27.02.2024, 22:12 ✶
Nic dziwnego, że Roberta to fascynowało - w końcu pracował w Departamencie, w jakim pracował, był szefem komnaty, zajmował się mózgiem ludzkim. To, czego dopuściła się Betty, było naprawdę ciekawe bo przecież gdyby była szalona, zostałaby dawno odesłana tam, gdzie jej miejsce. Lecz z jakiegoś powodu nadal tu była, nadal kręciła interes, chociaż kiepsko prządł. Nadal utrzymywała się na powierzchni rzeczywistości, wypychana szaleństwem. A może to właśnie ono wyciągało ją na powierzchnię? Sprawiało, że mogła łapczywie chwytać powietrze, powodowało, że nie potrafiła utonąć?
Betty podchodziła do fotela w takim tempie, że można się było zdenerwować. Lecz przecież on nie mógł sobie na to pozwolić. Nie mógł okazać irytacji, bo jego naprędce zlepiony plan zawsze mógł się posypać. Nie mógł przewidzieć, jak zareaguje szalony człowiek, gdy okaże mu się brak szacunku. Usiadł więc i poczekał, aż Szalona Betty doczłapie się do niego i zasiądzie w fotelu naprzeciwko, przy akompaniamencie stękających sprężyn i skrzypiących kości. Wyciągnął wahadło i wprawił je leniwie w ruch, a jedyne oko kobiety na chwilę zbystrzało, zyskało ostrość widzenia. A potem zaczęło powoli poruszać się w jego rytmie, zajmując całą uwagę kobiety.
- Betty jest w swoim sklepie - potwierdziła. Miała dużo cichszy głos, bardziej rozmarzony. Nie trzaskał już jak ogień w kominku, nie był suchy jak wiór. Był... Łagodniejszy, jakby Betty powoli osuwała się w szeroko rozłożone ramiona Morfeusza. Ale nie zasypiała - była przytomna.
Betty podchodziła do fotela w takim tempie, że można się było zdenerwować. Lecz przecież on nie mógł sobie na to pozwolić. Nie mógł okazać irytacji, bo jego naprędce zlepiony plan zawsze mógł się posypać. Nie mógł przewidzieć, jak zareaguje szalony człowiek, gdy okaże mu się brak szacunku. Usiadł więc i poczekał, aż Szalona Betty doczłapie się do niego i zasiądzie w fotelu naprzeciwko, przy akompaniamencie stękających sprężyn i skrzypiących kości. Wyciągnął wahadło i wprawił je leniwie w ruch, a jedyne oko kobiety na chwilę zbystrzało, zyskało ostrość widzenia. A potem zaczęło powoli poruszać się w jego rytmie, zajmując całą uwagę kobiety.
- Betty jest w swoim sklepie - potwierdziła. Miała dużo cichszy głos, bardziej rozmarzony. Nie trzaskał już jak ogień w kominku, nie był suchy jak wiór. Był... Łagodniejszy, jakby Betty powoli osuwała się w szeroko rozłożone ramiona Morfeusza. Ale nie zasypiała - była przytomna.