26.02.2024, 23:45 ✶
Neil życzy Morpheusowi i Septi miłego tańca i stoi dalej przy barze z Samem pijąc swojego drinka.
A ten tu czego? Yhhh, no tak nie miał co ze sobą zrobić, to podszedł tu? Z drugiej strony wilkołak nie umiał wyłapać do końca jaki jest powód bycia tutaj Sama. Kto go zaprosił i czemu jeszcze nie zrobił problemów? Choć widział niedźwiedzia i to całkiem uroczego, nieważne...
Kobieta jednak przywitała go tak samo miło, jak on ją. Zerknął na Morpheusa gdy usłyszał jej pytanie i już zawahał się nad odpowiedzią, kiedy czarodziej zaczął opowiadać, więc chłopak jedynie stał i uśmiechając się ładnie wyglądał zaciskając dłoń na szklance z drinkiem.
Zaraz z chęcią wysłuchał opowieści o Misiu, z ulgą przyjmując, że temat zszedł ze z jego znajomości z Morpheusem, jeszcze po alkoholu by palnął głupotę i by było, a nie zdziwiłby się. Na swój sposób próbował się z uniesionymi kącikami ust od tego odcinać. Myśli płynęły i uciekały, a on nawet nie próbował ich łapać. Dopóki nie padł komentarz o koszuli... Czyli to ich ze sobą łączyło? Był zły, na jednego, na drugiego, na siebie, na wszystkich. Nie powinien tyle pić, ale w takim stanie zdecydowanie łatwiej pluło mu się na ludzi i udawało, że wszystko jest dobrze, bo w końcu zmrużenie oczu i nieswoją mimikę może zrzucić na alkohol. Kretyn. Rzucił w myślach, ale sam nie wiedział czy bardziej do Samuela, Morpheusa czy do siebie.
Kolejny milutki uśmiech kiedy widział uroczą scenę, jak Morpheus już kolejną kobietę porywa w tango. A kiedy mnie poprosi? Właśnie o tym mówił na spotkaniu z Perseusem. Choć by chciały obie strony, nic z tego nie będzie, nigdy, wiedział to a jednak mimo wszystko bolało.
-Aj tam, bawcie się dobrze.-Głupia cipa. Kłamstwo? Nie? Nie umiał tego wyłapać co właściwie powiedział. A żeby te nogi w tańcu połamała szkapa wychudzona. Fukając w głowie na kobietę dalej się uśmiechał, choć widocznie urok zniknął i ciężko było mu teraz ukryć niechęć do całej tej sytuacji. Zacisnął szczęki, upił kolejne łyki. Do tego ten palant. ,,Przyjaciele moich przyjaciół są moimi przyjaciółmi" Sranie w banie. Zgrzytnął zębami i wbił spojrzenie w te przeklęte krzaki i rośliny jakie były obecne z nimi na sali. Miał ochotę je powyrywać z korzeniami i spalić w cholerę, to wszystko spalić w cholerę!
A ten tu czego? Yhhh, no tak nie miał co ze sobą zrobić, to podszedł tu? Z drugiej strony wilkołak nie umiał wyłapać do końca jaki jest powód bycia tutaj Sama. Kto go zaprosił i czemu jeszcze nie zrobił problemów? Choć widział niedźwiedzia i to całkiem uroczego, nieważne...
Kobieta jednak przywitała go tak samo miło, jak on ją. Zerknął na Morpheusa gdy usłyszał jej pytanie i już zawahał się nad odpowiedzią, kiedy czarodziej zaczął opowiadać, więc chłopak jedynie stał i uśmiechając się ładnie wyglądał zaciskając dłoń na szklance z drinkiem.
Zaraz z chęcią wysłuchał opowieści o Misiu, z ulgą przyjmując, że temat zszedł ze z jego znajomości z Morpheusem, jeszcze po alkoholu by palnął głupotę i by było, a nie zdziwiłby się. Na swój sposób próbował się z uniesionymi kącikami ust od tego odcinać. Myśli płynęły i uciekały, a on nawet nie próbował ich łapać. Dopóki nie padł komentarz o koszuli... Czyli to ich ze sobą łączyło? Był zły, na jednego, na drugiego, na siebie, na wszystkich. Nie powinien tyle pić, ale w takim stanie zdecydowanie łatwiej pluło mu się na ludzi i udawało, że wszystko jest dobrze, bo w końcu zmrużenie oczu i nieswoją mimikę może zrzucić na alkohol. Kretyn. Rzucił w myślach, ale sam nie wiedział czy bardziej do Samuela, Morpheusa czy do siebie.
Kolejny milutki uśmiech kiedy widział uroczą scenę, jak Morpheus już kolejną kobietę porywa w tango. A kiedy mnie poprosi? Właśnie o tym mówił na spotkaniu z Perseusem. Choć by chciały obie strony, nic z tego nie będzie, nigdy, wiedział to a jednak mimo wszystko bolało.
-Aj tam, bawcie się dobrze.-Głupia cipa. Kłamstwo? Nie? Nie umiał tego wyłapać co właściwie powiedział. A żeby te nogi w tańcu połamała szkapa wychudzona. Fukając w głowie na kobietę dalej się uśmiechał, choć widocznie urok zniknął i ciężko było mu teraz ukryć niechęć do całej tej sytuacji. Zacisnął szczęki, upił kolejne łyki. Do tego ten palant. ,,Przyjaciele moich przyjaciół są moimi przyjaciółmi" Sranie w banie. Zgrzytnął zębami i wbił spojrzenie w te przeklęte krzaki i rośliny jakie były obecne z nimi na sali. Miał ochotę je powyrywać z korzeniami i spalić w cholerę, to wszystko spalić w cholerę!