27.02.2024, 01:24 ✶
Sądząc po tym, jak rodzeństwo Moody zachowywało się w swoim towarzystwie, darzyli siebie bardzo ciepłymi uczuciami. Nie wspominając nawet o tym, że dalej ze sobą mieszkali, co samo w sobie było sporym osiągnięciem — na małym metrażu łatwo było o starcie temperamentów.
A zdaniem Erika zarówno Millie, jak i Alastor mieli aż nadto charakteru. Może to dlatego jego własna siostra tak dobrze się z nimi dogadywała? Napędzali siebie nawzajem, a co jak co, Brenna do introwertyczek nie należała. Chaos ciągnęło do chaosu.
— Czy te oczy mogą kłamać? — rzucił żartobliwie, zagryzając całkowicie dolną wargę, pochylając czoło i przywdziewając najniewinniejszy wyraz twarzy, na jaki było go stać. Nie robił tego nawet dla reporterów, którzy robili fotorelację z działań charytatywnych Longbottomów. — No właśnie.
Uśmiechnął się pod nosem, gdy kobieta nagle oświadczyła, że jednak miała już coś zaplanowanego na nadchodzący rok. Już miał zasypać ją pytaniami, co takiego chodziło jej po głowie, gdy Millie oderwała wzrok od sklepowej wystawy i zawiesiła go na przejściu do jednej z bocznych uliczek. Erik zmarszczył brwi, jednak też sięgnął po różdżkę; trzymał ją skierowaną w chodnik, co by przypadkiem nie zacząć wymachiwać nią zwykłym ludziom przed twarzami.
— Coś się stało, czy... — Nie zdążył nawet dokończyć, bo Moody już ruszyła w tylko sobie znanym kierunku.
Cudownie. Westchnął cicho i ruszył za nią. Co też wychwyciły przeczulone uszy młodej Brygadzistki?
A zdaniem Erika zarówno Millie, jak i Alastor mieli aż nadto charakteru. Może to dlatego jego własna siostra tak dobrze się z nimi dogadywała? Napędzali siebie nawzajem, a co jak co, Brenna do introwertyczek nie należała. Chaos ciągnęło do chaosu.
— Czy te oczy mogą kłamać? — rzucił żartobliwie, zagryzając całkowicie dolną wargę, pochylając czoło i przywdziewając najniewinniejszy wyraz twarzy, na jaki było go stać. Nie robił tego nawet dla reporterów, którzy robili fotorelację z działań charytatywnych Longbottomów. — No właśnie.
Uśmiechnął się pod nosem, gdy kobieta nagle oświadczyła, że jednak miała już coś zaplanowanego na nadchodzący rok. Już miał zasypać ją pytaniami, co takiego chodziło jej po głowie, gdy Millie oderwała wzrok od sklepowej wystawy i zawiesiła go na przejściu do jednej z bocznych uliczek. Erik zmarszczył brwi, jednak też sięgnął po różdżkę; trzymał ją skierowaną w chodnik, co by przypadkiem nie zacząć wymachiwać nią zwykłym ludziom przed twarzami.
— Coś się stało, czy... — Nie zdążył nawet dokończyć, bo Moody już ruszyła w tylko sobie znanym kierunku.
Cudownie. Westchnął cicho i ruszył za nią. Co też wychwyciły przeczulone uszy młodej Brygadzistki?
Nie był to żart, o czym przekonałaś się na własnej skórze, droga Milly, gdy tylko zajrzałaś do bocznej alejki. Po obu stronach uliczki wznosiły się wysokie kamienicy mieszkalne, jednak sam zaułek tonął w mroku; w oknach migotało ledwie kilka ozdób z okazji Yule, jakie dane było ci podziwiać w znacznie większej ilości podczas patrolu na Pokątnej. Nawet światła ulicznych latarni zdawały się przygasać, próbując ostrzec ciekawskich, że dzieje się tu coś złego i lepiej omijać ten zakątek magicznego Londynu szerokim łukiem. Na ciebie to jednak nie działało. Przecież była Brygadzistką z krwi i kości, zupełnie jak twój brat.
Parę metrów od ciebie, na zamarzniętym chodniku leżała skulona kobieta. Trzęsła się. Miała długie włosy, które wystawały spod czapki nasuniętej na uszy. Czyżby nałożyła ją w pośpiechu? Po stroju mogłaś poznać, że nie była to żadna wytworna dama czy właścicielka jednego z okolicznych biznesów; kurtka była znoszona i wyglądała, jakby towarzyszyła kobiecie już od dobrych kilku sezonów. Chociaż to obca czarownica przykuwała twoją uwagę, tak nie była jedyną postacią w tej zimowej scenie.
Tuż za nią stały dwie osoby. Ich sylwetki niemalże zlewały się z ciemnością panującą w alejce, jednak coś zmuszało cię, aby ku nim zerknąć — może instynkt? Wytężyłaś wzrok. Mężczyźni czy kobiety, a może jedno takie, drugie takie? Nie byłaś pewna; ciemne szaty uniemożliwiły zidentyfikowanie płci, a naciągnięte na głowy kaptury zdawały się ukrywać twarze w nieprzeniknionej ciemności. Wniosek był jednak dosyć prosty, czyż nie?
