłoniach wydawało się Pandorze nadzwyczaj właściwe. Przyjemne.
Podniosła na niego błyszczące spojrzenie z pewną obawą, że bezkresny błękit przysłonią jakieś burzowe chmury, ale nic takiego nie znalazła, ku własnemu zadowoleniu. Dało jej to pewne przeświadczenie, że impulsywnie i chciwie podejmowane decyzje, działania właściwie, może nie były takie złe, a konsekwencją wcale nie będzie zepsucie ich relacji. Nie umiała jej określić, nie ogarnęła jeszcze tego wszystkiego, co się działo w jej wnętrzu - wiedziała tylko, że mogłaby się przyzwyczaić. Do tego, że był blisko, że wcale nie wypuścił jej z rąk pomimo tej przemykające po jego twarzy i objawiającej się drobnym drżeniem, nieśmiałości.
- Przyjemne. - powtórzyła cicho, przez co trudno było stwierdzić, czy dopytywała, zgadzała się z nim czy po prostu powtarzała. Najprawdopodobniej każda odpowiedź była właściwą. Przeniosła wzrok na jego usta, wydając ciche mruknięcie zastanowienia spomiędzy swoich własnych.- Powinnam zrobić to raz jeszcze?
Trochę się z nim droczyła, a trochę mówiła poważnie. Gdy wróciła spojrzeniem do jego oczu, coś się zmieniło. Kolejne słowa sprawiły, że odrobinę się wyprostowała w zaskoczeniu, jakby kolejny raz coś robiło ją na mnóstwo małych kawałeczków, a potem jednym zaklęciem sprawiło, że wróciła do pierwotnego stanu. Twarz jej złagodniała, uciekła z niej reszta jakiejkolwiek zadziorności, a serce kolejny raz wprawiło biały materiał w ruch, próbując się chyba wyrwać z piersi. Nie przypuszczała, że po tych wszystkich groźbach ot tak jej powie coś takiego. Zupełnie się tego nie spodziewała. Przeniosła spojrzenie gdzieś na bok, czując jak palą ją policzki. I znów jej to robił.- Nie musisz mi dziękować. Nie zrobiłam nic takiego, żebyś musiał to robić.
Skąd miał pewności, że nie zawiedzie? Że nie zrobi jeszcze głupszej rzeczy, niż robiła do tej pory? Pochodzą przecież z dwóch różnych światów, które na wielu płaszczyznach kontrastowały ze sobą, jak noc i dzień.
Ta chwila ciszy jej zupełnie nie przeszkadzała, chociaż faktycznie mogła zwiastować burzę. Islandczyk swoim sposobem bycia sprawiał, że milczenie nie było krępujące. Stanowiło jedynie małe okienko do zebrania myśli czy też złapania oddechu.
Westchnęła, wracając uwagą do jego twarzy i oczu. Kciuki od splecionych na karku palców głaskały jego skórę, a ona czuła się zobowiązana, aby go uprzedzić i poniekąd zostawić wszystko jego decyzji. Nie lubiła oddawać komuś kontroli nad sytuacją, ale tu nie było innego wyjścia. Przecież dotyczyła w większym stopniu jego, niż jej - jego komfortu. Westchnienie z początku wzbudziło niepokój, który skłonił ją do przymknięcia powiek, bo w żaden inny sposób nawet nie drgnęła.
Zdawał sobie sprawę, jak nieodpowiedzialne było pozbawienie jej granic? To jakby odrzucił cały zdrowy rozsądek, pozwalając jej na wszystko. I ta bezradność, jakby on sam stracił kontrolę nad sytuacją. Zwilżyła wargi, dając sobie tym samym odrobinę więcej czasu. Na próżno szukała jednak głosu rozsądku, dawno go nie było, uciekł zagłuszony przez serce.
- A więc bez granic, niech się dzieje co chce. Chyba nie mogę nic na to poradzić. - odpowiedziała w momencie, gdy przesunął nosem po jej nosie, dzięki czemu końcówka wypowiedzi była już rozczulonym chichotem. Korzystaj z pozycji, której była, przesunęła dłonie na krawędź jego policzków, gładząc je palcami. Zrobiła krok lub dwa w jego stronę, zmuszając do tego, aby ostatecznie usiadł na krzesełku, na którym wcześniej siedział. - A więc będę robiła, co chcę, przynajmniej dopóki będziesz wciąż chciał żyć bez granic. Ty też możesz robić co chcesz, nie mam nic przeciwko, ale teraz..- przerwała, dając mu najzwyklejszego w świecie całusa, uprzednio okraszonego cichym mruknięciem zadowolenia i głębokim spojrzeniem w oczy. - Zjedz, dopóki jeszcze chociaż trochę jest ciepłe, musisz być głodny.
Odsunęła się niechętnie, jakby z obawą, że to się wcale nie wydarzyło, a ona sobie więcej na impulsywność nie pozwoli. Zsunęła z włosów gumkę, bo kitka i tak była zniszczona, przeczesując je palcami, wtykając ją na nadgarstek. Podniosła też puszczoną wcześniej łyżkę z podłogi, kierując się do kuchni, żeby ją wrzucić do zlewu i wziąć nowa. Wracając, zgarnęła miskę z wiśniami i malinami, opłukując je pod wodą. - Na deser, jak zjesz. Arbuza mi tym razem mama nie wysłała, ale jak zajrzę do dziadków, to przywiozę. I wezmę Ci kebab od cioteczki. A piłeś kremowe piwo z trzech mioteł?
Mówiąc, usiadła i zamieszała w porzuconej owsiance z ulgą stwierdzając, że ta była jeszcze ciepła. Mówiła o zwykłych rzeczach, aby odrobinę dać odpocząć sercu, ale też pewnie siedzącemu obok blondynowi, dla którego cały ten poranek musiał być naprawdę trudny, do ułożenia sobie w głowie. Nie chciała, żeby czuł się niezręcznie. Pandora była chciwa i egoistyczna, wcale nie miała chęci jeść, ale nie chciała, żeby dostał ataku serca na jej ewentualnie gesty lub słowa, które stłumiła jedynie cichym westchnieniem, a potem wsunięta do ust maliną. Ciężko było ukryć szczęśliwe iskierki w oczach, podkreślone drobnym rumieńcem.
Było coś dobrego w braku przyzwyczajenia, bo iskra towarzyszącą zaskoczeniu pozwala kształtować relację, pracować nad nią. Odkrywanie człowieka kawałek po kawałku było fascynujące, uzależniające nawet, gdyby zapytać o to Prewettówne. Zdawała sobie sprawę oczywiście, że z czasem Hjalmar nauczy się tych prostych mechanizmów, które nią kierowały, tylko co wtedy? Czy nie przestanie być dla niego interesująca? Nawet nie była pewna, czy mogła w ten sposób nazywać to, co nim kierowało. Wszystkie jego groźby dotychczas były tylko pstryczkiem w nos, ale czy nie obiecał jej, że to on ją właśnie utopi, gdy przyjdzie jej czas w najładniejszym jeziorze na Islandii? Było to na tyle interesujące, że blondyn był człowiekiem honoru i słowa dotrzymywał, jednak Pandorze było bardzo trudno wyobrazić sobie, że mógłby zrobić komukolwiek krzywdę.
Każda z metod jego odpowiadania była jej znana, ale wciąż nie umiała stwierdzić, kiedy która zostanie użyta. Czasem budził się mruczący niedźwiedź z zimowego snu, a czasem zaskakiwał ją kilkoma słowami, które zdawały się płynąć z jego serca. Nie sądziła, że pojenie go alkoholem w celu skłonienia do rozmowy było słuszne, bo czy warto było uzyskiwać odpowiedź na pytania, których później nie pamiętał? Wierzyła, że istnieją inne sposoby, tylko po prostu ich jeszcze nie znalazła, co nie oznaczało, że nie zamierzała ich szukać.
Zawiłe słowa sprawiły, że dziewczyna na kilka sekund uniosła brwi, podążając spojrzeniem w stronę jego oczu, będąc chyba pod wrażeniem, jak sobie to wymyślił. Zaśmiała się cicho, kręcąc delikatnie głową, nie mogąc widocznie już tego powstrzymać w obawie o zrobienie sobie dziury w policzku. - A więc tak to sobie wymyśliłeś? - zaczęła z nutą rozbawienia w głosie, który nadal pozostawał jednak cichszy niż zwykle. Kłamstwem byłoby jednak stwierdzenie, że wypowiadane przez niego słowa jej nie ucieszyły, czego najlepszym dowodem były maleńkie iskierki, które zatańczyły w ciemnych tęczówkach. Możliwe więc, że zinterpretowała je odrobinę po swojemu. - Teraz już będzie łatwiej, skoro musisz i chcesz mnie pilnować.
