27.02.2024, 19:52 ✶
Czar może nie trzymał już tak mocno, jak na początku, ale na parkiecie, w półmroku klubu, wśród błyskających świateł, z warstwą makijażu i tą odrobiną magii, egzotyczna uroda Guinevere nie rzucała się aż tak bardzo. A zanim stąd wyjdą, mogła przecież w razie czego dokonać paru drobnych modyfikacji w łazience.
– Nie pamiętam – skłamał Cathal bezczelnie i bardzo oczywiście, bo przecież mógłby dokładnie powtórzyć każde zdanie z ich rozmowy, a także opisać, jaką minę w której chwili zrobił Ginewra: kiedy się uśmiechnęła, kiedy zmrużyła oczy, a w którym momencie wyglądała, jakby chciała kogoś zamordować. – Będziemy musieli poszukać bardzo wielu burgerów, zanim zdecyduję, że to ten, którego chciałem na początku – dodał, obracając ją w tańcu. Był mężczyzną postawnym i silnym, a przez to niezbyt zwinnym, ale też na tyle sprawnym i na tyle często zmuszanym przez ciotkę do udziału w pewnych uroczystościach, że na pewno nie należał do najlepszych tancerzy na tej sali (wbrew wygranej w spontanicznym, amatorskim konkursie), ale był w stanie mniej więcej dostosować się do rytmu i nie podeptać przy tym partnerki.
Nie wstydził się jej towarzystwa. Nie nawykł do przejmowania się zdaniem innych – chyba że mieli naprawdę ogromny wpływ na wykopaliska – i nie zadawał się z osobami, z którymi zadawać się nie miał ochoty. Zresztą znajomych miał stosunkowo niewielu, bo szkoda było mu wkładania wysiłku w podtrzymywanie znajomości, które go nie interesowały, a był człowiekiem nudzącym się łatwo. Gdyby była mugolaczką, pewnie byłby do niej uprzedzony, bo nie miał aż tak otwartego umysłu, by zupełnie przeskoczyć wychowanie i szepty Slytherina, rozbrzmiewające w głowie – ale przecież nią nie była.
– Jadłaś już smażoną rybę w cieście? Albo pizzę? To jedne z niewielu rzeczy, które mugolom naprawdę się udały – stwierdził, prowadząc ją w takt. Podniósł nieco głos, wszak muzyka utrudniała rozmowę. – Ta ryba to już prawie brytyjskie danie narodowe. Bo najważniejszy czarodziejski przysmak, czyli piwo kremowe, już wypróbowałaś… są jeszcze fasolki Bertiego Botta, ale to coś dla wielbicieli prawdziwie mocnych wrażeń.
O czekoladowe żaby nawet nie pytał. O czekolady też nie. Sam ją zabrał do Hogsmeade, a Nell na pewno plotła o tych słodyczach jej już przynajmniej z dziesięć razy i z dużym prawdopodobieństwem dała nawet ich spróbować.
– Och nie. Chyba podsunąłem ci niechcący pomysł na zaplanowanie mojego upadku – stwierdził, znów z pewną typową dla siebie kpiną. Chociaż prawie się zaniepokoił, że jeszcze Ginny weźmie to sobie do serca, a on naprawdę, ale to naprawdę nie miał zamiaru brać udział w żadnych więcej konkursach tańca. Zwłaszcza mugolskich.
– Nie pamiętam – skłamał Cathal bezczelnie i bardzo oczywiście, bo przecież mógłby dokładnie powtórzyć każde zdanie z ich rozmowy, a także opisać, jaką minę w której chwili zrobił Ginewra: kiedy się uśmiechnęła, kiedy zmrużyła oczy, a w którym momencie wyglądała, jakby chciała kogoś zamordować. – Będziemy musieli poszukać bardzo wielu burgerów, zanim zdecyduję, że to ten, którego chciałem na początku – dodał, obracając ją w tańcu. Był mężczyzną postawnym i silnym, a przez to niezbyt zwinnym, ale też na tyle sprawnym i na tyle często zmuszanym przez ciotkę do udziału w pewnych uroczystościach, że na pewno nie należał do najlepszych tancerzy na tej sali (wbrew wygranej w spontanicznym, amatorskim konkursie), ale był w stanie mniej więcej dostosować się do rytmu i nie podeptać przy tym partnerki.
Nie wstydził się jej towarzystwa. Nie nawykł do przejmowania się zdaniem innych – chyba że mieli naprawdę ogromny wpływ na wykopaliska – i nie zadawał się z osobami, z którymi zadawać się nie miał ochoty. Zresztą znajomych miał stosunkowo niewielu, bo szkoda było mu wkładania wysiłku w podtrzymywanie znajomości, które go nie interesowały, a był człowiekiem nudzącym się łatwo. Gdyby była mugolaczką, pewnie byłby do niej uprzedzony, bo nie miał aż tak otwartego umysłu, by zupełnie przeskoczyć wychowanie i szepty Slytherina, rozbrzmiewające w głowie – ale przecież nią nie była.
– Jadłaś już smażoną rybę w cieście? Albo pizzę? To jedne z niewielu rzeczy, które mugolom naprawdę się udały – stwierdził, prowadząc ją w takt. Podniósł nieco głos, wszak muzyka utrudniała rozmowę. – Ta ryba to już prawie brytyjskie danie narodowe. Bo najważniejszy czarodziejski przysmak, czyli piwo kremowe, już wypróbowałaś… są jeszcze fasolki Bertiego Botta, ale to coś dla wielbicieli prawdziwie mocnych wrażeń.
O czekoladowe żaby nawet nie pytał. O czekolady też nie. Sam ją zabrał do Hogsmeade, a Nell na pewno plotła o tych słodyczach jej już przynajmniej z dziesięć razy i z dużym prawdopodobieństwem dała nawet ich spróbować.
– Och nie. Chyba podsunąłem ci niechcący pomysł na zaplanowanie mojego upadku – stwierdził, znów z pewną typową dla siebie kpiną. Chociaż prawie się zaniepokoił, że jeszcze Ginny weźmie to sobie do serca, a on naprawdę, ale to naprawdę nie miał zamiaru brać udział w żadnych więcej konkursach tańca. Zwłaszcza mugolskich.