Co to to prawda. Erik miał stuprocentową rację. - Strasznie się cieszę, że u nas ta znajomość skończyła się wielką przyjaźnią... - Bo co ona by bez niego zrobiła w swoim życiu? W czyje ramię by płakała, kogo mogłaby opierdzielać, na kim się wyżywać? Nie umiała sobie wyobrazić swojego życia bez Ericzka, który był w nim od zawsze, na dobre i na złe. Ech, rozczulające.
- Nie ma wyjścia, wasz dom jest pełen ludzi, sama się gubię w tym, kto u was mieszka, dziadek musi to wszystko spamiętać. Podejrzewam, że ma lepszą pamięć od mojej. - Psy, ludzie, u Longbottomów było wesoło, miała trochę wrażenie, że Warownia jest jak hotel, tyle, że goście zatrzymywali się tutaj na dłużej. Bardzo lubiła się tu pojawiać, bo zawsze kończyło się to w zabawny sposób. Marzenie stworzyć taki dom pełen życia. Senior musiał być dumny z tego osiągnięcia.
Wolała teraz nie skupiać się na śmierci. To było oczywiste, że spotka każdego, miała wrażenie jednak, że póki co wszystkim odpowiadała taka sytuacja. Dziadek był w formie, ojciec Erika nie wtrącał się póki co za bardzo w sprawy rodzinne, dzięki czemu jego dzieci póki co mogły żyć w taki sposób jak chciały. Norka wiedziała, że nie u wszystkich czystokrwistych to tak wygląda, w końcu nadal można było usłyszeć o aranżowanych małżeństwach. Wolała nie myśleć o tym, że ktoś kiedyś będzie mógł zmusić jej przyjaciół do tego, aby spędzili z kimś zupełnie im obojętnym całe życie. To by było naprawdę dramatyczne zakończenie.
- Fakt, twoja siostra jest jeszcze gorsza. - Trudno jej było ostatnio nadążyć za Brenną, nie miała pojęcia, jak daje radę angażować się w tyle spraw jednocześnie i wszystko ogarniać. Podziwiała ją trochę za tę samodyscyplinę.
- Nie, nie, nie! - Postanowiła poprawić przyjaciela. - Malutka właścicielka, malutkiego biznesu, ale tak, co prawda to prawda, umiem zrobić dobrze KAŻDEMU! - Powiedziała to, co on chciał najprostszymi słowami, jakie tylko znała, zabrzmiało to cóż... jak zawsze.
Jak miała siedzieć na tyłku, kiedy walczyła tutaj na śmierć i życie. Czy on do reszty zwariował? - JAK MAM SIEDZIEĆ NA DUPIE, SKORO ONA CHCE MNIE ZABIĆ!!!! - Słowa bardzo szybko opuszczały jej usta, przesuwała się też ciągle do tyłu taczki, aby oddalić się od swojego oprawcy.
Jak na złość mysz wpadła do taczki. Nora pisnęła jeszcze głośniej. Było coraz bliżej jej końca. Tyle, że wtedy coś do niej dotarło. Nie była byle jakim, pierwszym lepszym laikiem. Jej życie nie bez powodu było powiązane z kotami. ONA BYŁA KOTEM. Taką mysz, to mogłaby zjeść ot tak, albo złapać w swoje dłonie. Coś się zmieniło, kiedy te myśli zaczęły krążyć jej po głowie. Spojrzała na mysz zadziornie, jej wzrok mówił No dawaj, była gotowa na starcie. Tyle, że ta mała istota chyba to wyczuła, zobaczyła, jakie niebezpieczeństwo ją czeka jeśli zostanie tutaj dłużej. Po kilku próbach udało jej się opuścić taczkę.
Panna Figg klasnęła, była zadowolona, że udało jej się wygrać ten pojedynek na spojrzenia. - JESTEM KOTEM! - Krzyknęła zadowolona.