Jego rozsądek zdawał się trochę na nią wpływać, jakby w jego towarzystwie robiła mniej głupich rzeczy, bardziej starając się myśleć przed ewentualnym wskoczeniem w ogień, ale niestety nie działało to zawsze, kłócąc się niemiłosiernie z jej impulsywnością. Faktycznie, często wpadła w mniejsze lub większe kłopoty, umiejąc jednak z nich wybrnąć. Czasem tylko zdarzało się, że szkoda była większa niż pierwotnie sobie kalkulowała, ale nie miało to znaczenia, było to wpisane, stanowiło część ryzyka dla sposobu życia, który sobą reprezentowała. Perspektywa zamknięcia w czymkolwiek jednak bardzo by się jej nie spodobała, nawet jeśli miało to być dla jej dobra. Kto wiedział, jaki byłby efekt podcięcia jej skrzydeł?
Niektórzy jednak próbowali to robić, uparcie chcąc podporządkować sobie chaos, który przecież w teorii nie mógł zostać okiełznany.
Miał rację, musiała się z tym wszystkim oswoić, pozwolić temu dojrzeć, aby stłamsić wewnętrzny bunt na taką kolej rzeczy. Jej niezadowolenie, jak zwykle malowało się na całej twarzy, przez co jakakolwiek próba ukrycia go była bezcelowa. Gdzieś tam wewnątrz wiedziała przecież, że musiał nauczyć się z tym żyć, przejść do porządku dziennego aby nie zwariować. I było to godnie podziwu, że przekładał zawsze bezpieczeństwo innych ponad własny komfort, nie była pewna, czy ona by tak umiała. Cokolwiek spowodowało, że pozwolił jej zostać w swoim życiu, nawet jeśli niosło to ze sobą ryzyko ewentualnego zawału - była wdzięczna i szczęśliwa, że tak wyszło. Po spotkaniu w lesie nie sądziła przecież, że się do niej będzie umiał, a przede wszystkim chciała przekonać. Los bywał kapryśny, przewrotnie kierował ludźmi, ale lubiła wierzyć, że zwykle pojawiali się w swoim życiu z konkretnym powodem. Chciała podziękować, a skończyło się tym, że nie mogła doczekać się kolejnego spotkania i spędzenia z nim czasu.
I znów nie mogła powstrzymać uśmieszku, gdy się zaśmiał, zwłaszcza że nie wpadła na niego celowo wtedy. Nie rozglądała się, nie patrzyła pod nogi, chyba zafascynowana owcą z dzwonkiem, a w następnej sekundzie jej niezdarność sprawiła, że wpadła na Hjalmara. Sama była zaskoczona, robiąc jednak dobrą minę, nie kryjąc radości. Pewnie dlatego, że po osiłkach zaczepki się spodziewał, a po dziewczynie w białej sukience w żółte kwiatki to już niekoniecznie. - No trochę jednak zależy, ale jeśli zostawiasz decyzję mnie, to wezmę za nią odpowiedzialność.
Zapewne nie miałaby nic przeciwko niewinnemu wykorzystywaniu jej w taki sposób. Gdyby to był ktoś inny, oponowalaby, ale w tym przypadku była gotowa pójść mu na rękę. Nawet jeśli z innych powodów, obydwie strony mogły czerpać z tego przecież korzyść i wzajemnie umilić lub też ułatwić sobie życie.
Może Hjalmar potrzebowała tego efektu zaskoczenia w życiu podporządkowanym likantropi? Jego codzienność była stabilna i bezpieczna, przez co czasem mógł tęsknić za niosąca ryzyko adrenaliną, która mogła skończyć się zawsze poczuciem zagrożenia i ewentualną przemianą. A z drugiej strony była Pandora, która w swoim zabieganiu i chaosie, potrzebowała chyba tej aury bezpieczeństwa i spokoju, którą jej dawał. Byli różni, a jednak umieli się tak dobrze uzupełnić, gdyby dokładniej się temu przyjrzeć. Z pewnością nie chciała doprowadzać go do stanu zawałowego, migotania przedsionków i miałaby paskudne wyrzuty sumienia. Bo przecież nigdy nie chciałaby, żeby coś mu się stało, zrobiłaby wszystko, aby temu zapobiec i zdecydowanie powinien jej o tym wspomnieć, aby zmniejszyć ryzyko. Z drugiej strony, łatwiej było coś zrobić niż znaleźć odpowiednie słowa, aby przekazać to, co miała na myśli. Pytania też nie zawsze były właściwym rozwiązaniem, zwłaszcza jeśli było się taką trochę zachłanną kobietą.
Chciała czuć, że żyje i nie żałować - tylko tyle i aż tyle. Chciała być panią własnego losu, decydować o każdej chwili, kierując się znacznie częściej sercem niż rozumem, bo ono przecież lepiej rozumiało to, czego chciała. Obecnie zdawało się, że jej uwaga skupiała się głównie na właścicielu niebieskich oczu, który przyciągał ja do siebie w niewyjaśniony lub raczej niezrozumiały dla niej jeszcze sposób. Nie mogła odwrócić wzroku.
