27.02.2024, 02:05 ✶
Udał, że nie widzi rumieńca Neila, choć i sam poczuł, jak jego policzki pąsowieją; te jednak przybrały swój odcień z zupełnie innego powodu, zaś oczy Perseusa zaczęły miotać iskrami. Trzymaj się z daleka od mojej mamy, zdawało się mówić jego spojrzenie. Ta harpia pożera takich chłopców jak ty na śniadanie, a z ich kości robi sobie biżuterię. A przecież Blackowie mieli już dość skandalów, by angażować Daphne z jej temperamentem w kolejny. On sam nadrabiał za cały ród.
Zaraz jednak jego rysy złagodniały i spojrzał na młodego Francuza nieco łaskawiej. Nie bawił się tak dobrze od czasów dzieciństwa? Och, biedny chłopiec... Był zbyt młody, żeby tak cierpieć. W pierwszym odruchu chciał poprosić go o rozwinięcie swojej myśli, ale w porę przypomniał, że nie dość, że nie znajdowali się w jego gabinecie, to nie byli sami.
Spojrzał na Erika i uśmiechnął się lekko w odpowiedzi na jego komplement.
— Mam tylko nadzieję, że te fantazje delirycznego umysłu nie dotrą do Vespery. Ona nie powinna się teraz denerwować, to nie pomaga ani jej, ani dziecku — rzucił z nieskrywanym zmartwieniem malującym się w zmęczonych oczach. Przez moment zastanawiał się, czy nie powiedział za dużo; ostatecznie doszedł do wniosku, że nie zrobił niczego złego. Za kilka tygodni luźne suknie nie będą mogły już dłużej ukrywać stanu jego prawie-żony i ludzie zaczną plotkować między sobą ze złośliwą satysfakcją, że zgadli, co było powodem tak rychłego ślubu... Uznał zatem, że lepiej będzie, jeśli sam potwierdzi wreszcie to, o czym szeptało się za ich plecami. To, wokół czego sam dyskretnie krążył już w czerwcu.
— Jestem bardzo posłusznym obywatelem. Chodzę do pracy, płacę podatki, a co niedzielę siedzę w pierwszej ławce w kowenie — odparł, choć uśmiech, który zamigotał na jego wargach, świadczył o tym, że wcale nie jest tak krystaliczny, jak próbuje się przedstawić. Obserwował zmagania Erika z wentylacją, sam w tym czasie szukając w zaczarowanej kieszeni papierośnicy. Trzeba przyznać, że kieszenie Perseusa były naprawdę osobliwym miejscem, bowiem zanim znalazł pożądany przedmiot, wyjął z nich mugolską książkę telefoniczną, ostatni numer Czarownicy (bąknął coś przy tym, że to dla ukochanej oraz że nie ma pojęcia jak to się znalazło w jego rzeczach), zardzewiały złoty znicz, kamyczek znaleziony przy drodze, instrukcję obsługi pralki, wizytówkę domu pogrzebowego, kartę stałego klienta Palarni Opium (tutaj rzucił ze zdumieniem, że to też nie jego), zwiędłą stokrotkę i dopiero wtedy natrafił na papierośnicę. Choć poszukiwania te sprawiają wrażenie niezwykle żmudnych, zakończyły się w chwili, w której Longbottom zajął miejsce na podłodze obok niego. Poczęstował go więc pierwszego, potem zaproponował papierosa Neilowi, a na końcu sam wsunął tutkę między swoje wargi. Z odnalezieniem zapalniczki nie miał już problemu - schował ją w drugiej kieszeni - i w tej samej kolejności zbliżał się do każdego z nich.
— Skoro tu utknęliśmy, może zagramy w małą grę? — zapytał, wypuszczając dym z płuc.
Zaraz jednak jego rysy złagodniały i spojrzał na młodego Francuza nieco łaskawiej. Nie bawił się tak dobrze od czasów dzieciństwa? Och, biedny chłopiec... Był zbyt młody, żeby tak cierpieć. W pierwszym odruchu chciał poprosić go o rozwinięcie swojej myśli, ale w porę przypomniał, że nie dość, że nie znajdowali się w jego gabinecie, to nie byli sami.
Spojrzał na Erika i uśmiechnął się lekko w odpowiedzi na jego komplement.
— Mam tylko nadzieję, że te fantazje delirycznego umysłu nie dotrą do Vespery. Ona nie powinna się teraz denerwować, to nie pomaga ani jej, ani dziecku — rzucił z nieskrywanym zmartwieniem malującym się w zmęczonych oczach. Przez moment zastanawiał się, czy nie powiedział za dużo; ostatecznie doszedł do wniosku, że nie zrobił niczego złego. Za kilka tygodni luźne suknie nie będą mogły już dłużej ukrywać stanu jego prawie-żony i ludzie zaczną plotkować między sobą ze złośliwą satysfakcją, że zgadli, co było powodem tak rychłego ślubu... Uznał zatem, że lepiej będzie, jeśli sam potwierdzi wreszcie to, o czym szeptało się za ich plecami. To, wokół czego sam dyskretnie krążył już w czerwcu.
— Jestem bardzo posłusznym obywatelem. Chodzę do pracy, płacę podatki, a co niedzielę siedzę w pierwszej ławce w kowenie — odparł, choć uśmiech, który zamigotał na jego wargach, świadczył o tym, że wcale nie jest tak krystaliczny, jak próbuje się przedstawić. Obserwował zmagania Erika z wentylacją, sam w tym czasie szukając w zaczarowanej kieszeni papierośnicy. Trzeba przyznać, że kieszenie Perseusa były naprawdę osobliwym miejscem, bowiem zanim znalazł pożądany przedmiot, wyjął z nich mugolską książkę telefoniczną, ostatni numer Czarownicy (bąknął coś przy tym, że to dla ukochanej oraz że nie ma pojęcia jak to się znalazło w jego rzeczach), zardzewiały złoty znicz, kamyczek znaleziony przy drodze, instrukcję obsługi pralki, wizytówkę domu pogrzebowego, kartę stałego klienta Palarni Opium (tutaj rzucił ze zdumieniem, że to też nie jego), zwiędłą stokrotkę i dopiero wtedy natrafił na papierośnicę. Choć poszukiwania te sprawiają wrażenie niezwykle żmudnych, zakończyły się w chwili, w której Longbottom zajął miejsce na podłodze obok niego. Poczęstował go więc pierwszego, potem zaproponował papierosa Neilowi, a na końcu sam wsunął tutkę między swoje wargi. Z odnalezieniem zapalniczki nie miał już problemu - schował ją w drugiej kieszeni - i w tej samej kolejności zbliżał się do każdego z nich.
— Skoro tu utknęliśmy, może zagramy w małą grę? — zapytał, wypuszczając dym z płuc.
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory