Lou wyznaczył jej zadanie, cieszyła się z tego ogromnie. Wiedziała, że awansował w hierarchii ich organizacji, co niesamowicie ją radowało, w końcu był jej kuzynem i naprawdę była dumna z tego, że jego zaangażowanie zostało docenione. Współpracowali razem już wcześniej, wiedziała, że zawsze może liczyć na jego pomoc, nawet, jeśli pojawiała się u niego w środku nocy ze swoimi nie do końca łatwymi do wytłumaczenia pomysłami. Zawsze ją wspierał, ona robiła dla niego to samo i to wcale nie dotyczyło jedynie jego awansu w szeregach śmierciożerców.
Musiała trochę poszperać, aby dowiedzieć się, gdzie mieszkali Harrisowie. Okazało się to nie być za bardzo skomplikowane, wszak rozpisywały się o nich gazety. Ponoć byli pionierami w swojej dziedzinie, fujka, nie umiała zrozumieć tego podziwu dla mugolskich technologii. Jednak dobrze się składało, że byli tacy popularni, to ułatwiało nieco jej zadanie. Mogła się dowiedzieć o ich usposobieniu, o tym, czym konkretnie się zajmowali. Był to całkiem niezły początek do wykonania zadania, które dostała od swojego kuzyna.
Miała im złożyć wizytę, kuzyn wspomniał o tym, że mogła ze sobą kogoś zabrać, tyle, że nie wydawało jej się to potrzebne. Po tym, co wyczytała w gazetach stwierdziła, że poradzi sobie sama. Zresztą najlepiej wychodziło jej działanie w pojedynkę, wiedziała, że nikt jej nie zawiedzie.
Ubrana w śliczną, różową sukienkę pojawiła się przed domem Harrisów. Włosy miała rozpuszczone, wyglądała bardzo, ale to bardzo niewinnie. Jakby nie była w stanie skrzywdzić nikogo, porzuciła czerń na rzecz tej krótkiej wizyty.
Godzinę wybrała odpowiednią, pojawiła się wcześniej, aby zobaczyć wychodzącego z domu Harrisa. Vivianne została sama w domu, mogła zacząć działać.
Ulica Pokątna miała to do siebie, że roiło się tu od funkcjonariuszy, dlatego też postanowiła podejść do sprawy odpowiedzialnie. Skoro ci Harrisowie opisywani byli, jako tacy mili i sympatyczni, to może warto było spróbować innej niż dotychczas metody. Alanna była jej koleżanką z pracy, nikt nie musiał wiedzieć o tym, że nie były blisko. Vivianne na pewno zrozumie jej troskę o zagubioną kobietę.
Przystanęła przed drzwiami mieszkania i zastukała do drzwi. Minę miała bardzo smutną, skruszoną, czekała, aż kobieta jej otworzy.