Tylko czy on naprawdę chciał, był w stanie znieść to wszystko, bez uszczerbku na zdrowiu lub bez utraty cierpliwości? Powinna była pomyśleć o tym wcześniej, zanim nieporadnie spróbowała zamknąć go we własnych ramionach, pozwalając sobie bezmyślnie zatonąć w jego ustach. Nie podejrzewała, że zakrawa to aż o zamach.
Czasem trzeba było po prostu brać rzeczy takimi, jakimi były. Na Lithcie pocałowała go przelotnie, pośpiesznie i z pewną dozą figlarności, a teraz wszystko było zupełnie inne, subtelniejsze i pozbawione jakiegokolwiek pośpiechu, jakby chciała sama cieszyć się tym dłużej, nie mogąc oderwać od niego ust. Jego reakcja też zdawała się jej odrobinę inna, nie tak przerażona i zszokowana, jak za pierwszym razem. Uśmiechnęła się pod nosem rozbawiona jego komentarzem, chociaż wcale nie pozwoliłaby mu rozerwać swoich pluszaków. - Obawiam się, że sam zdradzasz swoje sekrety.. Nie pozwalam jednak Ci się samemu rozerwać na strzępy. - odpowiedziała, przymykając oczy, pozwalając swojemu ciału się zrelaksować, czego nie mógł nie zauważyć, gdy przytuliła się do niego jakoś inaczej, niż chwilę temu. Głaskanie po głowie działało cuda, nie tylko w kwestii jego sióstr. Pomyślała sobie też, że może właśnie ten jeden komentarz był iskrą do jej bezmyślnego zachowania, prowodyrem całego tego poranka, go nie mogła wyrzucić go z głowy. Słuchanie uderzającego w klatce piersiowej Hjalmara serca było przyjemne, rytmiczne i uspokaja ją równie mocno, co jego palce przemykające po pogrążonych w chaosie włosach. Nie brzmiał wiarygodnie, ale nie miała zamiaru mu tego mówić, żeby się już bardziej nie denerwował. Zamiast tego wpadła na lepszy pomysł. Niechętnie, nawet jeśli i tak miała to za chwilę zrobić, odsunęła się i odszukała jego ręki, pozwalając sobie nią pokierować. Na krótką chwilę chwyciła jego palce w swoje, układając je na swojej bluzce, gdzie była kiszonka z haftem. Materiał zdawał się drżeć od silnych uderzeń, które przyjemnym dreszczem rozchodziły się po jej ciele. - Masz rację, w porządku.
Trudno było się nie zgodzić, bo pomimo tysiąca wyrzutów sumienia i jeszcze większej ilości pytań kłębiących się w jej głowie, tkwienie w jego dużych, odrobinę nieporadnych i okraszonych niewinnością dłoniach wydawało się Pandorze nadzwyczaj właściwe. Przyjemne.
Podniosła na niego błyszczące spojrzenie z pewną obawą, że bezkresny błękit przysłonią jakieś burzowe chmury, ale nic takiego nie znalazła, ku własnemu zadowoleniu. Dało jej to pewne przeświadczenie, że impulsywnie i chciwie podejmowane decyzje, działania właściwie, może nie były takie złe, a konsekwencją wcale nie będzie zepsucie ich relacji. Nie umiała jej określić, nie ogarnęła jeszcze tego wszystkiego, co się działo w jej wnętrzu - wiedziała tylko, że mogłaby się przyzwyczaić. Do tego, że był blisko, że wcale nie wypuścił jej z rąk pomimo tej przemykające po jego twarzy i objawiającej się drobnym drżeniem, nieśmiałości.
- Przyjemne. - powtórzyła cicho, przez co trudno było stwierdzić, czy dopytywała, zgadzała się z nim czy po prostu powtarzała. Najprawdopodobniej każda odpowiedź była właściwą. Przeniosła wzrok na jego usta, wydając ciche mruknięcie zastanowienia spomiędzy swoich własnych.- Powinnam zrobić to raz jeszcze?
Trochę się z nim droczyła, a trochę mówiła poważnie. Gdy wróciła spojrzeniem do jego oczu, coś się zmieniło. Kolejne słowa sprawiły, że odrobinę się wyprostowała w zaskoczeniu, jakby kolejny raz coś robiło ją na mnóstwo małych kawałeczków, a potem jednym zaklęciem sprawiło, że wróciła do pierwotnego stanu. Twarz jej złagodniała, uciekła z niej reszta jakiejkolwiek zadziorności, a serce kolejny raz wprawiło biały materiał w ruch, próbując się chyba wyrwać z piersi. Nie przypuszczała, że po tych wszystkich groźbach ot tak jej powie coś takiego. Zupełnie się tego nie spodziewała. Przeniosła spojrzenie gdzieś na bok, czując jak palą ją policzki. I znów jej to robił.- Nie musisz mi dziękować. Nie zrobiłam nic takiego, żebyś musiał to robić.
Skąd miał pewności, że nie zawiedzie? Że nie zrobi jeszcze głupszej rzeczy, niż robiła do tej pory? Pochodzą przecież z dwóch różnych światów, które na wielu płaszczyznach kontrastowały ze sobą, jak noc i dzień.
Ta chwila ciszy jej zupełnie nie przeszkadzała, chociaż faktycznie mogła zwiastować burzę. Islandczyk swoim sposobem bycia sprawiał, że milczenie nie było krępujące. Stanowiło jedynie małe okienko do zebrania myśli czy też złapania oddechu.
Westchnęła, wracając uwagą do jego twarzy i oczu. Kciuki od splecionych na karku palców głaskały jego skórę, a ona czuła się zobowiązana, aby go uprzedzić i poniekąd zostawić wszystko jego decyzji. Nie lubiła oddawać komuś kontroli nad sytuacją, ale tu nie było innego wyjścia. Przecież dotyczyła w większym stopniu jego, niż jej - jego komfortu. Westchnienie z początku wzbudziło niepokój, który skłonił ją do przymknięcia powiek, bo w żaden inny sposób nawet nie drgnęła.
Zdawał sobie sprawę, jak nieodpowiedzialne było pozbawienie jej granic? To jakby odrzucił cały zdrowy rozsądek, pozwalając jej na wszystko. I ta bezradność, jakby on sam stracił kontrolę nad sytuacją. Zwilżyła wargi, dając sobie tym samym odrobinę więcej czasu. Na próżno szukała jednak głosu rozsądku, dawno go nie było, uciekł zagłuszony przez serce.
- A więc bez granic, niech się dzieje co chce. Chyba nie mogę nic na to poradzić. - odpowiedziała w momencie, gdy przesunął nosem po jej nosie, dzięki czemu końcówka wypowiedzi była już rozczulonym chichotem. Korzystaj z pozycji, której była, przesunęła dłonie na krawędź jego policzków, gładząc je palcami. Zrobiła krok lub dwa w jego stronę, zmuszając do tego, aby ostatecznie usiadł na krzesełku, na którym wcześniej siedział. - A więc będę robiła, co chcę, przynajmniej dopóki będziesz wciąż chciał żyć bez granic. Ty też możesz robić co chcesz, nie mam nic przeciwko, ale teraz..- przerwała, dając mu najzwyklejszego w świecie całusa, uprzednio okraszonego cichym mruknięciem zadowolenia i głębokim spojrzeniem w oczy. - Zjedz, dopóki jeszcze chociaż trochę jest ciepłe, musisz być głodny.
Odsunęła się niechętnie, jakby z obawą, że to się wcale nie wydarzyło, a ona sobie więcej na impulsywność nie pozwoli. Zsunęła z włosów gumkę, bo kitka i tak była zniszczona, przeczesując je palcami, wtykając ją na nadgarstek. Podniosła też puszczoną wcześniej łyżkę z podłogi, kierując się do kuchni, żeby ją wrzucić do zlewu i wziąć nowa. Wracając, zgarnęła miskę z wiśniami i malinami, opłukując je pod wodą. - Na deser, jak zjesz. Arbuza mi tym razem mama nie wysłała, ale jak zajrzę do dziadków, to przywiozę. I wezmę Ci kebab od cioteczki. A piłeś kremowe piwo z trzech mioteł?
Mówiąc, usiadła i zamieszała w porzuconej owsiance z ulgą stwierdzając, że ta była jeszcze ciepła. Mówiła o zwykłych rzeczach, aby odrobinę dać odpocząć sercu, ale też pewnie siedzącemu obok blondynowi, dla którego cały ten poranek musiał być naprawdę trudny, do ułożenia sobie w głowie. Nie chciała, żeby czuł się niezręcznie. Pandora była chciwa i egoistyczna, wcale nie miała chęci jeść, ale nie chciała, żeby dostał ataku serca na jej ewentualnie gesty lub słowa, które stłumiła jedynie cichym westchnieniem, a potem wsunięta do ust maliną. Ciężko było ukryć szczęśliwe iskierki w oczach, podkreślone drobnym rumieńcem.
Koniec sesji