- Panie władzo, ja, okłamał? Skądże. - Miał może czasem wątpliwą moralność, jeśli chodzi o swoje wysypiskowe zdobycze, jednak Carrow był raczej poczciwym typem. Nie łamał prawa, no może czasem je omijał, kiedy nikt nie widział, ale nic poza tym. - Ach tak, sale balowe, zapomniałem, że niektórzy je posiadają. - Uśmiechnął się nieco zażenowany. Nie wszyscy byli takimi biedakami, jak on, zdarzało się, że o tym nie pamiętał. Nie rozumiał zresztą tych bogaczy, po co komu sala balowa, skoro można by wszystko zainwestować w jakieś badania naukowe?
- Wydaje mi się, iż powiedziałem wszystko, nie mam nic więcej do dodania. - Potwierdził jeszcze słowa Longbottoma. Nie wiedzieć dlaczego czuł się dziwnie w jego towarzystwie. Policja mimo tego, że nie zrobił nic złego zawsze kojarzyła mu się z czymś złym, musiał uważać na to co mówi i w ogóle. Jakby był jakimś przestępcą.
- Oczywiście. - Może i faktycznie jego dane będą potrzebne, chociaż wolałaby, żeby nie. - Dolina Godryka, nic się nie zmieniło, nadal mieszkam tam, gdzie mieszkałem całe swoje życie. - Odparł i podał szczegółówy adres. Nigdy nie ciągneło go do opuszczenia tej okolicy, zresztą tutaj miał warsztat i ojca, którego musiał pilnować. Kiedyś jeszcze wyjedzie do Ameryki Południowej, aby znaleźć miasto ze złota. Póki co jednak musiał się skupić na tym, co było tu i teraz.
- Dziękuję za wszystko, przede wszystkim za to, że tak szybko się pan pojawił. - Bał się, że straci cały dzień przez te śmieszne dzieła sztuki.
Wyciągnął rękę, aby uścisnąć mu dłoń, po czym odwrócił się na pięcie, wsadził sobie fajkę w usta i ją odpalił. Zaciągnął się dymem, musiał odreagować, bo było to dla niego nieco stresujące. Po czym ruszył przed siebie w tylko sobie znanym kierunku. Nie do końca czuł, żeby ta lekcja sztuki coś mu dała, no ale przynajmniej próbował się odchamić.