Przede wszystkim potencjalna kłótnia byłaby całkowicie bzdurna. W stylu tych, że zupa była za słona. Oboje byli charakterni, po Cathalu było to widać właściwie od razu, bo tą bezczelnością wręcz emanował; z Ginevrą trzeba było zamienić trochę słów i jej psotliwy charakterek wychodził dość szybko na światło dnia, ale rozwijał skrzydła wtedy, gdy ktoś nadepnął jej na odcisk, co wcale nie było takie oczywiste… Na razie kocica jednak schowała swoje pazurki, bo nikt nie ciągnął jej za ogon, to i to zjeżone futerko jakoś się ugłaskało… Oczywiście metaforyczne futerko. Miała nadzieję, że czar nadal się utrzymywał, tak samo jak puder. Pewnie nie dodawało jej to uroku, ale było konieczne, by nie przyciągać więcej zbędnych spojrzeń.
– Nie? To jak to leciało? – była pewna, że dobrze to zapamiętała, nawet nie wyłapała, że coś kosmicznie pomieszała. Burgery z wiśnią w czekoladzie wcale nie brzmiały dziwniej niż jajka z fasolą w sosie pomidorowym i sok pomarańczowy, czyli angielski klasyczek na śniadanie. Jak dla niej – dokładnie ten sam kaliber. A kto nie lubił czekolady? I dlaczego miałaby niby nie pasować? Zwyczajową kpinę w głowie Cathala zbyła, zbyt zainteresowana tematem kulinarnym, jaki im się tutaj zupełnie przypadkowo wykluł.
Ujęła dłoń Cathala; te odciski i blizny zupełnie jej nie wadziły, nie była tą dziewczyną, która bała się pracy fizycznej, albo wzdrygała wtedy, gdy nie czuła mięciutkiej skóry. Może mogłaby się zająć jego bliznami, gdyby tylko chciał. Zaś to czy byli w mugolskim czy magicznym klubie… Dla niej to było bez różnicy. I tak prawie nikt jej tutaj nie znał, była całkowicie obca dla wszystkich, tyle tylko, co wyróżniała się urodą – ale co można było o niej powiedzieć? Enigma. W szyfrowaniu też była przecież dobra. Chciała poznać trochę Londynu, mugolski klub też był w porządku. I nawet przez głowę jej nie przeszło, że być może Shafiq wstydziłby się jej towarzystwa przed znajomymi czarodziejami.
– Uważaj czego sobie życzysz i co mówisz na głos, Cathal – rzuciła do niego może nazbyt ostro, ale gdzieś w jej głosie pobrzmiewał śmiech. – Nie wiesz na co stać zranioną kobietę? Mogłaby świat wywrócić do góry nogami – a jej z pewnością nie brakowałoby do tego temperamentu. I zdecydowanie byłaby w stanie zatrudnić instruktora tańca, a potem zaszantażować ludzi żeby tylko dopiąć swego. Problemem byłby tylko czas na to wszystko… ale gdyby bardzo jej zależało, to pewnie byłaby w stanie coś zorganizować. Puściła do niego oko w miarę ruszania się gdzieś do rytmu. Tak, alkohol zdecydowanie szumiał w jej głowie, chociaż jeszcze nie plątał jej się język. Nawet na moment puściła Shafiqa, by dać się ponieść i zakołysać biodrami i ramionami, chociaż nigdzie się od niego nie oddaliła.