Zaśmiał się krótko na jej słowa, a swój wzrok wbił w niebieską świeczkę. Robiła naprawdę przyjemny klimat. To miejsce zostało świetnie zaczarowane, aby ludzie czuli się w nim dobrze i tak też było w przypadku Prewetta. Jego noga nerwowo podrygiwała, bo nie rozumiał czemu tak trudno było mu kłamać. Próbował się przed tym powstrzymać, ale wszystko w jego ustach zmieniało się w oszustwo. Gdy Flo zadała pytanie, czy też dołączył poczuł jak ciepło rozlewa mu się po brzuchu. Jego siostrzenica też była w Zakonie? Zmrużył podejrzliwie oczy. To by wyjaśniało jej obecność tutaj, ale kto ją zaprosił, zwerbował? Brenna? Powiedziałaby mu przecież… może nie siedziała tak głęboko? On zresztą też dopiero zdobywał zaufanie członków i nie znał też wszystkich, bo tak było bezpieczniej, nie? Musiał też zasłużyć na zaufanie…
– Nie… – odparł szybko i otworzył szeroko oczy. Nie chciał jej skłamać. – To znaczy… czekaj… – prawda nie chciała przejść mu przez usta, odsunął od siebie drinka. Może to on? Może to ten napój alkoholowy powodował, że kłamał. Dziwne… Magiczne drinki powodujące kłamstwa. Może Florence teraz też go w konia robiła, ale wtedy z jakiej racji by wiedziała o nich. – Ten drink chyba… – mruknął cicho, próbując zmusić się do mówienia prawdy – Dołączyłem… ty też w tym siedzisz? – spojrzał na nią podejrzliwie.
Totalnie czuł się teraz tak jakby się najebał i dostał odwrotnych efektów. W końcu jak człowiek się upije to za dużo gada prawdy, a on tej prawdy nie mógł przepuścić przez usta. Czuł, że ten dziwny efekt zaczynał znikać, więc to musiał być ten nieszczęsny drink.