27.02.2024, 22:02 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.02.2024, 22:04 przez Erik Longbottom.)
— No, a gdzie indziej? — rzucił pod nosem. — Tam się rodzą tylko dwa rodzaje relacji: wielkie przyjaźnie albo najgorsze nienawiści.
W sumie, to, w jakich okolicznościach się spotkali, nie było znowuż takie dziwne... Dolina Godryka różniła się znacząco od Londynu, ludzie bardziej tu sobie ufali i byli zwartą społecznością. Nic dziwnego, że spore grono dzieciaków dorastało tu razem, dopóki nie rozpoczęli swojej nauki w Hogwarcie.
— Odległa przyszłość — parsknął, bo nie spodziewał się, że przyjdzie mu nosić tytuł dziedzica wcześniej niż przed czterdziestką. — Dziadek Godryk chyba mimo wszystko lubi te czasy. Przez to, że wszyscy mieszkamy w jednym miejscu... Trochę wolniej się starzeje. Wiesz, mimo wszystko musi nadążać za wnukami.
Odejście Godryka byłoby ogromnym ciosem dla rodziny. Bądź co bądź, był trzonem ich rodu i zarządzał nim od wielu, wielu lat. Gdyby nagle go zabrakło lub postanowił przenieść swe obowiązki na najstarszego syna, aby usunąć się w cień... Nawet Erik nie do końca wiedział, jak wówczas zmieniłaby się jego rodzica, czy chociażby relacja z ojcem.
Czy Jeremiah zmieniłby się nie do poznania? A może zaczął faktycznie wymagać, aby jego dzieci zatroszczyły się o swoją przyszłość? Wprawdzie nikt w rodzinie zbytnio nie naciskał na to, aby kogoś sobie znaleźli, ale jeśli przyszłoby co do czego, a w rodzie zaszły dramatyczne zmiany... Kto wie? Erik pokręcił głową, starając się odpędzić te myśli. Od pogrzebu Derwina wolał nie roztrząsać tych spraw. Niczego nie dało się już przewidzieć. Na nic nie można było się przygotować.
— Och, ja mam fioła? To ciekawe, co ma głowie Brenna. — Uśmiechnął się szeroko, spychając negatywne przemyślenia na drugi plan. Może po drodze do Lizzy powinni się zatrzymać przy jakimś sklepie całodobowym? Jeszcze trochę alkoholu na pewno by nie zaszkodziło. — Mhmm. Mam rozumieć, że ty jako wielka właścicielka, wielkiego biznesu skupionego na rozpieszczaniu klientów słodkościami, doskonale wiesz, co trzeba zrobić, żeby klient wyszedł usatysfakcjojo... ustaf... zadowolony, kur...de!
Zmełł przekleństwo w ustach. Droga przez wieś nie obfitowała w wiele atrakcji. Mieszkańcy w dużej mierze siedzieli pochowani w domach i spali jak zabici. Po tygodniach upałów nawet ta sierpniowa noc musiała jawić się niczym zbawienie. Tu i ówdzie paliły się światła, jednak nikt nie wystawał w oknie, aby sprawdzić, kto tak hałasuje. To była taka spokojna noc i...
— Co? Coo?! — Zaczął wykręcać głowę, żeby zobaczyć, o czym mówi. Wcześniej nawet nie zauważył, że w pojeździe znalazł się pasażer na gapę. — Kurwa, Nora siedź na tyłku!
Czarodziej szarpnął taczką, gdy blondynka zrobiła to, co blondynki mają w zwyczaju i zaczęła panikować. Już chyba lepiej by było, gdyby piszczała i krzyczała w niebogłosu. Ale nie, nawet w akcie przerażenia Nora Figg musiała dodać specjalną posypkę od siebie: próbowała wysiąść. A to sprawiało, że utrzymanie taczki w miejscu nie było takie łatwe. Na szczęście udało mu się to i utrzymał taczkę na kole.
W sumie, to, w jakich okolicznościach się spotkali, nie było znowuż takie dziwne... Dolina Godryka różniła się znacząco od Londynu, ludzie bardziej tu sobie ufali i byli zwartą społecznością. Nic dziwnego, że spore grono dzieciaków dorastało tu razem, dopóki nie rozpoczęli swojej nauki w Hogwarcie.
— Odległa przyszłość — parsknął, bo nie spodziewał się, że przyjdzie mu nosić tytuł dziedzica wcześniej niż przed czterdziestką. — Dziadek Godryk chyba mimo wszystko lubi te czasy. Przez to, że wszyscy mieszkamy w jednym miejscu... Trochę wolniej się starzeje. Wiesz, mimo wszystko musi nadążać za wnukami.
Odejście Godryka byłoby ogromnym ciosem dla rodziny. Bądź co bądź, był trzonem ich rodu i zarządzał nim od wielu, wielu lat. Gdyby nagle go zabrakło lub postanowił przenieść swe obowiązki na najstarszego syna, aby usunąć się w cień... Nawet Erik nie do końca wiedział, jak wówczas zmieniłaby się jego rodzica, czy chociażby relacja z ojcem.
Czy Jeremiah zmieniłby się nie do poznania? A może zaczął faktycznie wymagać, aby jego dzieci zatroszczyły się o swoją przyszłość? Wprawdzie nikt w rodzinie zbytnio nie naciskał na to, aby kogoś sobie znaleźli, ale jeśli przyszłoby co do czego, a w rodzie zaszły dramatyczne zmiany... Kto wie? Erik pokręcił głową, starając się odpędzić te myśli. Od pogrzebu Derwina wolał nie roztrząsać tych spraw. Niczego nie dało się już przewidzieć. Na nic nie można było się przygotować.
