27.02.2024, 18:46 ✶
- Bardzo bym chciała, żeby tak właśnie było, Thomasie - powiedziała Brenna miękkim tonem, w którym nie dało się usłyszeć ani odrobiny sceptycyzmu: a przecież nie wierzyła w taką wersję, bo te ostatnie tygodnie leczyły z wszelkiej naiwności i wiary w baśnie. Pan Roberts albo został zabity za poślubienie mugolki, albo uciekł, by zabitym nie zostać - czy porzucając bliskich, czy naiwnie licząc, że ich ochroni. Ale wątpiła, by obserwował ich teraz z ukrycia, nie dając znaku życia. - Niemniej lepiej upewnić się, że będą bezpieczni. Jeśli to faktycznie on, to w niczym nie zaszkodzi.
Poza tym że pani Roberts musiała de facto porzucić całe swoje dotychczasowe życie... ale przynajmniej będzie żyła, dzieci nie będą patrzyły na jej śmierci i same przetrwają - Brenna podejrzewała, że śmierciożercy niekoniecznie oszczędziliby potomostwo mugolki, nawet jeżeli ojciec był czarodziejem, skoro już by się tu pofatygowali.
Musieli poczekać przez moment na chłodzie. Brenna spięła się nieco, gdy usłyszała po drugiej stronie dźwięk świadczący o tym, że ktoś się tam skrada - próbował być cicho, ale nie wyszło mu na tyle, by nie wyłapała skrzypnięcia podłogi. Po chwili jednak drzwi uchyliły się lekko.
Na progu stał chłopak, na oko koło siedemnastego lub osiemnastego roku życia. W dłoni kurczowo trzymał różdżkę. Spodziewał się ich tutaj, ale wyraźnie nie był pewien, kto się pojawi.
- Leo Roberts? - spytała Brenna, spoglądając na jasne oczy i szopę włosów o barwie słomy. Przypominał bardzo swojego ojca, którego zdjęcie trafiło do BUM - nie było wszak dowodów, że w zniknięcie zamieszani byli śmierciożercy... - Kontaktowaliśmy się listownie. Mamy pomóc wam się bezpiecznie przenieść.
- To ja - mruknął Leo i rozluźnił trochę ramiona, jakby opuściło go napięcie. - Moglibyśmy użyć Fiuu, ale...
- Ciiii - powiedziała Brenna, przykładając palec do ust, czy też raczej do szalika. Mogła się domyśleć, z czego wynikało ale: sieć Fiuu dało się monitorować, a krewna Robertsa może i była skłonna na jakiś czas ukryć panią Roberts, ale już niekoniecznie chciała, by ktokolwiek o tym wiedział. A sama Brenna wolała, by zbyt wiele słów nie padło w tym domu, który - kto wie - odwiedzą może wkrótce śmierciożercy. - Jesteście spakowani?
- Naszykowaliśmy najpotrzebniejsze rzeczy. Tylko mama... wciąż nie jest przekonana.
- Pomożesz je znieść? - spytała Brenna, zwracając się do Figga. - Porozmawiam z panią Roberts. Czy wolisz zostać z nią, a ja pójdę po rzeczy?
Poza tym że pani Roberts musiała de facto porzucić całe swoje dotychczasowe życie... ale przynajmniej będzie żyła, dzieci nie będą patrzyły na jej śmierci i same przetrwają - Brenna podejrzewała, że śmierciożercy niekoniecznie oszczędziliby potomostwo mugolki, nawet jeżeli ojciec był czarodziejem, skoro już by się tu pofatygowali.
Musieli poczekać przez moment na chłodzie. Brenna spięła się nieco, gdy usłyszała po drugiej stronie dźwięk świadczący o tym, że ktoś się tam skrada - próbował być cicho, ale nie wyszło mu na tyle, by nie wyłapała skrzypnięcia podłogi. Po chwili jednak drzwi uchyliły się lekko.
Na progu stał chłopak, na oko koło siedemnastego lub osiemnastego roku życia. W dłoni kurczowo trzymał różdżkę. Spodziewał się ich tutaj, ale wyraźnie nie był pewien, kto się pojawi.
- Leo Roberts? - spytała Brenna, spoglądając na jasne oczy i szopę włosów o barwie słomy. Przypominał bardzo swojego ojca, którego zdjęcie trafiło do BUM - nie było wszak dowodów, że w zniknięcie zamieszani byli śmierciożercy... - Kontaktowaliśmy się listownie. Mamy pomóc wam się bezpiecznie przenieść.
- To ja - mruknął Leo i rozluźnił trochę ramiona, jakby opuściło go napięcie. - Moglibyśmy użyć Fiuu, ale...
- Ciiii - powiedziała Brenna, przykładając palec do ust, czy też raczej do szalika. Mogła się domyśleć, z czego wynikało ale: sieć Fiuu dało się monitorować, a krewna Robertsa może i była skłonna na jakiś czas ukryć panią Roberts, ale już niekoniecznie chciała, by ktokolwiek o tym wiedział. A sama Brenna wolała, by zbyt wiele słów nie padło w tym domu, który - kto wie - odwiedzą może wkrótce śmierciożercy. - Jesteście spakowani?
- Naszykowaliśmy najpotrzebniejsze rzeczy. Tylko mama... wciąż nie jest przekonana.
- Pomożesz je znieść? - spytała Brenna, zwracając się do Figga. - Porozmawiam z panią Roberts. Czy wolisz zostać z nią, a ja pójdę po rzeczy?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.