To nie była twoja pierwsza noc na ulicy. Słyszałaś plotki, czytałaś w gazetach o podobnych zdarzeniach, może nawet brałaś udział w paru aresztowaniach. Śmierciożercy… Tudzież ludzie, którzy z nimi sympatyzowali. Nigdy nie było wiadomo na pewno i nawet wielogodzinne przesłuchania rzadko kiedy zdradzały nowe informacje.
— Proszę, nie — jęczała kobieta, próbując odczołgać się z dala od swoich oprawców.
Dopiero wtedy dojrzałaś, że grudniowa biel została skalana szkarłatnymi kroplami krwi. Jeśli do tej pory miałaś jedynie podejrzenia co do tego, co właściwie się tu działo, tak teraz miałaś niezbity dowód. To faktycznie był napad. Pytanie tylko, czy rabunkowy, czy chciano zrobić tej biedulce coś dużo gorszego.
Parę metrów od ciebie, na zamarzniętym chodniku leżała skulona kobieta. Trzęsła się. Miała długie włosy, które wystawały spod czapki nasuniętej na uszy. Czyżby nałożyła ją w pośpiechu? Po stroju mogłaś poznać, że nie była to żadna wytworna dama czy właścicielka jednego z okolicznych biznesów; kurtka była znoszona i wyglądała, jakby towarzyszyła kobiecie już od dobrych kilku sezonów. Chociaż to obca czarownica przykuwała twoją uwagę, tak nie była jedyną postacią w tej zimowej scenie.
Tuż za nią stały dwie osoby. Ich sylwetki niemalże zlewały się z ciemnością panującą w alejce, jednak coś zmuszało cię, aby ku nim zerknąć — może instynkt? Wytężyłaś wzrok. Mężczyźni czy kobiety, a może jedno takie, drugie takie? Nie byłaś pewna; ciemne szaty uniemożliwiły zidentyfikowanie płci, a naciągnięte na głowy kaptury zdawały się ukrywać twarze w nieprzeniknionej ciemności. Wniosek był jednak dosyć prosty, czyż nie?
To nie była twoja pierwsza noc na ulicy. Słyszałaś plotki, czytałaś w gazetach o podobnych zdarzeniach, może nawet brałaś udział w paru aresztowaniach. Śmierciożercy… Tudzież ludzie, którzy z nimi sympatyzowali. Nigdy nie było wiadomo na pewno i nawet wielogodzinne przesłuchania rzadko kiedy zdradzały nowe informacje.
— Proszę, nie — jęczała kobieta, próbując odczołgać się z dala od swoich oprawców.
Dopiero wtedy dojrzałaś, że grudniowa biel została skalana szkarłatnymi kroplami krwi. Jeśli do tej pory miałaś jedynie podejrzenia co do tego, co właściwie się tu działo, tak teraz miałaś niezbity dowód. To faktycznie był napad. Pytanie tylko, czy rabunkowy, czy chciano zrobić tej biedulce coś dużo gorszego.
— Stój, Brygada Uderzeniowa! — zagrzmiał Longbottom, gdy zdał sobie sprawę, z czym mieli do czynienia.
Moody to miała jednak nosa. Erik zobaczył, że jedna z postaci, nieco niższa od drugiej, zaczęła się wycofywać, jednak zaraz się zatrzymała i... Wycelowała w niego różdżkę. Po plecach mężczyzny przeszedł dreszcz. Robili się coraz bardziej bezczelni. Jeszcze kilka miesięcy temu rozgoniliby taką grupkę w kilka sekund, bo nikomu nie przyszłoby do głowy podnosić różdżki na siły bezpieczeństwa Ministerstwa Magii, ale teraz najwidoczniej nie mieli zamiaru odejść bez walki. Ten świat schodził na psy.
Moody to miała jednak nosa. Erik zobaczył, że jedna z postaci, nieco niższa od drugiej, zaczęła się wycofywać, jednak zaraz się zatrzymała i... Wycelowała w niego różdżkę. Po plecach mężczyzny przeszedł dreszcz. Robili się coraz bardziej bezczelni. Jeszcze kilka miesięcy temu rozgoniliby taką grupkę w kilka sekund, bo nikomu nie przyszłoby do głowy podnosić różdżki na siły bezpieczeństwa Ministerstwa Magii, ale teraz najwidoczniej nie mieli zamiaru odejść bez walki. Ten świat schodził na psy.
Na reakcję sympatyków Czarnego Pana nie trzeba było dużo czekać. Zupełnie, jakby sama nazwa jednego z oddziałów Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów podziałała na nich jak płachta na byka. Bliźniacze sylwetki odziane w ciemne szaty posłały w kierunku Brygadzistów po jednym ognistym pocisku.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