— Och, ja mam fioła? To ciekawe, co ma głowie Brenna. — Uśmiechnął się szeroko, spychając negatywne przemyślenia na drugi plan. Może po drodze do Lizzy powinni się zatrzymać przy jakimś sklepie całodobowym? Jeszcze trochę alkoholu na pewno by nie zaszkodziło. — Mhmm. Mam rozumieć, że ty jako wielka właścicielka, wielkiego biznesu skupionego na rozpieszczaniu klientów słodkościami, doskonale wiesz, co trzeba zrobić, żeby klient wyszedł usatysfakcjojo... ustaf... zadowolony, kur...de!
Zmełł przekleństwo w ustach. Droga przez wieś nie obfitowała w wiele atrakcji. Mieszkańcy w dużej mierze siedzieli pochowani w domach i spali jak zabici. Po tygodniach upałów nawet ta sierpniowa noc musiała jawić się niczym zbawienie. Tu i ówdzie paliły się światła, jednak nikt nie wystawał w oknie, aby sprawdzić, kto tak hałasuje. To była taka spokojna noc i...
— Co? Coo?! — Zaczął wykręcać głowę, żeby zobaczyć, o czym mówi. Wcześniej nawet nie zauważył, że w pojeździe znalazł się pasażer na gapę. — Kurwa, Nora siedź na tyłku!
Czarodziej szarpnął taczką, gdy blondynka zrobiła to, co blondynki mają w zwyczaju i zaczęła panikować. Już chyba lepiej by było, gdyby piszczała i krzyczała w niebogłosu. Ale nie, nawet w akcie przerażenia Nora Figg musiała dodać specjalną posypkę od siebie: próbowała wysiąść. A to sprawiało, że utrzymanie taczki w miejscu nie było takie łatwe. Na szczęście udało mu się to i utrzymał taczkę na kole.
Mówił ci ktoś kiedyś, że jesteś bardzo przewrażliwiona? A pomyśleć, że miałaś taką odpowiedzialną rolę w Zakonie Feniksa! Co by pomyślał Albus Dumbledore, gdyby zobaczył cię tu teraz? Wstyd, po prostu wstyd, panno Figg! I to wszystko z powodu małej, słodkiej myszki, która tylko chciała się z tobą przywitać!
Gryzoń jakimś cudem utrzymał się na krawędzi taczki, gdy Erik wyrównywał kurs, jednak twoje krzyki Noro tylko sprawiły, że zwrócił na ciebie jeszcze większą uwagę. Mysz skuliła się, wlepiając w ciebie ciemne oczka, aż tu nagle... Dziura w ziemi! Mysz ześlizgnęła się do taczki i wylądowała pod twoimi nogami!
Wykonaj rzut 1d5. Zinterpretuj wynik rzutu według poniższej rozpiski i zareaguj w poście.
1 — Co ten debil do ciebie gadał? Że masz się uspokoić? Kompletnie mu się już rzuciło na łeb! Przecież to była krwiożercza bestia. Wyskakujesz z taczki, co skutkuje tym, że pociągasz swój ''rydwan'' i Erika za sobą. Wszyscy lądujecie na asfalcie. Mysz ucieka w trawę.
2 — Jeszcze czego! Ta mysz ewidentnie chce zrobić ci krzywdę. Skoro facet nie chce ci pomóc, to musisz sama być swoim księciem na białym koniu. Wyskakujesz z ''rydwanu'', jednak nie pociągasz za sobą Erika.
3 — Trzęsiesz się i płaczesz, a myszce... Chyba robi się ciebie żal, bo próbuje się do ciebie zbliżyć.
4 — Z tej paniki zaczynasz szlochać. Nie chcesz patrzeć temu potworkowi w oczy. Mysz czai się w kącie taczki, niebezpiecznie blisko twojej stopy.
5 — Udało ci się utrzymać pod kontrolą swoje spanikowane ciało. Skołowana mysz nie bardzo wiedziała, co się dzieje i spróbowała wspiąć się po ściance taczki. Po paru próbach udało jej się to i pomknęła w trawę.
Gryzoń jakimś cudem utrzymał się na krawędzi taczki, gdy Erik wyrównywał kurs, jednak twoje krzyki Noro tylko sprawiły, że zwrócił na ciebie jeszcze większą uwagę. Mysz skuliła się, wlepiając w ciebie ciemne oczka, aż tu nagle... Dziura w ziemi! Mysz ześlizgnęła się do taczki i wylądowała pod twoimi nogami!
Wykonaj rzut 1d5. Zinterpretuj wynik rzutu według poniższej rozpiski i zareaguj w poście.
1 — Co ten debil do ciebie gadał? Że masz się uspokoić? Kompletnie mu się już rzuciło na łeb! Przecież to była krwiożercza bestia. Wyskakujesz z taczki, co skutkuje tym, że pociągasz swój ''rydwan'' i Erika za sobą. Wszyscy lądujecie na asfalcie. Mysz ucieka w trawę.
2 — Jeszcze czego! Ta mysz ewidentnie chce zrobić ci krzywdę. Skoro facet nie chce ci pomóc, to musisz sama być swoim księciem na białym koniu. Wyskakujesz z ''rydwanu'', jednak nie pociągasz za sobą Erika.
3 — Trzęsiesz się i płaczesz, a myszce... Chyba robi się ciebie żal, bo próbuje się do ciebie zbliżyć.
4 — Z tej paniki zaczynasz szlochać. Nie chcesz patrzeć temu potworkowi w oczy. Mysz czai się w kącie taczki, niebezpiecznie blisko twojej stopy.
5 — Udało ci się utrzymać pod kontrolą swoje spanikowane ciało. Skołowana mysz nie bardzo wiedziała, co się dzieje i spróbowała wspiąć się po ściance taczki. Po paru próbach udało jej się to i pomknęła w trawę.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